Turtle Beach to producent, którego raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Ich Stealth Pivot też jest znany, a przynajmniej tak mi się wydawało – nawet na zagranicznej scenie niewiele jest jego recenzji i testów. Na szczęście udało mi się dorwać go w swoje lepkie łapki, więc czas przeprowadzić jego dogłębną analizę.
Opakowanie


Stealth Pivot przychodzi do nas w dość kompaktowym opakowaniu, zwłaszcza patrząc na jego półkę cenową. Na froncie znajdziemy nadruk przedstawiający kontroler, na tyle specyfikację, za to wewnątrz w kartonowych pudełkach mamy odbiornik 2,4 GHz, przewód USB-C i sam kontroler. Żadnego docka czy innych ciekawszych akcesoriów.
Specyfikacja
- Layout: Xbox / fighting pad (zmienny)
- Kompatybilność: PC, Xbox One, Xbox Series (konsole tylko przewodowo)
- Łączność: przewodowa, 2,4 GHz, BT
- Analogi: Ginfull JF15 (zmodyfikowane)
- Triggery: Hall effect z trigger lockiem
- Przełączniki: membranowe (kopułkowe pod D-Padem po stronie dedykowanej do fighterów)
- Przełączniki dodatkowe: dwa remapowalne z tyłu
- Silniki wibracyjne: 2 asymetryczne + 2 w triggerach
- Żyroskop: brak
- Bateria: brak danych
- Polling rate: 250 Hz przewodowo, 200Hz 2,4 GHz
- Wersje kolorystyczne: czarna
- Cena: około 600 zł
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta i własnych obserwacji.
Wstępne odczucia i obserwacje
Zaczynając od przewodu USB, ten jest dość długi i w nie najgorszej jakości oplocie, jednak do miękkości dobrych gumowych przewodów nawet nie jest bliski. Odbiornik 2,4 GHz jest dość wąski. Jego dolna część (jeśli port USB uznamy za dół) jest matowa i wyposażona w przycisk do parowania, z kolei góra raczej gładka. Producent niemal w każdym miejscu chwali się niskimi opóźnieniami, jakie ten odbiornik zapewnia. Ale jak to realnie wygląda? Zobaczymy nieco później.

Przechodząc do kontrolera Stealth Pivot, jest to pad duży i o obłym kształcie. Przynajmniej tak się mogłoby się wydawać, bo gripy są praktycznie niemożliwe do chwycenia w klasycznym chwycie kontrolera. Optymalnym (ale jednocześnie bardzo niepewnym), jaki znalazłem dla tej konstrukcji, jest chwyt zbliżony do tego klasycznego, ale z jedną różnicą: trzymamy gripy czterema palcami, nie sześcioma. Co do jakości wykonania, nie jest ona zła, mamy tu delikatne ogumowanie gripów, jednak nie jest to coś, czego oczekiwałbym po tej półce cenowej.


Analogi mają całkiem ciekawą konstrukcję. Informacja o dokładnym ich modelu nie jest nigdzie podana, jednak niewielki research wykonany przeze mnie wraz z kilkoma maniakami doprowadził do konkluzji, iż prawdopodobnie są to zmodyfikowane Ginfulle JF15. Modyfikacji w tym wypadku uległ prawdopodobnie shaft, tak, aby dało się schować topy w głąb kontrolera i odwrócić moduły (o czym opowiem więcej za chwilę). Ich feeling nie jest zły, konstrukcja jest raczej lekka, z liniową sprężyną. Topy są małe, bez anti-friction ringów. W skrócie, odczucia są całkiem przyzwoite, poprawne, chociaż nie można tego samego powiedzieć o ułożeniu, zwłaszcza lewego. Są położone dość nisko i osobom o większych dłoniach będą się raczej niekomfortowo układały pod palcami.
Przechodząc do przełączników, pod ABXY mamy dość lekkie i całkiem przyjemne membrany, dające wyraźnie wyczuwalny tactile feedback. Powiedziałbym, że są raczej lepszego sortu, jednak nie mają w sobie niczego, czym wyróżniłyby się spośród konkurencji. Co do D-Pada, przynajmniej po stronie z analogami jest okropny. To, że jest to konstrukcja oparta o przełączniki membranowe, nie jest dużym problemem, natomiast brak pivota już jest kłopotliwy. Bez niego technicznie możemy fizycznie wykonać wszystkie 4 inputy kątowe na raz, co niby jest blokowane przez firmware, ale mimo wszystko to nie to samo. Innymi słowy, teoretycznie pivot jest, ale słabo wyczuwalny, niepełniący swojej funkcji odpowiednio.
Gdy odblokujemy dwa zatrzaski (których nie nazwałbym ani przyjemnymi w obsłudze, ani solidnymi) i schowamy gałki analogów, będziemy mogli odwrócić moduły. W tym wypadku skupię się tylko na D-Padzie, bo przełączniki są identyczne. Ten ma dość niski skok i tym razem (po odwróceniu) znacznie bardziej wyczuwalny pivot. Dodatkowo został oparty o przełączniki kopułkowe zamiast klasycznej membrany, więc osobiście jego użytkowanie nazwałbym względnie przyjemnym. Na froncie jest jeszcze monochromatyczny wyświetlacz, którego jedyną ciekawą funkcją jest wyświetlanie powiadomień z telefonu i możliwość przemapowania przełączników.
U góry Stealth Pivot ma tylko triggery i bumpery. Te pierwsze to konstrukcja z klasycznymi sensorami Halla wraz z trigger lockiem opartym o stopper, który na szczęście dostał opcję przełączania między trybami cyfrowym i analogowym z poziomu hardware’u (przełącznika pod sliderem), zamiast firmware’u. Poza tym triggery niczym się nie wyróżniają: kąty natarcia, twardość i liniowość sprężyn są w normie, układają się względnie przyjemnie pod palcem.

Bumpery to zdecydowanie nie jest mocna strona tego kontrolera. Konstrukcja jest bardzo podstawowa, co nie jest niczym złym, jednak ich rozmiar i typ zastosowanego przełącznika oraz jego implementacja sprawiają, że używanie ich jest bardzo niewygodne. Feeling jest gąbczasty, zabijany przez twardość plastiku i gumowe dampery, nie dając żadnej informacji zwrotnej o naciśnięciu, może poza w minimalnym stopniu słyszalnym klikiem.

Z kolei z tyłu nie dzieje się prawie nic, bowiem mamy tam jedynie dwa dodatkowe przełączniki i zatrzaski do obracania modułów. Jeśli chodzi o przełączniki, to działają, i to w sumie tyle. Są dość łatwe do naciśnięcia, jednak – podobnie jak to było w przypadku bumperów – jakikolwiek feedback jest zabijany przez ich nieodpowiednią implementację. Ponadto samo ułożenie jest nastawione pod bardzo nietypowy chwyt, co sprawia, że są one po prostu niewygodne do codziennego użytkowania.

Na dole Stealth Pivot ma audio jacka, jednak, jak zwykle, nie mogę się wypowiedzieć o jego impakcie na brzmienie przetwornika przez brak sprzętu pomiarowego.
Do środka… nie zajrzymy
Może i nikt nie zabronił rozbrojenia tego kontrolera, jednak tym razem sobie to odpuszczę z powodu mocno skomplikowanej konstrukcji i sporego ryzyka jej uszkodzenia. Pewnie na upartego byłbym w stanie to zrobić, bo brakuje tutaj plomb oraz jakiejkolwiek informacji, że jest to „zabronione”. Mimo wszystko udało mi się zerknąć do środka kontrolera dzięki uprzejmości jednego z testerów. Miałem okazję spojrzeć zarówno na płytki główne, jak i te wewnątrz modułów i na pierwszy rzut oka nie ma dramatu. Niestety nie udało mi się zweryfikować pojemności baterii, której producent z niewiadomych przyczyn nigdzie nie podaje.
Chciałbym jednak wspomnieć w tym segmencie o jeszcze jednej ważnej kwestii, jaką jest jakość zewnętrzna, a dokładniej flex (💪) na modułach. O co chodzi? Otóż ten ten mechanizm obracanych modułów ma jednak pewne niedociągnięcia w dopasowaniu, mamy tutaj niewielki, ale zauważalny flex, co mocno utrudnia wyrobienie sobie pamięci mięśniowej ze względu na inne reakcje kontrolera na różne inputy wykonane przy użyciu przełączników lub analogów na modułach. Niby nieduży problem, ale nie oszukujmy się, wykładając taką kwotę na kontroler oczekiwalibyśmy co najmniej pancernego wykonania.
Testy syntetyczne
A teraz klasyka, czyli opóźnienia. Te na przełącznikach wypadają nie najgorzej, Stealth Pivot oferuje nam około 4 ms po kablu i 7 ms po dongle’u w benchmarku Prometheus 82. Trochę boli mnie polling rate wynoszący tylko 250 Hz, ale jest to do przeżycia. Bluetooth również wypada poprawnie, osiągając około 15 ms, jednak przy zaledwie 90 Hz polling rate. Nie jest to jednak połączenie dedykowane do PC czy konsoli, bardziej do urządzeń mobilnych.

Schody zaczynają się, kiedy spojrzymy na opóźnienia analogów, bo te pozostawiają wiele do życzenia. Przewodowo mamy średnio… 32 ms. Tak, 32 ms. Przy czym trzeba pamiętać, że mamy tutaj kompensację opóźnienia powodowanego przez solenoid służący do pomiaru, więc nie jest to w żadnym wypadku błąd. W przypadku 2,4 GHz nie jest ani trochę lepiej, bo mamy 36 ms, a BT zamyka się na 42 ms. W dużym skrócie – wyniki są zdecydowanie niezadowalające, tym bardziej patrząc na tę półkę cenową.

Idąc dalej tym tropem, przechodzimy płynnym stepowym krokiem do kalibracji analogów, która jest praktycznie loterią. Grywacie w ruletkę? Ten kontroler to coś dla was. Jest tylko jeden wspólny mianownik wyników: w Stealth Pivot martwe strefy są okropnie asymetryczne i okropnie wielkie. Na myśl przyszły mi stockowe analogi z ZD O+ Excellence, bo tam problem jest podobny (tak samo jak producent i design). Szansa na to, że wynik spełni oczekiwania, jest taka sama, jak szansa na to, że na ruletce wypadnie zero, gdy postawimy na nie pieniądze. W telegraficznym skrócie: 0%.
Recenteringu nawet nie byłem w stanie sprawdzić, bo cała technologia anti-drift to wrzucenie sztywnej martwej strefy w centrum, a już po samym feelingu analoga czuć, że byłby to potężny problem. Jeszcze zabawniejsze jest to, że w tym kontrolerze występuje coś, co do tej pory widziałem chyba tylko w padzie z dużo niższej półki cenowej, czyli osiowa martwa strefa. Tego to się nie spodziewałem.

Drobnym pocieszeniem jest fakt, że liniowość analoga wypada względnie poprawnie, tak samo jak rozdzielczość na poziomie 800 pozycji.
Co do czasu pracy na baterii, wypada zgodnie z 20 h zapowiadanymi przez producenta, gdy wyłączymy wszelkie funkcje dodatkowe, chociaż odnosi się czasem wrażenie, że bliżej mu do 15 h.
Software
Software, którego używa Stealth Pivot, to kolejny problematyczny element tego kontrolera. Jest nieresponsywny, część rzeczy da się zrobić tylko używając kontrolera, a pozostałą część dodatkowo używając myszki. Kalibracja nie daje nic poza okazjonalnym dorzuceniem stick driftu, a przy aktualizacji firmware nie wolno nawet kliknąć niczego myszką, bo aktualizacja (która swoją drogą potrafi czasem trwać 10 min) „wywali się”. Jedyny plus to wizualia, które, jak widać, grały pierwsze skrzypce.



Podsumowanie Turtle Beach Stealth Pivot
Jestem szczerze rozczarowany. Przed otrzymaniem sampla testowego spodziewałem się po prostu przeciętnego, przecenionego, ale nie najgorszego kontrolera. A już na pewno nie myślałem, że będę świadkiem takiego niespełnienia obietnic względem konsumenta, któremu wmawia się, że Stealth Pivot to high-endowy sprzęt, następca Elite Series 2, najlepszy pad na świecie, gdzie w rzeczywistości otrzymujemy produkt o jakości, która znacznie odbiega od standardów tej półki cenowej, przypominający bardziej prototyp niż finalny sprzęt.
Sam pomysł ma potencjał, jednak został wypuszczony za wcześnie bez zweryfikowania poprawnego działania. Uwierzcie mi, przed przystąpieniem do testów ani do produktu, ani do producenta nie byłem w żaden sposób negatywnie nastawiony. Wręcz przeciwnie, zawsze staram się znaleźć zalety ocenianych sprzętów i cieszę się, gdy mogę szczerze polecić komuś coś nowego. Niestety tym razem nie było mi to dane.
Recenzja była możliwa dzięki uprzejmości firmy Turtle Beach.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?