Jak to z mikrofonami bywa – każdy obiecuje cuda na kiju, a potem okazuje się, że lepiej zbiera odgłosy klawiatury niż Twój głos. Krux Empy testowałem przez dwa tygodnie i muszę przyznać, że nie spodziewałem się zbyt wiele po mikrofonie obitym tkaniną. A może właśnie dlatego pozytywnie mnie zaskoczył? Sprawdźmy, jak sprawuje się w praktyce.
Zawartość opakowania i montaż
Krux Empy przychodzi do nas w charakterystycznej pomarańczowej paczce Kruxa – jeśli kiedykolwiek mieliście do czynienia z tą marką, to wiecie o czym mówię. W środku znajdziemy drugie, szare pudełko z mikrofonem, podstawę (do której jest już przymocowany), ogumowany kabel USB-A do USB-C oraz instrukcję obsługi. Żadnych dodatkowych fajerwerków, żadnej pianki, filtrów czy statywów – prostota sama w sobie.
Montaż? A jaki montaż? To mikrofon plug and play, więc wyciągasz z pudełka, wpinasz w komputer i działa. Nawet moja babcia by sobie poradziła, a ona ciągle pyta, gdzie w smartfonie jest słuchawka. Krux Empy rozpoznaje się automatycznie w każdym systemie, więc żadnego bębnienia po ustawieniach czy instalowania sterowników.

Wygląd i jakość wykonania
I tutaj zaczynają się schody – nie, żartuję! Krux Empy wygląda… no właśnie, wygląda jak mikrofon obszyty szmatką. I nie mówię tego z przekąsem – całe urządzenie pokryte jest szarą, materiałową tkaniną, co daje mu dość nietypowy wygląd. Z jednej strony może nie wyglądać tak „pro” jak metalowe konkurencyjne modele, z drugiej – ma swój urok i określony charakter.
Tkanina pełni tutaj podwójną rolę – po pierwsze nadaje mikrofonowi ciekawy design, po drugie działa jak pop-filtr. Nie trzeba dokupywać żadnych dodatkowych akcesoriów, żeby pozbyć się wybuchowych głosek podczas mówienia. Genialnie proste rozwiązanie, choć trzeba przyznać, że utrzymanie tego w czystości może być wyzwaniem. Po jakimś czasie na tej tkaninie będzie się zbierał kurz i pewnie różne inne „przyjemności”, więc miłośnicy sterylnej czystości mogą mieć z tym problem.
Podstawa mikrofonu jest solidna i ciężka, Krux Empy nie przewróci się nawet, jak Wasz kot postanowi wykorzystać biurko jako tor wyścigowy. Możemy też regulować kąt nachylenia mikrofonu, co przydaje się podczas dostosowywania pozycji pod konkretne potrzeby.
Specyfikacja techniczna
Zanim przejdziemy dalej, rzućmy okiem na to, co oferuje Krux Empy pod maską. Mamy tutaj do czynienia z mikrofonem pojemnościowym, który oferuje aż cztery charakterystyki kierunkowości: kardioidalną, dookólną, dwukierunkową oraz stereo. W tej półce cenowej to prawdziwa rzadkość – większość konkurencji oferuje maksymalnie dwie opcje.
Krux Empy próbkuje dźwięk w jakości 24 bit/96 kHz, co zapewnia przyzwoitą jakość nagrań. Pasmo przenoszenia wynosi od 20 Hz do 20 kHz, co pokrywa pełny zakres słyszalnych przez człowieka częstotliwości. Mikrofon waży 445 gramów i ma wymiary 84 x 84 x 190 mm – nie jest to kolos, ale też nie zmieści się w kieszeni.

Do dyspozycji mamy złącze USB-C do podłączenia komputera oraz gniazdo minijack 3,5 mm do słuchawek, dzięki czemu możemy na bieżąco monitorować to, co nagrywamy. Przewód ma długość 2 metrów, więc nie będziemy przywiązani do komputera jak pies do budy. Całość dopełnia podświetlenie RGB oraz funkcje regulacji czułości i dotykowego wyciszania.
Na papierze wygląda to całkiem nieźle, szczególnie te cztery charakterystyki kierunkowe, które w tej półce cenowej są prawdziwą rzadkością.
Obsługa i funkcjonalność
Krux Empy ma na przodzie jedno pokrętło, które obsługuje wszystkie najważniejsze funkcje. Standardowo kręcimy nim, żeby regulować czułość mikrofonu – pasek LED świeci wtedy na zielono. Jedno kliknięcie przełącza nas na regulację głośności słuchawek podpiętych do gniazda jack 3,5 mm – wtedy pasek świeci na niebiesko. Proste jak budowa cepa.
Przytrzymanie pokrętła przez 2 sekundy zmienia charakterystykę kierunkowości między kardioidalną, dookólną, dwukierunkową i stereo. To naprawdę przydatna funkcja – kardioidalna do streamowania solo, dookólna do nagrywania z kilkoma osobami, dwukierunkowa do wywiadów, a stereo… no cóż, stereo to stereo. W tej cenie to prawdziwa perełka.

Na górze mamy dotykowe pole do wyciszania mikrofonu – dotknięcie i hop, mikrofon jest wyciszony, co sygnalizuje czerwone podświetlenie LED. Z tyłu znajdziemy przycisk do zmiany trybów podświetlenia RGB albo jego całkowitego wyłączenia po dłuższym przytrzymaniu.
Jakość dźwięku
I tutaj zaczynają się prawdziwe schody – ale tym razem w dobrym sensie! Krux Empy zbiera dźwięk naturalnie i wyraźnie, znacznie lepiej niż można by oczekiwać po mikrofonie za 199 złotych. Wcześniej testowałem inne modele z tej samej marki i tutaj pierwsze wrażenia są zdecydowanie lepsze. Głos brzmi bardziej naturalnie, przynajmniej w pewnym ograniczonym sensie – nie oczekujmy cudów za tę cenę, ale jako upgrade z mikrofonu w słuchawkach czy laptopie to niebo i ziemia.
W surowych nagraniach mogą pojawić się delikatne szumy i czasami wybijające się sybilanty, ale w codziennym użytkowaniu filtry w Discordzie czy innych aplikacjach komunikacyjnych radzą sobie z tym bez problemu. Krux Empy sprawdzi się równie dobrze na streamingu, w rozmowach online, nagrywaniu podcastów czy po prostu gadaniu z ziomkami w grze.
Podświetlenie RGB
Ah, RGB – przekleństwo i błogosławieństwo współczesnego sprzętu gamingowego. Krux Empy ma dyskretne podświetlenie wokół pokrętła i kilka diod sygnalizacyjnych. To nie jest jakiś festiwal kolorów, więc nawet osoby, które (jak ja) nie przepadają za świecidełkami, nie powinny się tym irytować. Można to podświetlenie wyłączyć, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Konkurencja
W segmencie do 200 złotych Krux Empy ma naprawdę niewiele konkurencji (przynajmniej jeśli chodzi o mikrofony z czterema charakterystykami kierunkowymi.) Większość budżetowych modeli oferuje maksymalnie dwie opcje, a tutaj mamy pełen zestaw. To czyni Krux Empy znacznie bardziej wszechstronnym narzędziem niż typowe „mikrofony dla graczy”.
Podsumowanie
Krux Empy to dowód na to, że nie trzeba wydawać majątku, żeby otrzymać porządny mikrofon. Za przystępną cenę 199 złotych dostajemy urządzenie, które nie udaje profesjonalnego sprzętu studyjnego, ale wykonuje swoją robotę naprawdę dobrze. Szczególnie te cztery charakterystyki kierunkowe to funkcja, której w tej półce cenowej po prostu nie ma konkurencja.
Największym atutem Krux Empy jest właśnie ta wszechstronność – kardioidalna do streamowania solo, dookólna do nagrywania w grupie, dwukierunkowa do wywiadów i stereo gdy potrzebujemy szerszego obrazu dźwiękowego. Wszystko w trybie plug and play, bez żadnych problemów z instalacją. Naturalne brzmienie głosu to kolejny plus, a wbudowany pop-filtr w postaci tkaniny sprawia, że nie musimy dokupywać dodatkowych akcesoriów.
Oczywiście, jak to w życiu bywa, nie ma rzeczy idealnych. Ta charakterystyczna tkanina, choć nadaje mikrofonowi ciekawego charakteru, może sprawić problemy z utrzymaniem czystości – kurz i inne „przyjemności” będą się na niej zbierać. Niektórym może też nie przypaść do gustu wygląd Krux Empy – wygląda trochę jak poduszka na nóżkach, a nie jak profesjonalny sprzęt audio. Podświetlenie RGB może irytować purystów, choć na szczęście można je wyłączyć. W surowych nagraniach czasami słychać delikatne szumy, ale w codziennym użytkowaniu filtry w komunikatorach radzą sobie z tym bez problemu.
Może i znajdziemy u konkurencji lepsze modele za te 200 złotych, ale na pewno żaden z nich nie będzie miał czterech charakterystyk kierunkowości – będą miały jedną, maksymalnie dwa. A to sprawia, że Krux Empy jest znacznie bardziej wszechstronny od typowych mikrofonów w tym przedziale cenowym.
Czy warto kupić Krux Empy? Jeśli szukacie przystępnego cenowo mikrofonu, który będzie lepszy od tego w słuchawkach czy laptopie, ale nie chcecie przepłacać za markę czy zaawansowane funkcje, których i tak nie będziecie używać – to Krux Empy to strzał w dziesiątkę. Jak to w życiu bywa – nie ma rzeczy idealnych, ale za swoje pieniądze Krux Empy oferuje uczciwy stosunek jakości do ceny. A to w dzisiejszych czasach, kiedy za każdą byle głupotę każe się płacić jak za zboże, jest warte pochwały.

Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?