Secret Gear to najświeższy gracz na rynku producentów peryferiów komputerowych. Co warto zauważyć i co szczególnie cieszy – jest to nasz rodzimy producent, więc tym bardziej trzymam kciuki za ich sukces. Widać, że ekipa ma na siebie pomysł i z pewnością jest w stanie nieźle zamieszać na rynku, który ostatnio zrobił się nieco przewidywalny. Fajnie widzieć, że lokalna firma nie boi się rzucić rękawicy gigantom i chce udowodnić, że w Polsce też potrafimy projektować sprzęt na światowym poziomie.
Na poczet dzisiejszej recenzji przybył do mnie model ZX1 Ultra Wireless, którego cechuje naprawdę świetny dock ładujący oraz topowa specyfikacja, rzadko spotykana w tym przedziale cenowym. Nasuwa się jednak ważne pytanie: czy w dobie tak zaciętej rywalizacji, gdzie półki sklepowe uginają się od sprzętu, to właśnie Secret Gear ma okazję się odnaleźć i zdobyć Wasze biurka? Czy same cyferki w specyfikacji i atrakcyjna cena (ustalona na 299 złotych) wystarczą, by przekonać do siebie graczy? Tego, jak i wielu innych aspektów dotyczących codziennego użytkowania, dowiemy się z tego tekstu. Zapraszam do lektury!
Specyfikacja
- Typ produktu: mysz dla graczy
- Łączność: 2,4 GHz, Bluetooth
- Sensor: Pixart PAW3395
- Przełączniki główne: Omron 100mln
- Waga: ok. 59 gramów
- Gwarancja: 2 lata
- Cena: ok. 299 złotych
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta
Opakowanie i jego zawartość
Opakowanie, w którym przychodzi do nas ZX1 Ultra, od pierwszej chwili sprawia solidne wrażenie produktu z półki premium. To nie jest zwykły karton, ale bardzo okazały, twardy box, który aż chce się postawić na półce. Całość utrzymana jest w nowoczesnej, seledynowo-czarnej kolorystyce, która świetnie ze sobą kontrastuje i nadaje zestawowi charakteru jeszcze przed rozpakowaniem.
Na froncie pudełka ujrzymy wyraźny render ZX1 Ultra, który dumnie prezentuje się wraz z dockiem, a całość uzupełnia cieszący oko, estetyczny napis informujący o modelu i firmie. Bardzo ciekawy efekt wizualny tworzy kolor seledynowy, który dynamicznie rozprasza się po jednej ze ścianek i zgrabnie (no prawie, można było połączyć to troszkę lepiej) zgrywa się ze spodem, który już w całości utrzymany jest w tej barwie.
Sam spód to już inna historia – jest zdecydowanie najobszerniejszą częścią tego opakowania, zwłaszcza jeżeli mówimy stricte o walorach informacyjnych. Producent nie poskąpił tu grafik: widzimy dokładne rzuty przedstawiające myszkę ZX1 Ultra od góry, od spodu, jak i wspomniany wcześniej dock ładowania. To jednak nie wszystko. Dodatkowo na spodzie znalazły się dwie czytelne tabelki. Jedna przygotowana w języku polskim, druga po angielsku. Mowa w nich o dokładnej specyfikacji technicznej.
Wnętrze pudełka zostało zagospodarowane w przemyślany. Na samym starcie wita nas estetyczna wkładka, będąca karteczką z podziękowaniami za dokonany zakup oraz krótkim przedstawieniem firmy.
Głębiej znajdziemy sporo akcesoriów, zaczynając od welurowego woreczka całkiem niezłej jakości – będzie on w sam raz do ewentualnego, bezpiecznego transportu myszki. Producent dołączył również dwa przewody, co warto odnotować, bo – swoją drogą – obecność dwóch kabli w zestawie jest rzadko spotykana nawet u droższej konkurencji. Oprócz tego otrzymujemy zestaw dedykowanych gripów antypoślizgowych, dodatkowe ślizgacze oraz stację dokującą. Na samej górze spoczywa natomiast główny bohater tego zamieszania – Secret Gear ZX1 Ultra, który czeka na nas zabezpieczony w ochronnym, foliowo-piankowym woreczku.
Patrząc przez pryzmat moich dotychczasowych testów, jedyni producenci, którzy zrobili na mnie większe wrażenie w kwestii samej prezencji opakowania i sposobu podania towaru, to G-Wolves oraz Lamzu. Istotna różnica jest jednak taka, że Secret Gear ZX1 Ultra Wireless jest znacząco tańszy od wymienionych marek, a mimo to również daje nabywcy możliwość poczucia obcowania z produktem aspirującym do miana „premium”, nie ustępując drastycznie droższym rywalom na etapie unboxingu.
Jakość wykonania i wygląd
Jakość wykonania to element, który zwrócił moją uwagę niemal natychmiast po wyjęciu sprzętu z pudełka. Model ZX1 Ultra od razu sprawia wrażenie konstrukcji przynależącej do zdecydowanie wyższej półki cenowej. Podczas testów nie uświadczymy tutaj żadnych niepożądanych dźwięków, niezależnie od intensywności rozgrywki czy gwałtownych ruchów. Spasowanie poszczególnych elementów stoi na wysokim poziomie – nic nie skrzypi, nie trzeszczy ani nie „lata” w środku, nawet gdy celowo użyjemy trochę więcej siły, ściskając boki myszki. Sztywność konstrukcji jest po prostu bardzo dobra.
Podobnie pozytywnie sprawa ma się w przypadku dołączonego do zestawu docka. Jest on dobrze wykonany i nie sprawia wrażenia taniego, plastikowego dodatku dorzuconego „na siłę”. Oczywiście, w przeciwieństwie do testowanego dziś modelu ZX1 Ultra, jest to element statyczny, który przez większość czasu „stoi” w jednym miejscu na biurku, także siłą rzeczy jest dużo mniej podatny na wyrobienie materiału bądź przypadkowe uszkodzenia mechaniczne wynikające z eksploatacji. Mimo to stacja sprawia bardzo solidne wrażenie i myślę, że bez problemu wytrzyma długo, służąc nam bezawaryjnie. Secret Gear – dobra robota!
Wygląd modelu ZX1 Ultra jest dość zachowawczy i bezpieczny. Mamy tu do czynienia z prostą, białą bryłą, którą przełamano jedynie niewielkimi czarnymi akcentami oraz dyskretnym, szaro-srebrnym napisem z nazwą producenta. Trzeba powiedzieć wprost: nie ma tu nic odkrywczego, nic nietuzinkowego, co kazałoby zbierać szczękę z podłogi zaraz po wyjęciu z pudełka. Czy oznacza to jednak, że z automatu mamy do czynienia z brzydką myszką? Absolutnie nie! Słowo „minimalistyczna” to w tym przypadku dużo lepsze i bardziej trafne określenie. Oczywiście design to zawsze kwestia indywidualnego gustu, lecz ja osobiście jestem ogromnym fanem sprzętowych „sleeper’ów”. Lubię, gdy sprzęt ma niby zwyczajny, niepozorny wygląd, a jego wnętrze i osiągi są jakże ciekawe!
O ile Secret Gear ZX1 Ultra to produkt stonowany, prawdziwe show na biurku robi dołączony dock. Przyznam szczerze, że nie miałem wcześniej do czynienia ze stacyjką oferującą tak dużą swobodę, w tym możliwość ustawienia swojej własnej grafiki. Ba! Możemy nawet ustawić konkretne zdjęcie, które na tym niewielkim ekranie wygląda naprawdę dobrze i czytelnie, mimo technicznie niezbyt dużej rozdzielczości. Możliwości personalizacji jest tu od groma (co zresztą widać w oddzielnym akapicie mówiącym o oprogramowaniu).
Mamy też pełną regulację podświetlenia widocznego u spodu docka – sterujemy nim wygodnie za pomocą „przycisków” znajdujących się na tyle stacyjki. W razie potrzeby nic nie stoi na przeszkodzie, by całkowicie je wyłączyć, jeśli wolimy ciemność. Pod tym względem ZX1 Ultra jest całkowicie do naszej dyspozycji.
Powierzchnia
Producent zdecydował się na dość intrygujący zabieg, stosując bardzo ciekawą i chwytliwą nazwę do opisania powierzchni, którą ZX1 Ultra jest w całości pokryty. Mowa tutaj o tajemniczym „Ice Coating”. Często takie hasła to tylko puste slogany reklamowe, więc warto zadać pytanie: czy poza samą nazwą ma ona w sobie coś fajnego w praktyce? Otóż okazuje się, że tak.
Sama faktura myszki jest specyficzna – nie jest w ogóle wyczuwalna pod palcem, co daje wrażenie idealnej tafli (stąd zapewne wzięła się nazwa „Ice”, która trafnie nawiązuje do jej gładkości i „śliskości” w dotyku). Mogłoby się wydawać, że przez to kontrola będzie utrudniona, ale o dziwo zupełnie nie przeszkadza to w zachowaniu właściwości użytkowych. Jako osoba, której dłonie pocą się stosunkowo szybko podczas intensywnych sesji, muszę przyznać, że chwyt miałem pewny i stabilny przez cały czas, bez nieprzyjemnego uciekania myszki. Jedynym mankamentem powłoki pokrywającej ZX1 Ultra jest fakt, że gryzoń dość chętnie „łapał” moje odciski dłoni, więc esteci będą musieli przecierać go nieco częściej, by wyglądał jak nowy.
Skutecznym, a zarazem najprostszym rozwiązaniem na pojawiające się problemy z widocznymi odciskami palców są dedykowane gripy antypoślizgowe, które producent zapobiegliwie dołączył do zestawu. W praktyce naklejki sprawdzają się świetnie, zapewniając „klejenie się” myszki do dłoni, ale muszę uczciwie przyznać, że nie jest to rozwiązanie idealne pod każdym względem i ma swoje wady.
Ich jedynym, ale za to dość dużym i zauważalnym problemem jest bardzo mocne i szybkie brudzenie się samej gumowej struktury. Materiał ten działa trochę jak magnes na kurz i drobinki, przez co po kilku sesjach naklejki nie wyglądają już jak nowe. Nie jest to oczywiście nic, co przeszkadza realnie w użytku czy negatywnie wpływa na naszą celność w grach, lecz esteta lub pedant dbający o nieskazitelny wygląd swojego sprzętu na biurku zdecydowanie nie będzie z tego faktu zadowolony i może go ZX1 Ultra Wireless nieco drażnić. Sam po tygodniu używania zdecydowałem się na grę bez gripów, gdyż te przeszkadzały mi wizualnie.
Przyciski główne, boczne i scroll
Przyciski główne w ZX1 Ultra przypadły mi do gustu, chociaż nie są bez wad… Klik jest bardzo satysfakcjonujący, średnio głośny. Ich największa wada to lekko różniący się dźwięk prawego i lewego przełącznika. Za ich działanie odpowiadają znane i lubiane switche Omron, których żywotność oszacowano na kosmiczne 100 milionów kliknięć! Umówmy się, nieważne jak dużo będziemy grać i klikać, w normalnych warunkach raczej nie mamy szans dobić do tego limitu. Sama implementacja przełączników w ZX1 Ultra też stoi na dobrym poziomie – nic tu nie skrzypi, przyciski nie bujają się na boki, a irytujący postravel praktycznie nie występuje. Niestety lewy z nich posiadał bardzo subtelny pretravel, nie był on jednak na tyle duży aby przeszkodzić w korzystaniu.
Jeśli chodzi o przełączniki boczne, to niestety producent nie pochwalił się nimi w specyfikacji dołączonej do pudełka. A szkoda, bo są po prostu świetne i warto by było wiedzieć, co tam się znajduje! To rzadkość, ale tutaj zarówno górny, jak i dolny przycisk mają niemal identyczną charakterystykę: ten sam dźwięk, ten sam feeling i opór. Są przy tym ciche i nader przyjemne w codziennym użytkowaniu. Chyba największym plusem jest jednak ich wzorowa stabilność osadzenia. Boczne guziki w ZX1 Ultra siedzą w obudowie bardzo sztywno, a total travel, jaki wykonują przy wciśnięciu, jest ograniczony. To rozwiązanie bardzo trafia w moje gusta, bo nie lubię, gdy przycisk zapada się zbyt głęboko w obudowę.
Na koniec rolka – ZX1 Ultra został wyposażony w dość standardowy scroll, którego jednak po prostu nie da się nie lubić. Przeskok jest odpowiednio wyraźny i wyczuwalny, sam klik przyjemny, a opór dobrany tak, że ciężko o omyłkową aktywację przycisku podczas szybkiego przewijania treści. Całe kółko pokryto czarnym, fakturowanym ogumowaniem, które świetnie poprawia chwyt i zapobiega ślizganiu się palca. Osoby bardziej obeznane w sprzęcie od razu zauważą tu pewne podobieństwo – scroll zastosowany w ZX1 Ultra bardzo przypomina to legendarne „kółeczko” znane z Logitech G Pro X Superlight.
Łączność, ślizgacze i bateria
Jeżeli chodzi o dostępne tryby pracy, to mamy tu zasadę „do wyboru, do koloru”. Moduł Bluetooth jest obecny na pokładzie i sprawdza się w boju bardzo dobrze – nie odnotowałem opóźnień w pracy biurowej, a samo urządzenie łączy się z komputerem błyskawicznie po przełączeniu suwaka. Dla graczy najważniejsze są jednak fale radiowe, znane inaczej jako 2,4GHz. Ten tryb w ZX1 Ultra także nie sprawia żadnego problemu, połączenie jest stabilne. Ostatnim z trybów pracy, jakie oferuje ten gryzoń, jest klasyczny przewód. Jest to typowy, dość miękki paracord dołączany do zestawu, który pozwala na grę podczas ładowania. Przewód ten nie wyróżnia się niczym wybitnie pozytywnym, jak i negatywnym – jest po prostu okej i spełnia swoje zadanie, nie przeszkadzając zbytnio w ruchach.
Nie będę kłamał, gdy stwierdzę, że fabryczne ślizgacze bardzo mnie zaskoczyły. Oczywiście jest to zaskoczenie pozytywne. Z początku uważałem je za słabe – wadziły rantem o podkładkę przez co były bardzo głośne. Trzeba im dać jednak chwilę czasu – po kilku godzinach intensywnego szurania, gdy damy im się lekko zetrzeć i dotrzeć, dostajemy naprawdę topowe „łyżwy”. Są one bardzo płynne, mają równy ślizg i są stosunkowo szybkie, co sprzyja dynamicznej rozgrywce. Uważam, że w przypadku ZX1 Ultra wymiana stopek na lepsze, customowe zamienniki nie będzie potrzebna w 99% przypadków (wyjątkiem są osoby, którym totalnie nie podpasuje ta konkretna charakterystyka ślizgu). Na dużą pochwałę zasługuje też dodatkowy zestaw zapasowych ślizgaczy dołączony do opakowania, dzięki czemu możemy cieszyć się płynną rozgrywką przez naprawdę długi czas bez dodatkowych wydatków.
Producent deklaruje, że Secret Gear ZX1 Ultra wyposażono w baterię o pojemności 500 mAh, wykonaną w popularnej technologii litowo-polimerowej. Czas pracy na jednym cyklu ładowania jest jak najbardziej przyzwoity i wpisuje się w rynkowe standardy. Ciężko mi jednak mówić o dokładnych liczbach czy godzinach, bo wszystko zależy tutaj od wielu zmiennych czynników – m.in. od tego, jak intensywne jest podświetlenie czy jaką częstotliwość próbkowania sensora wybierzemy. Prawda jest jednak taka, że obecność stacji ładującej w zestawie sprawia, że kompletnie nie ma co się martwić o rozładowany akumulator. Wystarczy wyrobić sobie nawyk, że w wolnej chwili lub po skończonej grze odkładamy ZX1 Ultra na jego miejsce dokujące, a ten napełni swoją baterię w bardzo szybkim czasie. To ogromna wygoda, która eliminuje stres związany z nagłym brakiem energii w kluczowym momencie meczu.
Sensor i pomiary
Sercem, które odpowiada za precyzję, jest powszechnie znany i ceniony w środowisku sensor PAW3395. To jednostka w każdym aspekcie topowa, która na ten moment wyznacza rynkowe standardy dla sprzętu dla graczy. Co istotne, została ona sparowana z częstotliwością próbkowania sięgającą aż 8000 Hz. To sprawia, że nawet najbardziej wymagający gracz, wyczulony na punkcie opóźnień, nie może tu na nic narzekać.
Poprzez dedykowany software jesteśmy w stanie dowolnie zmienić stopnie DPI, wybierając z ogromnego zakresu kończącego się na wartościach w praktyce niemożliwych do sensownego wykorzystania w grach FPS. Kompatybilność zaimplementowanego sensora z różnego rodzaju podkładkami również utrzymuje się na świetnym poziomie – testowałem go na kilku powierzchniach i nigdzie nie gubił trakcji. Podobnie dobrze wypada parametr Lift Off Distance, znany szerzej jako LOD, który jest odpowiednio niski i nie powoduje niechcianych ruchów kursora przy podnoszeniu myszki. Co tu więcej mówić – dostajemy sensor bez absolutnie żadnego zarzutu bądź słabej strony, który po prostu robi to, do czego został stworzony.
Kształt i waga
Kształt, jaki otrzymał model ZX1 Ultra Wireless, z pewnością nie był ze strony projektantów ryzykownym skokiem na głęboką wodę. Postawiono na sprawdzone wzorce, dzięki czemu bryła jest bardzo uniwersalna, z charakterystycznym humpem delikatnie przesuniętym na tył obudowy. Za sprawą tegóż właśnie garba, konstrukcja ta jest wręcz idealna dla użytkowników preferujących claw gripa, zapewniając stabilne podparcie śródręcza, ale bez problemu nada się również przy klasycznym palm gripie.
Do fingertipa jednak modelu ZX1 Ultra szczerze nie zalecam – mysz jest po prostu odrobinę zbyt długa i wypełniająca dłoń, przez co przy tym specyficznym chwycie nie będzie ona zbyt komfortowa i może ograniczać ruchy. Najlepszym potwierdzeniem moich słów są zresztą surowe wymiary urządzenia: 121,8 x 61,2 x 38 [mm].
Jeśli spojrzymy na wagę, Secret Gear ZX1 Ultra celuje w złoty środek i nie próbuje bić rekordów lekkości za wszelką cenę. Wskaźnik pokazuje tu klasycznie okolice 60 gramów, choć dokładna deklaracja producenta mówi precyzyjnie o 59 gramach. To wynik, który w obecnych standardach można określić jako bardzo bezpieczny i który będzie odpowiadał raczej każdemu – zarówno fanom piórkowych konstrukcji, jak i tym przyzwyczajonym do nieco cięższego sprzętu.
Osobiście jestem fanem takiej wagi, bo zachowuje ona pewien zdrowy balans. Taka masa z jednej strony nie męczy dłoni nawet przy wielogodzinnym machaniu, ale z drugiej ułatwia kontrolę nad myszką. Nie mamy wrażenia trzymania w ręku pustej wydmuszki, co szczególnie dla casualowego gracza może być sporym ułatwieniem w precyzyjnym celowaniu.
Oprogramowanie
Muszę przyznać, że jedno z największych zaskoczeń tej recenzji to zdecydowanie podejście producenta do kwestii oprogramowania. Secret Gear idzie tutaj z duchem czasu i udostępnia nam software dostępny bezpośrednio z poziomu przeglądarki internetowej. To genialne w swojej prostocie rozwiązanie – nie ma absolutnie żadnej potrzeby instalowania podejrzanych plików, zaśmiecania systemu kolejnymi procesami działającymi w tle czy zajmowania cennego miejsca na dysku. Cała procedura jest banalna: po prostu odpalamy dedykowaną stronę, podłączamy sprzęt i… gotowe! Wszystko działa od ręki, bez zbędnej konfiguracji.
Jeśli chodzi o czystą funkcjonalność, tutaj również nie ma powodów do narzekania. Bez problemu zmienimy stopnie DPI (w tym usuniemy te zbędne bądź dodamy nowe, niestandardowe wartości), ustawimy preferowaną częstotliwość próbkowania sensora, a także do woli pobawimy się przypisywaniem skrótów klawiszowych oraz tworzeniem makr.
Na osobną, dłuższą wzmiankę zasługuje jednak zakładka odpowiadająca stricte za nasz dock i zarządzanie tym, co na nim się będzie wyświetlało. Opcji edycji jest tu naprawdę sporo – możemy wybierać spośród trzech grubości pędzla, niemal niezliczonej ilości kolorów i wielu innych przydatnych funkcji edytora. To wszystko stworzono w celu przelania naszej artystycznej duszy na ten malutki ekranik i stworzenia własnego pixel-artu. Jeżeli jednak – tak jak ja – nie jesteście urodzonymi artystami, pozostawiono nam jeszcze jedną, chyba najwygodniejszą opcję. Mowa tu o wgraniu gotowego, wybranego przez nas zdjęcia z dysku. Może to być nasz kot, pies, a nawet i wymarzone auto – stacja dokująca ZX1 Ultra wyświetli to bez problemu, nadając naszemu stanowisku unikalnego charakteru.
Secret Gear ZX1 Ultra – podsumowanie
Muszę przyznać bez bicia, że firma Secret Gear wraz z premierą modelu ZX1 Ultra przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Płacąc niespełna 300 złotych, dostajemy do ręki produkt, który jest po prostu topowy i to właściwie pod prawie każdym możliwym względem. Nieważne czy weźmiemy pod lupę samą prezencję opakowania, bogatą ilość dodatków w pudełku, ogólną jakość wykonania, czy jakikolwiek inny aspekt techniczny. Wszystko tu zagrało.
Sensor – absolutna rynkowa czołówka, bez problemu obsługująca polling rate na poziomie 8000 Hz. Do tego ten świetny dock. Producent pomyślał o wszystkim, bo nawet otrzymaliśmy dopracowane oprogramowanie, które nie dość, że działa i wygląda bez zarzutu, to jeszcze obsłużymy je wygodnie z poziomu przeglądarki internetowej. Jedyny minus to tragiczne pod względem utrzymania czystości gripy oraz dobre, lecz nie idealne przełączniki główne. Patrząc całościowo, ZX1 Ultra po prostu nie zawodzi w boju!
Czy jest to zatem produkt godny uwagi? Odpowiedź może być tylko jedna: Oczywiście! Uważam, że za taką cenę otrzymujemy kompletny sprzęt, który sprosta wygórowanym oczekiwaniom każdego gracza. Moje ogromne zadowolenie widać najlepiej poprzez wystawione noty końcowe. Secret Gear ZX1 Ultra otrzymał naprawdę wysokie noty, niewiele było myszek o wyższych notach. Jak już były, potrafiły kosztować dwa razy tyle…

Dziękuję serdecznie firmie Secret Gear, bez której udziału ta recenzja by nie powstała.


















Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?