Po premierze WH-1000XM6, Sony znacząco zyskało w moich oczach, a nawet zachęciło do polecania ich produktu. Jednak od razu po tym, jak usłyszałem o zbliżającej się premierze Sony Inzone H9 II, moje oczekiwania zostały przytemperowane przez mowę o bardziej „gamingowym” tuning-u. Czy moje obawy, że w trakcie dodawania, do Inzone H9 pierwszej generacji: ANC, BT, nowego pałąka i symulacji dźwięku przestrzennego, Sony zapomniało o najważniejszym, okazały się trafione?
Opakowanie i zawartość
W zestawie z Inzone H9 II znajdziemy przewody usb-c, audio, nadajnik na usb-c oraz woreczek na słuchawki. Jest on całkiem sztywny jak na miękki pokrowiec, jednak nie zapewni też takiej ochrony jak twarde etui i będzie wymagał odrobiny uwagi w transporcie na wydarzenie, jeśli będziemy chcieli używać ich w turniejach.

Wykonanie i wygoda
Muszę przyznać, że design pałąka Inzone H9 II jest jednym z lepszych jakie wydziałem. Oczywiście łuk nad głową skutecznie zniechęca do poruszania się w nich po mieście, ale blokowana regulacja i pasek ze znaczącą ilością gąbki dobrze leżą na głowie oraz nie powodują bólu nawet przy dłuższym korzystaniu. W połączeniu z niską wagą, miękkimi gąbkami i lekkim naciskiem na boki głowy słuchawki te oferują dobry komfort na długie godziny. Należy jednak wspomnieć, że dzieje się to kosztem stabilności, która nie wystarcza do mocniejszego zanurzenia się w muzykę metalową.

W kwestii wykonania doświadczyć można dysonansu, ponieważ wspomniany pałąk obity jest w materiale o grubej fakturze, jedna wszystkie plastiki są możliwie cienkie i lekkie, co powoduje uczucie taniości produktu. Nie mam zamiaru mówić, że Inzone H9 II są słabo wykonane, ponieważ byłoby to kłamstwem. Wszystko jest dobrze spasowane i pracuje z odpowiednim oporem, zwyczajnie brakuje im wrażenia trzymania słuchawek z blisko 2000 zł, co lepiej robią o wiele tańsze Arctis Nova 7x.
Brzmienie
Tylko Sony wie co tu się stało. Odchyły są praktycznie wszędzie i nie są one w żaden sposób skoorydynowane ze sobą. Mamy pełen festiwal mulącego przebicia 150 Hz, wytracającego detale głosu spadku w 700 Hz, kolejny dołek w 3000 Hz zmniejszający czytelność pasma i podbicie powyżej 7 kHz, które chyba ma na celu poprawę czystości, ale w zamian kłuje w uszy.

Ciężko jest tutaj znaleźć jakość zaletę, poza śladową widocznością rezonansu HRTF w okolicach 3000 Hz, a i ono jest niewystarczające do jakiegokolwiek wyratowania pasma. Co z tego, że przetworniki są z XM6, jak w bezprzewodowym sprzęcie gra DSP, a nie przetwornik?
Inzone H9 II grają jak tanie gamingowe słuchawki, które daje się kuzynowi, żeby nie narzekał, że musi grać bez słuchawek. Nawet przeciętnie brzmiąca pierwsza generacja wypada tu lepiej, a on XM6 nawet nie wspomnę, bo to jak porównywać Pinto do Escorta RS Cosworth – może ten lepszy nie jest ideałem, ale no c’mon. Tak jak kierowca rajdowy nie zestroi idealnie zawieszenia, tak i profesjonalny gracz nie zestroi poprawnie słuchawek.
ANC
ANC w Inzone h9 II wypada podobnie jak w zwykłych słuchawkach bezprzewodowych w okolicach 500-600 zł. Jest słyszalne, lepiej mieć niż nie mieć, ale jeżeli szukacie słuchawek, które zamkną Was wewnątrz Waszej prywatnej bańki, to myślicie raczej o WH-1000XM6.

Bateria
W testach Izone H9 II z włączonym ANC pozwalały jedynie na około 17 godzin zabawy. Choć wystarczy to bez problemu na dwa lub trzy dni grania, to raczej osoby regularnie korzystające ze słuchawek przy komputerze zmuszone będą do wyprowadzenia dedykowanego kabelka i wyrobienia w sobie odruchu podłączania słuchawek po skończonej sesji. Nie pomaga tutaj brak dedykowanej stacji do ładowania. Niestety zmusza mnie to do odjęcia punktów z komfortu użytkowania.
Aplikacja i sterowanie słuchawkami
Inzone Hub pozwala na dostosowanie prostego EQ, zmianę trybów redukcji hałasu oraz aktywację dźwięku przestrzennego. W lewym górnym rogu zauważyć możemy stan naładowania słuchawek, połączenia BT oraz status wyciszenia mikrofonu.
Mikrofon
Chociaż zakres zbierania mikrofonu Inzone H9 II zaczyna się w okolicach 100 ze znaczącym spadkiem w 200 Hz, to dźwięk który tu uzyskujemy jest czytelny, a charakterystyka kierunkowa mikrofonu pozwala na dobre tłumienie klawiatury oraz myszki.
Podsumowanie – Sony Inzone H9 II
Sony Inzone H9 II to zmarnowany potencjał. Mamy wybitną wygodę, mamy sprawdzony hardware, jest nawet dobrze zbalansowany (czytelność vs przyjemność odbioru) mikrofon. Jednak wyjściowe brzmienie to jakieś nieporozumienie. Gracze profesjonalni może i mają swoje ulubione EQ, ale jestem pewien, że nie rozumieją co stoi za zmianami pasma, a strojenie na „bo tak chyba mi się wydaje, że jest git” to coś co odradza się od pół wieku. Dla osób, które się zastanawiają – tak, brzmienie XM6 (może z usuniętym przebiciem w 200 Hz, ale nie jest to dramatycznie konieczne) w pełni sprawdziłoby się w grach. Ponownie, dla osób z takim pomysłami w głowach – 230 ms opóźnienia mierzone w WH-1000XM6 to zbyt dużo na gry.
Oby Fanatic nie dotykał WF-1000XM6.
Za udostępnienie sprzętu na testy dziękuję firmie Sony
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?