Jak mawiają starożytni Rzymianie: „De gustibus non est disputandum” – o gustach się nie dyskutuje. I właśnie dlatego Krux postanowił dać nam mikrofon, którego wygląd możemy sobie zmieniać według własnego widzimisie. Krux Pin to najnowszy przedstawiciel rodziny mikrofonów tego polskiego producenta, który postanowił pójść nieco inną drogą niż konkurencja. Po dwóch tygodniach intensywnych testów mogę powiedzieć jedno – nie wszystko złoto, co się świeci, ale czasem wystarczy, że się ładnie mieni.
Zawartość opakowania i pierwszy kontakt
Krux Pin przychodzi do nas w standardowym dla marki czarnym kartonie, który nie rzuca się w oczy, ale solidnie chroni zawartość. Producent nie szaleje z akcesoriami – w środku znajdziemy tylko to, co niezbędne. Tutaj warto być szczerym: gąbkowa osłona nie ma sensu, bo wymienne fronty już pełnią funkcję ochrony membrany. Jeśli komuś potrzebny jest pop filtr czy niestandardowe ramię, zawsze może to dokupić osobno.

W pudełku znajdziemy:
- Mikrofon Krux Pin z wymiennym frontem
- Przewód USB-C
- Adapter USB-A
- Instrukcję obsługi
Szczerze? Minimalny zestaw, ale pragmatyczny. Lepiej dostać to, co faktycznie się przydaje, niż karton pełen niepotrzebnych dodatków. Adapter USB-A to zwłaszcza miła niespodzianka dla posiadaczy starszych komputerów.
Budowa i jakość wykonania
Pierwszy kontakt z Krux Pin robi pozytywne wrażenie. Mikrofon wykonany jest głównie z metalu, z dodatkiem tworzywa sztucznego w kluczowych miejscach – nie trzeszczy, nie ugina się pod naciskiem i sprawia wrażenie solidnego. To znacznie bardziej trwałe rozwiązanie niż czysty plastik. Podstawka z regulowanym kątem nachylenia to miły dodatek, choć zakres regulacji mógłby być większy.

Największym wyróżnikiem Krux Pin jest oczywiście ten słynny wymienny front z magnetycznym systemem. W zestawie dostajemy czarny panel, który wystarczy przylgnąć magnetycznie – nie trzeba nic odkręcać. Producent zapowiada różowe i niebieskie warianty, ale moim zdaniem niezła byłaby również opcja różnych wzorów czy tekstur, a nie tylko jednolite kolory. Magnetyzm działa niezawodnie – fronty trzymają się pewnie i można je zamieniać w mgnieniu oka. To rozwiązanie jest skierowane głównie do młodszych użytkowników, którzy lubią personalizować swój setup i dbają o estetykę stanowiska. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Funkcjonalność i obsługa
Krux Pin wyposażono w kilka przydatnych funkcji, które docenią szczególnie początkujący streamerzy i gracze. Na obudowie znajdziemy wielofunkcyjne pokrętło, które służy do regulacji wzmocnienia (gain) oraz głośności. Rozwiązanie wygodne, choć przydałyby się jakieś oznaczenia, w którym trybie aktualnie pracujemy.
Dotykowy przycisk mute na górze mikrofonu to strzał w dziesiątkę – reaguje błyskawicznie, a czerwone podświetlenie obręczy pokrętła jednoznacznie informuje o wyciszeniu. Nie ma tu miejsca na pomyłki, co w ferworze streamowania czy ważnej rozmowy online jest na wagę złota.

Największym zaskoczeniem jest wyjście słuchawkowe 3,5 mm z funkcją balansu między odsłuchem własnego głosu a dźwiękiem z komputera. To rozwiązanie znane z droższych modeli, więc jego obecność w Krux Pin to miłe zaskoczenie. Możliwość regulacji proporcji między tym, co mówimy, a tym, co słyszymy z gry czy muzyki, to funkcja, którą pokochają wszyscy twórcy contentu.
Jakość dźwięku – diabeł tkwi w szczegółach
Przejdźmy do sedna sprawy, czyli jakości nagrywania. Krux Pin to mikrofon pojemnościowy o charakterystyce kardioidalnej, co oznacza, że najlepiej zbiera dźwięk z przodu. Przez dwa tygodnie testów używałem go głównie do rozmów na Discord, nagrywania komentarzy do filmów i okazjonalnego streamowania.
I tu dochodzimy do największego mankamentu tego mikrofonu – czułość. Krux Pin zbiera dźwięk zauważalnie słabiej niż inne modele Krux w podobnej cenie. Musiałem siedzieć bliżej mikrofonu niż przy testowanym wcześniej Edis 1000 czy Emote 2000S. To nie jest tragedia, ale wymaga przyzwyczajenia i odpowiedniego ustawienia mikrofonu.
Jakość samego dźwięku jest poprawna – głos jest czytelny, bez większych zniekształceń, choć brakuje mu tej „pełni” i „ciepła”, które oferują droższe modele. Szumy własne utrzymują się na akceptowalnym poziomie, choć przy maksymalnym wzmocnieniu (a często będziecie musieli je podkręcać) stają się słyszalne. Mikrofon radzi sobie przyzwoicie z odcinaniem dźwięków z otoczenia, choć klawiatura mechaniczna położona tuż obok nadal będzie słyszalna.
Kompatybilność i podłączenie
Krux Pin wykorzystuje nowoczesne złącze USB-C, co jest krokiem w dobrą stronę. W zestawie znajdziemy adapter USB-A, więc podłączymy mikrofon zarówno do nowego laptopa, jak i starszego PC. Urządzenie było bez problemów rozpoznawane przez systemy Windows 10 i 11 oraz macOS.

Producent chwali się kompatybilnością z konsolami PlayStation 4 i 5 oraz urządzeniami mobilnymi z Android i iOS. Nie miałem okazji tego przetestować, ale jeśli działa jak obiecują, to duży plus za uniwersalność. Instalacja przebiegła bez problematycznych sterowników czy jakichkolwiek komplikacji. Długość przewodu to 2 metry – wystarczy przy typowym ustawieniu na biurku i daje dość dużo swobody. Kabel jest niezbyt gruby i nie ma oplotu, co przy częstym przekładaniu może skutkować szybszym zużyciem.
Dla kogo jest Krux Pin?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Krux Pin celuje w młodszych użytkowników, którzy cenią sobie możliwość personalizacji. Wymienny front z magnetycznym systemem to ewidentnie ukłon w stronę pokolenia, które wyrosło na Snapchacie i TikToku, gdzie wygląd ma znaczenie.
Z drugiej strony, słabsza czułość mikrofonu sprawia, że nie jest to najlepszy wybór dla osób, które potrzebują profesjonalnego narzędzia do nagrywania. Jeśli prowadzisz poważny podcast czy regularnie streamujesz, lepiej dołożyć do Edis 3000 lub poszukać czegoś od konkurencji.

Krux Pin sprawdzi się najlepiej jako pierwszy „poważny” mikrofon dla początkującego streamera, mikrofon do komunikacji głosowej w grach, sprzęt dla młodszych użytkowników, którym zależy na wyglądzie setupu, lub backup dla bardziej zaawansowanych twórców.
Podsumowanie
Jak to w życiu bywa – „nie ma róży bez kolców”. Krux Pin to mikrofon pełen sprzeczności. Z jednej strony oferuje świetne funkcje jak regulacja balansu odsłuchu czy dotykowy mute, z drugiej – rozczarowuje słabszą czułością i minimalnym zestawem akcesoriów.
Cena oscylująca w granicach 240-249 złotych (zależnie od sklepu i promocji) stawia Krux Pin w trudnej sytuacji. Za podobne pieniądze można kupić sprawdzonego Edis 1000 z bogatszym zestawem. Z drugiej strony, jeśli wymienny front rzeczywiście trafi w gusta określonej grupy odbiorców i pojawią się obiecane warianty kolorystyczne oraz różne wzory, może to być hit wśród młodszych użytkowników.
Krux Pin to produkt, który wie, do kogo mówi – problem w tym, że ta grupa docelowa jest dość wąska, choć może to tylko moje przypuszczenia. Jeśli należysz do tej grupy i podoba ci się koncept wymiennych magnetycznych frontów to śmiało możesz go kupić. Jeśli jednak szukasz po prostu dobrego mikrofonu do codziennego użytku, są lepsze opcje w tej cenie.
Moim zdaniem Krux Pin to ciekawy eksperyment, który pokazuje, że Krux nie boi się próbować nowych rzeczy. Czy się uda? Czas pokaże. Na razie mogę polecić ten mikrofon z zastrzeżeniami – głównie dla tych, którym zależy na wyglądzie i podstawowych funkcjach, a nie na najwyższej jakości dźwięku.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?