Jakiś czas temu otrzymałem do testów myszkę od Keychrona, czyli od znanej i lubianej marki w świecie klawiaturowych świrów. W segmencie myszy jednak jest ona dosyć niszowa, a ich propozycja myszki gamingowej, czyli Keychron M3, nie była najpopularniejszym gryzoniem na rynku, choć nie można też powiedzieć, że była pomijana. Dzisiaj przekonamy się, czy ten już leciwy gryzoń ma jeszcze szansę na konkurowanie z dzisiejszym, dosyć mocno rozwiniętym rynkiem myszek!
Specyfikacja
⦁ typ produktu: mysz dla graczy
⦁ łączność: dongle 2,4 GHz, przewodowa
⦁ sensor: Pixart 3395
⦁ akumulator: 600 mAh
⦁ przełączniki główne: Kailh GM 8.0
⦁ waga: 79 ± 3 g
⦁ gwarancja: 2 lata
⦁ cena: 249 zł (na dzień publikacji)
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta.
Opakowanie i jego zawartość
Keychron M3 został zapakowany w bardzo typowy i dobrze wszystkim znany twardy karton. Samo opakowanie składa się z jednej części, w której znajdziemy myszkę oraz resztę akcesoriów od producenta. Jeśli chodzi o design, jest schludnie i z klasą – na froncie możemy ujrzeć render myszki wraz z nazwą modelu, zaś na tyle znajduje się więcej informacji na temat gryzonia, wyposażenia i nie tylko. Warto dodać, że informacje zostały zamieszczone na papierowej obwolucie, którą nakładamy na faktyczny kartonik.
W środku znajdziemy takie rzeczy jak:
– Myszkę
– Przewód USB C – USB C
– Przejściówkę na USB A
– Przedłużkę na biurko
– Dongle 2,4GHz USB A
– Dongle 2,4GHz USB C
– Instrukcję obsługi
Oj, spodziewałem się lepszego wyposażenia od tego producenta. Niestety brakuje tutaj chociażby takich rzeczy jak zapasowe ślizgacze czy dodatkowe taśmy antypoślizgowe. Ten element ewidentnie ktoś pominął i poszedł najniższą linią oporu.
Jakość wykonania i wygląd
Natomiast do tego, jak został wykonany Keychron M3, nie mam prawa się doczepić. Gryzoń został w pełni wykonany z plastiku ABS o typowo matowym wykończeniu, które nie sprawia wrażenia tandetnego pod palcem. Myszka pod żadnym pozorem nie skrzypi ani nie wydaje żadnych niepokojących dźwięków podczas użytkowania. Również do samych materiałów użytych do wykonania myszy nie mogę się przyczepić – czuć, że w tej kwestii Keychron dopracował swój produkt.
Keychron M3 wygląda schludnie, a zarazem rasowo, jeśli tylko tego zechcemy. Mój egzemplarz jest w pełni biały, a jedyne, co przełamuje tę biel, to czarna guma od rolki. Nie będę ukrywał – wygląda to dobrze i tak też prezentuje się na biurku. Dodatkowo, dla fanów podświetlenia, producent przewidział świecący pasek, który przechodzi niemal przez całą długość gryzonia. W aplikacji, o której więcej później, mamy możliwość zmiany kolorów i efektów świetlnych listwy, a więc do wyboru do koloru.

Powierzchnia
Gładziutka niczym… wiadomo co. Nie wyczułem żadnej konkretnej powierzchni, która stabilizowałaby dodatkowo chwyt. Jednak to nie zmienia faktu, iż nie miałem z tym najmniejszego problemu – gryzoń podczas rozgrywki leżał w dłoni idealnie i nie było mowy o braku „gripu”. Dodatkowo nie miałem problemów z poceniem się rąk ani z palcowaniem. Dobra robota!
Przyciski główne, boczne i scroll
Keychron M3 został wyposażony w chyba najbardziej legendarne przełączniki w świecie myszek, a mowa tutaj oczywiście o modelu Kailh GM 8.0. Ich implementacja w tym gryzoniu stoi na najwyższym poziomie i przełączniki pracują tak, jak powinny. Kailhe charakteryzują się średnią siłą nacisku potrzebną do aktywacji oraz charakterystycznym, „crispy” klikiem, który sam uwielbiam.
Deklarowana żywotność mikroswitchy to 80 milionów kliknięć, choć nie lubię się sugerować tym parametrem, trzeba przyznać, że jest to świetny wynik. Same łopatki również zostały zamontowane prawidłowo i nie chyboczą się przesadnie na boki, co nie psuje wrażenia wzorowej implementacji przełączników.
Z bocznymi przełącznikami jest bardzo podobnie, tyle że producent nie chwali się marką ani modelem zastosowanych elementów. Są sztywne i zwarte, a zarazem dosyć szybkie i nie wymagają od użytkownika dużej siły nacisku. Nie ma również mowy o niechcianej gąbczastości, która jest chyba najgorszym mankamentem bocznych przełączników. Samo ułożenie ich na myszy w moim przypadku jest strzałem w dziesiątkę – ergonomicznie bardzo dobrze zgrywały się one z moją dłonią. Nic dodać, nic ująć.
Rolka w Keychronie M3 należy raczej do tych bardziej płynnych, z mniej wyczuwalnym skokiem. Nie zrozumcie mnie jednak źle – skok kółka jest nadal dosyć dobrze wyczuwalny, aczkolwiek sam sposób działania jest luźniejszy. Dodatkowym plusem jest cisza, którą oferuje ten scroll; ten fakt na pewno spodoba się nocnym graczom, którzy nie chcą budzić domowników.
Łączność, bateria i ślizgacze
Keychron M3 oferuje trzy sposoby łączności: przewodową, Bluetooth oraz 2,4 GHz. I to właśnie ta ostatnia jest najważniejsza, bo oferuje najniższe opóźnienia. W praktyce tryb 2,4 GHz działa naprawdę dobrze – nie zauważyłem żadnych niedogodności nawet podczas dynamicznej rozgrywki. Bluetooth lepiej traktować jako opcję typowo biurową lub mobilną, gdy chcemy szybko sparować myszkę z laptopem i nie bawić się w dodatkowe dongle. Fajnym akcentem jest też fakt, że w zestawie dostajemy zarówno adapter USB-A, jak i USB-C, więc nie ma problemu z kompatybilnością. Sam kabel z zestawu spokojnie wystarcza do ładowania, a nawet można pokusić się o korzystanie z myszki w trybie przewodowym, ponieważ jest dosyć luźny i dobrze układa się na biurku.
Bateria ma pojemność 600 mAh i tutaj muszę pochwalić producenta, bo deklarowane 135 godzin w trybie 1 kHz faktycznie pokrywa się z rzeczywistością. Myszka wytrzymywała mi spokojnie ponad półtora tygodnia użytkowania bez konieczności ładowania, co w moim przypadku jest świetnym wynikiem. Oczywiście, gdyby Keychron dorzucił opcję pracy na wyższych częstotliwościach próbkowania, czas pracy na jednym ładowaniu z pewnością by spadł, ale przy 1 kHz naprawdę nie można narzekać. To zdecydowanie jeden z tych gryzoni, które podłączamy do ładowania raz na dłuższy czas i zapominamy o problemie.
Ślizgacze w modelu Keychron M3 są, o dziwo, ekstremalnie cienkie i oferują dosyć wolny ślizg, przez co myszka nie sunie po podkładce tak płynnie, jakby się tego chciało. Co gorsza, producent nie dorzucił zapasowych stópek w zestawie, więc jeśli komuś się zużyją, trzeba będzie samemu szukać aftermarketowych rozwiązań. Zdecydowanie jest to jeden z większych minusów tego gryzonia, ponieważ wypada on nieproporcjonalnie źle w porównaniu z resztą.
Sensor i pomiary
W Keychronie M3 znajdziemy chyba najbardziej legendarny obecnie sensor na rynku, czyli PixArt PAW3395. To jednostka, która od dłuższego czasu jest standardem w myszkach z wyższej półki i absolutnie nie ma się do czego przyczepić. Nie uświadczyłem tutaj żadnych problemów z interpolacją, jitteringiem, smoothingiem czy innymi niepożądanymi efektami, które potrafią zepsuć wrażenia z użytkowania. Myszka reaguje dokładnie tak, jak tego oczekujemy, a tracking oczka stoi na wzorowym poziomie.
Sam sensor pozwala rozpędzić się nawet do 26 000 DPI, co oczywiście jest wartością mocno abstrakcyjną i praktycznie nieużyteczną w codziennym użytkowaniu. Realnie większość graczy i tak będzie operować w granicach 800–3200 DPI, gdzie PAW3395 działa po prostu perfekcyjnie. Na plus można również zaliczyć możliwość regulacji LOD (1–2 mm), dzięki czemu dopasujemy myszkę do własnych preferencji – niezależnie od tego, czy wolimy, aby przestała reagować przy minimalnym oderwaniu od podkładki, czy jednak dawała trochę więcej luzu.
Testy syntetyczne jedynie potwierdzają moje słowa i fakt, iż PAW3395 to nadal jeden z lepszych wyborów na rynku.
Kształt i waga
Keychron M3 ma dosyć specyficzny kształt, a jednak jest do bólu uniwersalny i przystępny praktycznie dla każdego, z małym wyjątkiem. Hump jest minimalnie przesunięty do tyłu, co na pewno spodoba się użytkownikom claw gripu. Natomiast M3 sprawdzi się również w chwycie palm przy średnich i mniejszych dłoniach; przy większych może być on minimalnie zbyt krótki. Jeśli jesteś użytkownikiem chwytu opuszkowego, to odpuściłbym sobie tę myszkę – jest on zdecydowanie bardziej skierowany do użytkowników chwytu palm i claw.
I tutaj niestety dochodzimy do jednego z gorszych aspektów Keychrona M3. Producent chwali się, że mamy do czynienia z lekkim gryzoniem, bo waga wynosi dokładnie 79 gramów. Problem w tym, że na dzisiejsze standardy gamingowe 79 g to absolutnie nie jest już waga „lekka”. Owszem, myszka nie jest cegłą i da się nią komfortowo grać, ale w czasach, gdy konkurencja bez problemu schodzi do okolic 60 g, a nawet poniżej, Keychron wypada tutaj po prostu przeciętnie.
Podczas codziennego użytkowania ta masa nie stanowi wielkiego problemu, ale w dynamicznych grach różnica jest mocno odczuwalna. Myszka nie jest tak zwrotna i responsywna w ruchach, jak jej lżejsi konkurenci. Szkoda, że producent nie zdecydował się na odchudzenie konstrukcji, bo wtedy Keychron M3 dzisiaj miałby dużo większe szanse na zaistnienie wśród myszek, które schodzą z wagą nawet w okolice 30–40 g. Efekt niestety potęgują dosyć słabe ślizgacze, które po prostu nie radzą sobie z jego masą, i czuć, że urządzenie jest ociężałe.
Oprogramowanie
Tutaj Keychron naprawdę mnie pozytywnie zaskoczył. Soft do M3 jest przejrzysty, dobrze zorganizowany i przede wszystkim nieprzeładowany niepotrzebnymi bajerami. Wszystkie najważniejsze opcje – zaczynając od zmiany DPI, przez przypisywanie makr, aż po ustawienia podświetlenia – mamy podane na tacy i nie trzeba przekopywać się przez dziesiątki zakładek.
Na plus zasługuje również to, że aplikacja praktycznie w ogóle nie obciąża komputera. Mogłem zostawić ją uruchomioną w tle i korzystać z komputera, który oferuje tę samą wydajność, co wcale nie jest takie oczywiste w przypadku softu do peryferiów. Wisienką na torcie jest szata graficzna, która jest po prostu przyjemna dla oka – wszystko wygląda schludnie i nowocześnie, bez zbędnych fajerwerków, które tylko męczyłyby interfejs i oko konsumenta.
Keychron M3 – Podsumowanie
Odpowiadając na pytanie z początku, czy Keychron M3 ma jeszcze sens w dzisiejszych realiach, muszę powiedzieć, że raczej nie. Jego spora waga i przeciętne ślizgacze skutecznie dyskwalifikują go w roli myszy do dynamicznych, szybkich gier, w których liczy się lekkość i zwrotność.
Nie znaczy to jednak, że M3 jest złym produktem. Wręcz przeciwnie – jakość wykonania, świetny sensor PAW3395, legendarne Kailh GM 8.0, dobra bateria i dopracowany soft sprawiają, że to nadal solidny gryzoń. Po prostu nie dla każdego.
Keychron M3 odnajdzie się zdecydowanie lepiej w wolniejszych grach, w codziennym użytkowaniu czy jako uniwersalna myszka do wszystkiego. Jeśli jednak szukasz sprzętu stricte pod e-sportowe tytuły, to konkurencja już dawno odjechała.
















Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?