Już od dłuższego czasu nie miałem w rękach myszy przewodowej. Ostatnim takim gryzoniem był Endgame Gear XM2 8k, i już wtedy poddawałem w wątpliwość sens przewodowych modeli na dzisiejszym rynku. Tam jednak się nie zawiodłem – Endgame dowiózł naprawdę solidny produkt.
Dziś na moim stole leży Asus ROG Harpe Mini Core, czyli budżetowa propozycja od Asusa, która na pierwszy rzut oka zachwyca specyfikacją i wyróżnia się ciekawym kształtem. Czy Harpe Mini Core zdoła sprostać moim dość wysokim oczekiwaniom wobec myszy przewodowych? Tego na razie nie wiem — choć mam pewne przeczucia.
Specyfikacja
⦁ typ produktu: mysz dla graczy
⦁ łączność: przewodowa
⦁ sensor: optyczny 12 000 DPI
⦁ przełączniki główne: Optyczne ROG Micro Switch II
⦁ waga: 52g
⦁ gwarancja: 2 lata
⦁ cena: 159,99zł
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta.
Opakowanie i jego zawartość
Asus ROG od zawsze kojarzył mi się z estetycznymi opakowaniami swoich produktów. Tutaj jest podobnie – zdecydowanie jest na czym oko zawiesić. Harpe Mini Core dociera do nas w niewielkim, prostokątnym kartoniku pełniącym rolę obwoluty, która otacza właściwe, twarde pudełko. To jedno z tych opakowań, które naprawdę dobrze zabezpieczają myszkę przed fantazjami kurierów, więc o transport bym się nie martwił. Jeśli chodzi o design – połączenie czerwieni z czernią wygląda świetnie, a opalizujące wstawki nadają całości charakteru.
Niestety zawartość środka wypada wyjątkowo biednie. Oprócz samej myszki zapakowanej w coś, co przypomina woreczek, oraz garści naklejek i dokumentacji, nie znajdziemy tu absolutnie nic więcej. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę dobrze, a brak nawet najzwyklejszych zapasowych ślizgaczy po prostu boli.
Jakość wykonania i wygląd
Tutaj pozytywne zaskoczenie. ROG Harpe Mini to jeden z tych gryzoni, przy których czuć, że został zaprojektowany przez kogoś, kto naprawdę zna się na rzeczy. Myszka jest bardzo sztywna, nic nie skrzypi, nie wydaje żadnych niepożądanych dźwięków przy ściskaniu i nie ugina się — niezależnie od tego, którą ściankę naciskamy. To samo można powiedzieć o jakości materiałów. Harpe Mini wykonano z plastiku, najprawdopodobniej ABS, o matowym wykończeniu. Od razu czuć, że to tworzywo wyższej jakości, dające w dłoni wrażenie materiału „premium”. Niestety, konstrukcja łatwo łapie odciski palców, choć przy zachowaniu podstawowej higieny nie jest to szczególnie uciążliwe.
Pod względem wyglądu myszka jest raczej stonowana, ale nie brakuje jej charakteru. Urządzenie dostępne jest wyłącznie w czarnej wersji kolorystycznej, z mlecznobiałymi wstawkami podświetlenia RGB – o wariancie białym można jedynie pomarzyć. Podświetlane są rolka oraz duże logo ROG na tyle gryzonia. Naturalnie Asus zadbał, by iluminacja była w pełni programowalna, więc można szybko zmienić efekt lub całkowicie wyłączyć podświetlenie, jeśli nie przepadasz za świecidełkami. Sympatycznym detalem jest też niewielki, wklęsły napis ROG z przodu lewej ścianki — drobiazg, ale cieszy, zwłaszcza w czasach, gdy wiele myszy wygląda praktycznie tak samo.
Powierzchnia
Gładko, gładziutko i jeszcze gładziej. Plastik w Harpe Mini jest niemal równie gładki jak pupcia niemowlaka – nie znajdziemy tu żadnej dodatkowej faktury, która miałaby poprawiać pewność chwytu. Na szczęście zastosowany coating ma delikatnie gumowe wykończenie, co w praktyce faktycznie pomaga i w pewnym stopniu rekompensuje brak klasycznej chropowatej powierzchni. Osobiście nadal preferuję grubszy, wyraźnie teksturowany coating, ale nie mogę powiedzieć, że ten użyty w Harpe Mini nie spełnia swojej roli. W codziennym użytkowaniu sprawdza się naprawdę dobrze.
Przyciski główne, boczne i scroll
Rog kontynuuje dobrą passę, bo główne klikacze w Harpe Mini są zaskakująco dobre i przyjemne — zwłaszcza jak na autorskie przełączniki Asusa. Pod plastikowymi łopatkami znajdziemy optyczne ROG Micro Switch II. Optyki mają swoją specyficzną, ale moim zdaniem bardzo satysfakcjonującą manierę działania. Są stosunkowo lekkie, choć wcale nie „przypadkowo” łatwe do aktywowania. Klik jest maksymalnie sprężysty i precyzyjny, a wyczucie łopatki wyjątkowo intuicyjne, bo przełącznik reaguje bardzo „dotykowo”.
W głównych klikaczach nie uświadczymy żadnego post-travelu, a pre-travel jest minimalny. Overtravel jest obecny, ale na tyle lekki, że w praktyce trudno go wyczuć – wspominam o nim tylko dla formalności. Sam feeling u podstawy przypomina mi przełączniki z Roccat Burst, choć nie są tak twarde, agresywne i „zadziorne” jak tytanowe switche tamtego producenta. Na spodzie myszki znajduje się przycisk do zmiany DPI, co uważam za najlepsze rozwiązanie – umieszczenie go tam minimalizuje ryzyko przypadkowej aktywacji podczas grania, a jednocześnie pozwala szybko dostosować czułość, kiedy jest to potrzebne.
Dodatkowo Harpe Mini Core posiada hotswap na zwykłe, 3-pinowe przełączniki! To ogromny plus – prawdziwa gratka dla majsterkowiczów oraz osób ceniących długowieczność sprzętu. Jeśli któryś switch ulegnie uszkodzeniu, wystarczy podmienić go na dowolny 3-pinowy microswitch dostępny na rynku i można wracać do gry. Za to Asusowi należy się naprawdę duży plus.
Boczne przyciski również pozytywnie zaskakują. Producent nie podaje, z jakich przełączników korzysta, ale sądząc po odczuciach, wybór był bardzo dobry. Boczniaki w Harpe Mini są czułe, płytkie (w pozytywnym sensie) i absolutnie nie gąbczaste. Nie ma tu żadnego post ani pre-travelu, żadnych luzów czy irytujących niedoskonałości – są wyjątkowo sztywne i zwarte.
Na plus działa też ich konstrukcja: są małe, osadzone dość wysoko i wysunięte lekko do przodu. W praktyce korzystało mi się z nich bardzo wygodnie i szczerze mówiąc, to jedne z przyjemniejszych bocznych przycisków, jakie testowałem w ostatnim czasie.
Scroll także nie jest najnudniejszym elementem tego gryzonia. Enkoder pozostaje niewiadomą, ale od razu czuć, że to konstrukcja skierowana do osób lubiących wyraźnie wyczuwalne stopnie. Rolka pracuje z przyjemnym, lecz niemęczącym oporem, a każdy skok jest wyraźnie zaakcentowany. Zdecydowanie nie jest to lekki, pływający scroll – mamy tutaj pełną kontrolę nad ruchem.
Guma nałożona na plastikowe kółko posiada skośne nacięcia, które poprawiają przyczepność i sprawiają, że opuszek palca pewnie trzyma się rolki. W praktyce działa to bardzo dobrze i dopełnia ogólnego, solidnego wrażenia z użytkowania.
Ślizgacze i przewód
Czy wreszcie trafi się jakiś słabszy element gryzonia od Asusa? Wygląda na to, że nie dziś. Ślizgacze zamontowane w Harpe Mini Core absolutnie nie odstają jakością od reszty konstrukcji. Najprawdopodobniej wykonano je z czystego białego PTFE, materiału, który od lat króluje w topowych myszkach gamingowych.
Łyżwy są grube, mają zaokrąglone krawędzie i zapewniają bardzo przyjemny, gładki ślizg. Co ważne, nie zauważyłem, aby w jakikolwiek sposób się rysowały lub zużywały. Pod tym względem naprawdę nie mam do czego się przyczepić. Solidna robota!
Przewód niestety trochę mnie rozczarował. Nie mogę powiedzieć, że jest zły, ale zdecydowanie odstaje od poziomu topowych myszek przewodowych. Jest dość sztywny, choć zaskakująco dobrze układa się na biurku, więc nie jest to aż tak odczuwalne. Przy użyciu mouse bungee staje się niemal niewyczuwalny, choć nadal nie dorównuje rozwiązaniom takim jak w Endgame Gear. W tej cenie jednak można wybaczyć, że nie jest perfekcyjny, a jedynie solidny jak przystało na typowy kabel typu paracord.
Sensor i pomiary
Czujnik to jedna wielka niewiadoma w Harpe Mini Core. Producent podaje jedynie, że rozpędza się do 12 000 DPI, jego maksymalna prędkość to 300 IPS, a maksymalne przeciążenie wynosi 35 G. Jest to najprawdopodobniej element, na którym minimalnie zaoszczędzono w tym gryzoniu. Nie zrozumcie mnie źle – uważam, że to całkiem dobry ruch producenta, ponieważ sensory w dzisiejszych czasach w praktyce nie różnią się niczym.
Wracając do samego sensora, muszę przyznać, że jest to wciąż bardzo dobre oczko. Tak jak wspominałem, nie zauważyłem żadnych wad związanych z trackingiem, interpolacją, jitteringiem czy dewiacją DPI. Parametr LOD został ustawiony dość nisko, co powinno pomóc graczom używającym niższych czułości. Częstotliwość próbkowania wynosi 1000 Hz, co moim zdaniem jest w pełni wystarczające w tak budżetowej myszce.
Test przeprowadzony za pomocą programu Enotus MouseTest.

Kształt i waga
Przechodzimy do najciekawszego punktu, czyli kształtu. Asus ROG Harpe Mini Core to gryzoń zdecydowanie należący do mniejszych i nieco niższych. Jego hump został minimalnie wysunięty do tyłu, co jest fajnym gestem w stronę graczy używających chwytu claw. Nie jest to na pewno unikalny kształt, ale zdecydowanie wyróżnia się na tle rynku i może dobrze zapełnić niszę małych gryzoni w rozsądnej cenie.
Mi osobiście najwygodniej używało się agresywnego claw, natomiast bardziej zrelaksowane wersje były dla mnie zbyt duże ze względu na rozmiary Harpe Mini. Fingertip był drugim chwytem, który sprawdzał się podczas rozgrywki, i pod ten chwyt mogę go z czystym sumieniem polecić. Palm i jego wariacje w 99% przypadków odpadają, chyba że posiadasz bardzo krótką dłoń, choć wtedy wciąż szukałbym czegoś bardziej dopasowanego do tego chwytu.
Myszka od Asusa, mimo bardzo dobrego wykonania i spasowania, może pochwalić się całkiem niską wagą wynoszącą 52 g. Nie jest to niewiadomo jak mała masa, szczególnie biorąc pod uwagę, że gryzoń jest mały i przewodowy, ale nie ma na co narzekać. Harpe Mini można zaliczyć do myszek lekkich, aczkolwiek dalej balansuje między kategorią lekkiej a ultralekkiej, w zależności od tego, jak definiuje się te pojęcia. Trzeba też wspomnieć o rozkładzie masy, który jest prawie idealny, choć minimalnie środek ciężkości przesunął się ku przodowi gryzonia. Nie jest to jednak w ogóle odczuwalne podczas codziennego grania czy normalnego użytkowania.
Oprogramowanie
Tego się nie spodziewałem, a mam na myśli aplikację działającą w przeglądarce. Chyba nie muszę wspominać, że jest to jedna z lepszych opcji oprogramowania sterującego naszym urządzeniem. Nie obciąża ono naszego sprzętu, po prostu wchodzimy na stronę, ustawiamy wszystko, co nas interesuje, zapisujemy i wychodzimy. Nie musimy pobierać kolejnej zbędnej aplikacji, która uruchamia się przy starcie systemu i później niepotrzebnie zaniża liczbę FPS w grach.
Gear Link, bo tak właśnie nazywa się aplikacja Asusa, jest całkiem dobra, choć nie idealna. Przede wszystkim brakuje mi w niej czytelności i prostoty – według mnie jest nieco chaotyczna, a poszczególne opcje rozmieszczono dość dziwnie i nieczytelnie. Nie zmienia to jednak faktu, że w Gear Link możemy ustawić praktycznie wszystko, co nas interesuje, zaczynając od DPI, a kończąc aż na podświetleniu RGB.
Asus Rog Harpe Mini Core – podsumowanie
Propozycja tańszej myszki gamingowej ze stajni ROG na prawdę mnie zaciekawiła. Można powiedzieć, że sprostała moim oczekiwaniom, a nawet czasem zaskoczyła nad wyraz. Najciekawszym jej elementem według mnie jest kształt, którego próżno szukać w innych tanich myszkach, dodatkowo jakość wykonania, spasowanie i ogólne odczucie stoi również na bardzo wysokim poziomie. Jedynymi jej bolączkami są tak na prawdę minimalnie zbyt sztywny przewód oraz trochę wybrakowanego wyposażenie.
Jeśli wiesz na co się piszesz i nie odrzucasz myszki ze względu na przewód oraz szukasz mniejszego urządzenia to Harpe Mini Core może być strzałem w dziesiątke. Szczerze mówiąc nie znam drugiego tak małego i jakościowego gryzonia w tak atrakcyjnej cenie. Z czystym sumieniem moge go polecić, a w szczególności dla użytkowników chwytu claw oraz fingertip.

Recenzja jest możliwa dzięki firmie Asus ROG, która udostępniła sprzęt do testów.















Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?