Philips wypuścił w 2023 roku kilka nowych modeli z serii Evnia. Należy do nich między innymi 34-calowy zakrzywiony monitor na panelu QD-OLED o rozdzielczości 3440×1440. Mowa o Philips 34M2C8600, będący tematem dzisiejszej recenzji. Jak ten model sprawdza się niecałe 2 lata od premiery? Czy nadal jest to rozsądny wybór w swoim budżecie?
Przekonajmy się!
Standardowo zacznijmy od specyfikacji:
| Przekątna matrycy | 34” |
| Współczynnik proporcji | 21:9 |
| Rozdzielczość natywna | 3440 x 1440 [px] |
| Częstotliwość odświeżania | 175 Hz |
| Zagęszczenie pikseli | 110 ppi |
| Typ panelu | QD OLED |
| Maksymalna jasność | 250 cd/m2 SDR, 1000 cd/m2 HDR |
| Kontrast statyczny | ∞ |
| Kąty widzenia | 178/178 st. |
| Pivot | nie |
| VESA | tak, 100×100 |
| Złącza wideo | DisplayPort 1.4, HDMI 2.0, USB-C |
| Inne | Hub USB z Power Delivery, Głośniki, Wyjście audio |
Philips 34M2C8600 został wyposażony w ergonomiczną podstawę z prawie pełnym zakresem regulacji. Sercem monitora jest 34-calowa matryca QD-OLED pierwszej generacji o rozdzielczości 3440×1440 px. Częstotliwość odświeżania to 175 Hz.

Budowa i jakość wykonania
Philips 34M2C8600 przychodzi do nas w sporym kartonie, na którym znajduje się rysunek monitora wraz z najpotrzebniejszymi informacjami. Standardowo monitor zabezpieczony został z obu stron styropianem.
Zawartość opakowania:
- przewód HDMI,
- przewód DisplayPort,
- przewód USB typu B,
- przewód USB-C – USB-C,
- przewód zasilania,
- wspornik VESA,
- podstawa,
- dokumentacja użytkownika.
Standardowo podstawa dostarczana jest w dwóch częściach, do połączenia których nie potrzeba dodatkowych narzędzi. Kształtem przypomina literę V i nie zajmuje przesadnie dużo miejsca. Jeśli chcielibyśmy zamontować monitor na uchwycie VESA, musielibyśmy zdemontować całkowicie podstawę i założyć specjalny wspornik dołączony do zestawu.

Design Philips 34M2C8600 nawiązuje do produktów z wyższej półki, stąd biały kolor i motyw marmuru na podstawie. Jest dość elegancki, choć na pewno znajdą się też przeciwnicy takiego wyglądu. Do wykonania obudowy wykorzystano przyzwoitej jakości tworzywo sztuczne, podstawa zaś wykonana jest z połączenia tworzywa i metalu i podobnie jak obudowa, sprawia wrażenie solidnej.
Sterowanie monitorem odbywa się za pomocą joysticka umiejscowionego z tyłu w prawym dolnym rogu. Muszę na wstępie przyczepić się do czułości tej gałki, bo moim zdaniem jest zbyt duża, co utrudnia poruszanie się po OSD, które samo w sobie także nie jest zbyt intuicyjne.
Podstawa Philips 34M2C8600 jest w pełni ergonomiczna i umożliwia prawie każdy możliwy model regulacji, w tym:
- pochylenie o 20 stopni w górę,
- pochylenie o 5 stopni w dół,
- dostosowanie wysokości w zakresie 15 cm,
- obrót na boki o 20 stopni w obie strony.
Oczywiście, jeśli nie chcemy korzystać z dołączonego ramienia, możemy użyć innego, dowolnego ramienia lub uchwytu wspierającego standard VESA 100×100. Należy jednak pamiętać, że Philips 34M2C8600 waży niecałe 7 kg, co należy uwzględnić podczas zakupu ramienia.

Wszystkie porty zostały umieszczone z dołu monitora, znajdziemy tutaj takie gniazda jak:
- DisplayPort 1.4,
- HDMI 2.0,
- 1× USB-C z obsługą DisplayPort i PowerDelivery 90W,
- 1× USB-B,
- 4× USB-A 3.2 Gen 1
- 1× wyjście słuchawkowe 3,5 mm
Widząc tak dużą liczbę portów, wielu przypuści, że monitor obsługuje funkcję KVM, bo faktycznie tak jest. Dzięki temu możemy podłączyć wszystkie nasze urządzenia do monitora i za pomocą jednego kabla USB-C łatwo przełączać się między różnymi laptopami lub komputerami stacjonarnymi.
Philips 34M2C8600 oferuje wbudowane głośniki, które są OK, nie wyróżniają się zbyt dobrą jakością dźwięku. Są po prostu wartością dodaną. Wystarczają do odtwarzania komunikatów systemowych i innych prostych dźwięków, poza tym lepiej mieć głośniki niż ich nie mieć. Jak mówi pewne porzekadło, mieć 10 złotych i nie mieć 10 złotych, to już 20 złotych.
Warto wspomnieć także o podświetleniu Ambiglow, które stosowane jest w droższych monitorach marki Philips. Można powiedzieć, że to element sztandarowy tej marki zaraz obok Ambilight.
Kolory, kontrast i jasność
Pomiary pokrycia przestrzeni barw, jak można było się spodziewać po matrycy QD-OLED, są imponujące. Monitor świetnie sprawdzi się na biurkach grafików i innych profesjonalistów, gdzie dodatkowym atutem będzie jego ultraszerokokątność.

Pokrycie sRGB wynosi 100%, przy całkowitej objętości równej 163,3%. W przypadku Adobe RGB pokrycie jest nieco niższe, ale nadal na bardzo dobrym poziomie – 94% (objętość 112,5%). Również w przestrzeni DCI-P3 monitor osiąga świetne wyniki, z pokryciem 99,43% i całkowitą objętością wynoszącą 115,7%.

Według subiektywnej oceny ludzkiego oka, kolory na ekranie Philips 34M2C8600 wydają się nasycone i przyjemne dla oka. Można powiedzieć nawet, że są delikatnie przesycone, szczególnie na ustawieniach fabrycznych. Zgodnie z tymi pomiarami, monitor doskonale sprawdzi się w zastosowaniach, o których wspomniałem wcześniej.

Przechodząc do jasności, producent podaje, że monitor osiąga maksymalną jasność na poziomie 250 cd/m². Jednak moje pomiary przeprowadzone za pomocą luxomierza wykazały, że wartość szczytowa w SDR wynosiła niecałe 240 cd/m², a w HDR osiągnęła ponad 1048 cd/m². Temperatura barwowa jest niemal zgodna z ideałem, jakim jest 6500 K, i wynosi 6508 K.
Oczywiście, jak to w panelach typu OLED / QD-OLED, kontrast jest tak naprawdę nieskończony.
Response time, input lag oraz Adaptive-Sync
Jak wiadomo, monitory z matrycą OLED / QD-OLED to jedyny przypadek, w którym producent nie kłamie lub „nieznacznie odbiega od prawdy”, jeśli chodzi o pomiary czasu reakcji. Skoro o nim mowa, postrzegany czas reakcji wynosi około 1,05 ms.

Na pomiarach widać, że wkradł się drobny overshoot na początku testów co jest normalne w panelach typu OLED. Gdybym przeprowadził więcej testów, byłoby to dużo mniej zauważalne, a postrzegany czas reakcji byłby jeszcze mniejszy.

Smużenie jest praktycznie zerowe, tak samo jak wcześniej wspomniany RGB overshoot. Natomiast jeśli chodzi o input lag, sytuacja prezentuje się następująco:
- minimalny całkowity input lag – 8,35 ms
- maksymalny całkowity input lag – 1,59 ms
- średni całkowity input lag – 5,28 ms

Są to relatywnie wysokie wyniki, ale wciąż standardowe, jeśli chodzi i modele OLED / QD-OLED z wbudowanymi przełącznikami KVM.
Adaptive-Sync w tym modelu działa poprawnie z każdą kartą graficzną.
Kąty widzenia
Philips 34M2C8600 ma zakrzywioną matrycę, więc jest raczej przystosowany do patrzenia na wprost, dlatego kąty widzenia nie są w nim aż tak ważne. Jednak, jak to w panelach QD-OLED bywa, kąty widzenia wypadają świetnie. Nie doświadczymy tutaj IPS glow czy backlight bleedingu, tak jak w panelach innego typu. Jest to monitor idealny do ciemnych pomieszczeń, ze względu na półmatową powłokę korzystanie z niego w pełnym słońcu może nie być tak komfortowe.
Jeśli zaś chodzi o kwestię, której wszyscy się obawiają, czyli wypalenie, to sprawa ma się następująco: w matrycach QD-OLED / OLED nie chodzi o to CZY dana matryca się wypali, tylko KIEDY się wypali, bo jest to proces nieunikniony.
Matryce QD-OLED są ogólnie bardziej odporne na wypalenia niż matryce OLED. Duże znaczenie ma też generacja danej matrycy, ale największe ma to, jak dbamy o nasz monitor oraz czy postępujemy zgodnie z podręcznikiem użytkownika i zawartymi w nim wskazówkami. Jak mówi stare polskie przysłowie: „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, dlatego pamiętajcie o dbaniu o swoje monitory.


Philips 34M2C8600 – Podsumowanie
Na początku warto wspomnieć, że na premierę (czyli początek roku 2023) ten model kosztował około 5000 zł. Dziś możemy kupić go za okolo 3000 zł, a w promocjach nawet za około 2600 zł.
Można powiedzieć więc, że cena spadła o połowę. Nie powiem, obecna wycena jest dość atrakcyjna, patrząc jak na to, co ten sprzęt oferuje, a oferuje sporo, m.in. wysokie pokrycie przestrzeni barw, bardzo niski czas reakcji i dobry input lag, świetny tryb HDR, wysoką jasność, nieskończony kontrast i w pełni ergonomiczną podstawę czy też podświetlenie Ambiglow.
Oczywiście, znajdą się też minusy, takie jak średniej jakości głośniki, mało intuicyjny OSD czy komunikaty, które zbyt szybko znikają, sam joystick też jest zbyt czuły, dla niektórych wadą może być także aktywne chłodzenie wbudowane w monitor, które nie należy do najcichszych. Niemniej jednak są to moim zdaniem niedociągnięcia mniej istotne niż przedstawione wyżej zalety, dlatego Philips 34M2C8600 otrzymuje rekomendację.

Monitor dostarczyła do testów firma Philips
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?