GuliKit, prezentując nam nowy model z rodziny KK3, postawił na nowoczesną technologię, jaką niewątpliwie są analogi TMR. Zrobił to też jako jeden z pierwszych producentów, zaraz po Gamesir i PB Tails. Jednak GuliKit, jak to GuliKit, podszedł to sprawy zupełnie inaczej, niż zrobiła to konkurencja. Czy był to dobry ruch? Odpowiedź na to pytanie poznacie już wkrótce. Udanej lektury!
Opakowanie
To po prostu mały, szary karton. Na froncie znajdziemy render kontrolera, który nie zachęca do zakupu produktu – pad nie wygląda na nim dobrze. Na tyle i bokach pudełka zapisano specyfikację i kilka innych, zbędnych informacji.



Kontroler otulony pianką, przewód USB-C i instrukcja obsługi – to wszystko, co znajdziemy w pudełku. W porównaniu do testowanego jakiś czas temu starszego brata, czyli KK3 Pro, jest on zapakowany poprostu słabo, głównie przez brak dodatkowej protekcji ze strony twardego case’a, jak w przypadku modeli KK3 Pro i Max. To znaczący problem, bo wiem od innych recenzentów, iż potrafił on przychodzić z rozpiętymi zatrzaskami na bokach, właśnie z powodu uszkodzenia opakowania.
Specyfikacja
- Layout: Nintendo Switch
- Kompatybilność: PC, urządzenia mobilne, Nintendo Switch
- Łączność: przewodowa, Bluetooth
- Analogi: GuliKit TMR (brak danych o nazwie kodowej)
- Triggery: hall effect
- Przełączniki główne: membranowe
- Przełączniki dodatkowe: brak
- Żyroskop: obecny
- Silniki wibracyjne: 2, asymetryczne
- Bateria: 950mAh
- Polling rate: 125 Hz (wired X-input, Switch), 170Hz (wired D-input), 90 Hz (BT)
- Dostępne wersje kolorystyczne: szara
- Stacja dokująca: brak
- Cena: 200 zł
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta.
Wstępne odczucia i obserwacje
Jakości przewodu USB-C nie będę omawiał, bo ten dołączony do zestawu jest najprostszym możliwym, z logo typami producenta na złączach.
Sam KK3 do najcięższych kontrolerów nie należy, lecz absolutnie nie uważam tego za wadę. Jakość wykonania nie jest najgorsza, powiedziałbym, że stoi nieco powyżej przeciętnej. Spasowanie też jest całkiem w porządku, również pod tym względem nieszczególnie mam się do czego przyczepić.



Koniec tego dobrego. Analogi w tym kontrolerze to chyba najgorsze, z jakich korzystałem. Powiem więcej – lepsze od nich są nawet gałki w starych hand-heldach, pokroju PSP czy PS Vita, które do tej pory uważałem za najgorsze. Czemu tak uważam?
To, co dyskwalifikuje te analogi, to ich wychylenie, co do którego nie mam pewności, co w tej sytuacji autor miał na myśli – mowa o poziomie 2 mm, podczas gdy standardowe są bliżej 4 mm. Niestety, taka konstrukcja wręcz uniemożliwia nam korzystanie z zalet analogów typu TMR i bardzo negatywnie wpływa na precyzję. I skoro powiedziałem już o nich tyle złego, to dodam jeszcze, że całkiem w porządku są wysokość i płynność pracy. Cieszy także obecność anti-friction ringów.
Jakość przełączników pod ABXY to też jedna z niewielu względnie pozytywnych cech. Chwaliłem je, recenzując model KK3 Pro, a że są to te same przełączniki, to nie ma co się nad nimi rozwodzić. Oczywiście, nie należą one do ścisłego topu, ale niewiele można im zarzucić.
D-Pad niestety nie został ulepszony względem innych modeli, nadal ma bardzo gumowaty feeling i zdecydowanie zbyt wysoki pre-travel.

Triggery względem braci zostały minimalnie poprawione – sprężynę zaimplementowano na osi, dzięki czemu nie zachowuje się niczym wyjęta z długopisu, co polepsza pracę przycisków. Sprężyny pozbyto się za to z bumperów, co jest zaletą, bo te pracują nieco lżej, jednak wciąż nie są idealne – mają spory skok i nieco gumowaty feeling. Między bumperami, jak w innych modelach, mamy przyciski do zmiany trybów, połączenia i parowania.

Na tyle i spodzie nie ma żadnych dodatkowych przycisków. Musi nam więc wystarczyć standardowy pakiet.
Zerknijmy do środka…
Podobnie jak inne modele od GuliKit, KK3 rozkręca się w następujący sposób: trzeba usunąć gumowe zaślepki z 4 śrub i wykręcić je. Gdy już uda nam się otworzyć kontroler, ukaże nam się zupełnie inny layout PCB niż w przypadku innych wersji pada, bo zamiast dwóch płytek w postaci płyty głównej i PCB ze stykami membran i portem USB, większość elementów mamy upchaną na jednym PCB, a sensory triggerów i styki dwóch skrajnych przełączników, A i B, zaimplementowano na dodatkowych PCB, połączonymi tasiemkami z główną płytką. Po rozkręceniu całej tej imprezy możemy zerknąć na front PCB, na którym, poza analogami, nic ciekawego nie zobaczymy, to bardzo proste PCB pod membrany. Jedyną ciekawą kwestią może być styk pod przełącznik AGP, znany z innych modeli od GuliKit, którego… tu brakuje. Co więcej, membrana, która swoją drogą jest tą samą, której użyto w modelach KK3 Pro i KK3 Max, ma ten przełącznik, jednak shell już nie. Muszę jeszcze w tym miejscu delikatne przyczpić się do zastosowania dwóch (choć nieszczególnie ciężkich) odważników w dolnej części obudowy. Osobiście pałam wręcz nienawiścią do czegoś takiego, producent próbuje stworzyć na pozór lepiej wykonany lub bardziej nabajerowany produkt przez dodanie mu dodatkowej masy, co jest mojej opinii wręcz pluciem w twarz konsumentowi.


O wiele ciekawszym zagadnieniem są analogi. Na pierwszy rzut oka wyglądają, jak swego rodzaju fuzja K-Silverów Jx16 i JH15 (literka „x” odnosi się do wariantu, „H” dla Hall effect, „S” – do TMR), jednak nic bardziej mylnego, wygląd to jedyne, co łączy te analogi. Największą różnicą jest pinout, zamiast VCC, X, Y, Switch, GND (patrząc od góry analoga, zorientowanego pinami w naszą stronę), mamy tu pinout X, Switch, GND, VCC, Y (patrząc na analog w taki sam sposób), czego osobiście, po pierwszych zdjęciach analogów, się nie spodziewałem. Mimo ich nietypowej konstrukcji i wady w postaci ograniczonego zasiegu wychylenia, muszę im oddać, iż oferują chyba najmniejszy luz w centrum ze wszystkich kontrolerów, z jakich korzystałem. Jedynymi konkurentami będą tu pady od Flydigi (tj. Vader 4 Pro i Apex 4).
Wracając do PCB, jest ono o wiele lepiej wykonane niż w przypadku modeli KK3 Pro i Max, szczególnie pod względem intensywności zapachu wytrawiacza do płytek drukowanych. Muszę wspomnieć też o (niestety) plastikowych osiach triggerów, których GuliKit się uparcie trzyma. Mam skrytą nadzieję, że w przyszłych wypustach zostanie to w końcu porzucone na rzecz zdecydowanie wytrzymalszych metalowych osi (zwłaszcza iż modele KK3 Pro i KK3 Max są znane z pękania tych właśnie plastikowych osi).
Testy syntetyczne
Wyniki, szczególnie w kwestii polling rate’u, można uznać za słabe, żeby nie powiedzieć tragiczne. W trybie przewodowym osiągamy bowiem od 125 Hz (w trybie Switch) do 170 Hz w trybie D-input. W trybie bezprzewodowym nie mamy zaś co się spodziewać wartości powyżej 100 Hz. To spore rozczarowanie, biorąc pod uwagę fakt, że konkurencja potrafi zarówno w tej, jak i w jeszcze niższej cenie zaoferować nawet 1000 Hz odświeżania, nawet bezprzewodowo. Dalej, patrząc na pomiary input latency przełączników, mamy tu wyniki w okolicach 6-8 ms przewodowo. Niestety, spore wartości osiąga spike – to spora wada. Rozrzut opóźnień dość negatywnie wpływa na sam kontroler. Bezprzewodowo, poza dodatkowymi 15 ms na średnich wartościach, względem połączenia przewodowego, możemy się spodziewać maksymalnych opóźnień na poziomie 80 ms i masakrycznego wręcz jitteringu.


Opóźnienia analogów wypadają co najmniej przeciętnie, jedyne, co się realnie nadaje do używania, to przewodowe X-input i D-input, od biedy jeszcze Switch mode. Bezprzewodowo w X-input i Switch mode (D-input niestety nie dał się przetestować) mamy powyżej 40 ms ze spike’iem do ponad 100 ms i chorym jitteringiem.
Kalibracja analogów jest raczej w normie, nie byłem w stanie dokładnie sprawdzić kształtu zewnętrznej martwej strefy (więc musicie mi wierzyć na słowo), ze względu na maksymalny wychył analoga, który, jak wspomniałem, jest śmiesznie niski, co ograniczało mocno moje narzędzie testowe. Jej rozmiar natomiast, znów biorąc pod uwagę konstrukcję, uznałbym za bliższy średniemu niż niskiemu.
Wewnętrzna martwa strefa, na szczęście dla KK3, może zostać zdjęta, i chyba warto tak właśnie postąpić – centering performance, mimo wcześniej wspomnianego niskiego luzu, jest po prostu słaby, co znów jest winą budowy. Nie mamy tutaj osiowej martwej strefy, a to z kolei jest dużym plusem. Rozdzielczość wynosi około 256 pozycji, co jest poprawnym wynikiem, ale dalekim od zapewnień producenta.
Czas pracy na baterii zasługuje na skromną pochwałę. Niski polling rate, w połączeniu z dość energooszczędnymi analogami TMR i sporą baterią, poskutkowały tylko jednokrotną koniecznością ładowania pada podczas pięćdziesięciogodzinnego okresu testowego, kontroler wymagał go po ok. 30 godzinach. Czas ładowania jest w normie, bo trwa około dwie godziny.
Odczucia z użytkowania
Bywało lepiej. W mojej opinii kontroler po prostu słaby, daleko mu do responsywnego i/lub precyzyjnego. Oczywiście, nie twierdzę, iż nie znajdą się osoby, którym podejdzie ograniczony zasięg analogów, zwłaszcza, jeśli ktoś ma problemy z ograniczeniami ruchowymi palców, jednak nie oszukujmy się, będzie to nisza i to bardzo mała. Ponadto muszę wspomnieć o rzekomych uciążliwych bugach firmware’u, których może osobiście nie napotkałem, ale wielu innych recenzentów je zgłaszało.
Podsumowanie GuliKit KK3
Gdy zacząłem zabawę z KK3, byłem niemal pewien, że nie będę w stanie powiedzieć dobrego słowa o tym kontrolerze, jednak im dłużej z niego korzystałem, tym więcej jego drobnych zalet dostrzegałem. Czy uznałbym go za dobry kontroler? Absolutnie nie. Poza delikatnie usprawnionymi triggerami i bumperami względem starszych braci i analogami, które podpasują tylko mocno ograniczonej grupie odbiorców, nie ma on do zaoferowania nic. No, chyba że ktoś lubi baaardzo wysokie opóźnienia, choć nie wiem, z jakiego powodu ktokolwiek miałby je lubić.
Zrealizowanie recenzji było możliwe dzięki uprzejmości przedstawicieli sklepu Aknes.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?