Dobre siedzenie jest ważne zarówno do pracy, jak i do zabawy, z simracingiem włącznie, jednak w przypadku ostatniego nie chodzi tylko o wygodę i zdrowie kręgosłupa. Fotel powinien imitować uczucie siedzenia w prawdziwym samochodzie. Tym razem omówimy siedzisko Next Level Racing Victory Seat, będące dodatkiem do recenzowanego niedawno Wheel Stand Lite 2.0. Czy są wygodne i godne swojej ceny? Postaram się odpowiedzieć na to w tej recenzji!
Montaż
Opakowanie Victory Seat pozwolę sobie pominąć, bo jest to po prostu opakowanie transportowe. Co do montażu, to jest on prosty, przynajmniej w przypadku ramy, bo wystarczy wkręcić dwie śrubki i gotowe. Potem zaczynają się schody, bo sam fotel trzeba rozłożyć i przykręcić do standa, do czego dobrze mieć kogoś do pomocy. Poza tym nic bardziej problematycznego w montażu nie ma.
Budowa, ergonomia i regulacja
Przejdźmy do najważniejszej kwestii, czyli jak ten fotel wypada pod kątem ergonomii (i regulacji). Regulacja jest niestety ograniczona, bo jedyne co można zrobić, to przesunąć samo siedzisko w przód lub tył na szynach, które na szczęście są na tyle długie, żeby każdy był w stanie znaleźć odpowiedni dla siebie dystans. Mimo to całość nie powala, jeżeli chodzi o ergonomię.


Według producenta wysokość oparcia jest dostosowana dla osób o wzroście do 2 metrów, co mnie mocno zdziwiło. Sam jestem osobą o wzroście około 190 – 195 cm i to oparcie było dla mnie o jakieś 10 cm za niskie. Mi osobiście barki wystawały ponad tą faktycznie supportive część oparcia, co przy dłuższych sesjach powodowało zmęczenie i dyskomfort, którego przecież fotel miał pomóc uniknąć. Brakuje też jakiegokolwiek wsparcia dla odcinka lędźwiowego kręgosłupa, co oczywiście jest bardzo dużym minusem.

Na dodatek nie jestem największym fanem wykończenia fotela. Siedzisko i dolna część oparcia zostały wyłożone czymś podobnym do alcantary (raczej wątpię, że to faktycznie ten materiał). Jednocześnie zarówno siedzisko, jak i oparcie są wypełnione dość grubą pianką. Niestety sprawia to, że fotel nie jest wystarczająco dobrze wentylowany i przy dłuższych sesjach człowiek się po prostu bardzo poci, co chyba dla nikogo nie jest przyjemne.
Tu na szczęście kończą się wady tego fotela. Dzięki temu, że siedzimy niżej możemy obniżyć kierownicę, co daje nam to dwa benefity. Po pierwsze sama kierownica się mniej buja, po drugie jest to o wiele bardziej naturalne położenie jej względem ciała. Dodatkowo da się wtedy wyczuć wibracje przenoszone przez (zwłaszcza mocniejszą) bazę kierownicy, które realistycznie czułoby się na całym siedzisku, nie tylko na rękach.

Warto również wspomnieć, że Victory Seat daje nam nieco więcej możliwości, jeśli chodzi o hard mounting skrzyni biegów. Szkoda tylko, że w zestawie nie dostajemy drugiego shifter plate’a. Otrzymujemy jedynie adapter umożliwiający zamontowanie do siedziska plate’a, który był dołączony do stelaża, nad czym ubolewam, bo osobiście jeden plate bym wykorzystał pod hamulec ręczny, a drugi pod skrzynię biegów. Jeżeli chodzi o samo jego ułożenia względem fotela, to nie mam do czego się przyczepić. Skrzynia biegów od Simasters, z którą go używałem, bardzo fajnie układa się pod ręką przy moich ustawieniach fotela. Pod kątem flexu też nie mam zastrzeżeń, bo ten niemal nie występuje, nawet przy twardym shifterze, jakim jest ten od Simasters.
Podsumowanie Next Level Racing Victory Seat Add-on
Tak jak Wheel Stand Lite 2.0 miał moim zdaniem kilka zalet, jak chociażby łatwość przechowywania, tak dokupując Victory Seat Add-on tracimy większość z nich nie dostając nic w zamian. Może mamy lepszą stabilność i łatwiejsze dostosowanie pod siebie, ale mamy też niemal zerową ergonomię fotela i trudność w przechowywaniu, co dla mnie jest dużo ważniejsze.
Mimo to moim największym rozczarowaniem jest cena, bo dopłacając te 800 złotych do już samego w sobie drogiego Wheel Stand Lite 2.0 dostajemy produkt bardzo przeciętny. Szczerze uważam, żę w tej cenie lepiej całkiem sprzedać stelaż i próbować szukać open source projektów uchwytów z profili aluminiowych i bardziej ergonomicznego fotela, nawet samochodowego.
Recenzja była możliwa dzięki uprzejmości firmy Next Level Racing
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?