Od zawsze lubiłem kontrolery EasySMX. Może i specjalnie się nie wyróżniały, jednak paradoksalnie stworzyć produkt, który nie próbuje walczyć z konkurencją często bezużytecznymi feature’ami, to nic złego. Takim kontrolerem miał w moich oczach być model D10, mający być konkurencją dla GameSir Cyclone 2 i 8BitDo Ultimate 2. Jak wypada na ich tle i czy w ogóle warto się nim zainteresować? Czas na weryfikację!
Opakowanie
D10 przychodzi do nas zapakowany podobnie do modelu X20 od EasySMX – w czarny, dwuczęściowy karton, na którego froncie znajdziemy nadruk przedstawiający kontroler, a na tyle szeroko rozpisaną specyfikację. Wewnątrz tegoż opakowania, w plastikowej wytłoczce, znajdują się kontroler, stacja dokująca i odbiornik 2,4 GHz. Pod wytłoczką można znaleźć przewód USB-C i instrukcję obsługi.


Specyfikacja
- Layout: Xbox
- Kompatybilność: PC, urządzenia mobilne, Nintendo Switch (nie mam pewności co do Nintendo Switch 2)
- Łączność: przewodowa, 2,4 GHz, BT
- Analogi: TMR (HallPi)
- Triggery: Hall effect z trigger lockiem
- Przełączniki główne: mechaniczne pod ABXY i D-Padem
- Przełączniki dodatkowe: dwa z tyłu
- Żyroskop: obecny
- Silniki wibracyjne: dwa asymetryczne
- Bateria: 1000 mAh
- Polling rate: 1000 Hz
- Dostępne wersje kolorystyczne: biało-zielona, biało-fioletowa, czarna
- Stacja dokująca: w zestawie
- Cena: około 220 zł
Specyfikację sporządziłem na podstawie informacji ze strony producenta i własnych obserwacji.
Wstępne odczucia i obserwacje
Począwszy od dongla, ten jest względnie kompaktowy. Nie jest to poziom kompaktowości odbiorników do chociażby niektórych klawiatur, wypada raczej jak przeciętnej wielkości pendrive. Znajdują się na nim przycisk i dioda parowania.

Stacja dokująca do D10 jest ciekawym dodatkiem. Najbardziej przypomina mi ona konstrukcję znaną z GameSir SuperNova swoim kształtem. Kontroler trzymany jest w niej, o dziwo, magnetycznie, nie leży luzem, co w tym wypadku jest bardziej wadą niż zaletą – stacja jest lekka i przy niemal każdym podniesieniu się przesuwa, co na dłuższą metę może drażnić. Na dole we wcięciu ukryto port USB na odbiornik. Co ciekawe, stacja wyłącza kontroler nawet wtedy, gdy nie jest do niczego podłączona. A co do podłączania, port USB-C nie został umiejscowiony w żadnym wcięciu, więc warto mieć to na uwadze przy prowadzeniu przewodu.





Przechodząc do samego kontrolera, kształtem i tym, jak układa się w rękach, mocno przypominał mi wcześniej wspomnianą SuperNovę – gripy nie są tu aż tak agresywnie rozstawione i są nieco obłe. W tym przypadku możemy jednak zapomnieć o ogumowaniu gripów, gdyż jedyne, co tu mamy, to tekstura. O chwycie można powiedzieć, że jest raczej pewny, kontroler nie powinien próbować uciekać nam z rąk.


Jeśli mowa o analogach, w D10 mamy TMR-y wyprodukowane przez HallPi, więc konstrukcję znaną i raczej lubianą, której chyba nie trzeba przedstawiać. Pod kątem płynności zachowują się niemal wzorowo. Co do gałek, nie dostaliśmy tutaj anti-friction ringów, jednak nie nazwałbym tego wadą, gdyż nadal osiągają one genialną płynność obrotu dzięki zastosowaniu dobrej jakości POM ringów. Oczywiście jestem świadomy, że metalowe ringi poprawiłyby znacząco samą żywotność, ale o tym możemy tylko pomarzyć. Topy analogów są całkiem przyjemnie ogumowane. Nie jest to nie wiadomo jak miękki materiał, jednak za sprawą swojej faktury dobrze się trzyma palca i pracuje pewnie.
D10 został wyposażony w przełączniki mechaniczne pod przyciskami ABXY, z mocno wyczuwalną membraną, mającą za zadanie zwiększyć pretravel. Pracują raczej liniowo, jedyny feedback, jaki można zaobserwować, a raczej usłyszeć, to dźwięk, co niestety dla niektórych może być nieco drażniące. Bądź co bądź, przełączniki te mają naprawdę dobry tuning i używanie ich jest raczej przyjemnością.
D-Pad, będący czymś, co w największym konkurencie dzisiejszego obiektu testowego, czyli GameSir Cyclone 2, było rozczarowaniem, wypada tutaj całkiem nieźle. Może i nie jest to poziom Ultimate 2, jednak nie mamy tu aż takiego wobblingu, jak w kontrolerze spod znaku kurczaka. Liniowy pretravel w połączeniu z dość wyczuwalnym damperem i twardym przełącznikiem sprawia, że (przynajmniej u mnie) palec bardzo szybko męczył się. Mimo wszystko „krzyżak” działa dobrze, inputy są stabilne i dość responsywne.

Przechodząc na górę, mamy tam jedynie triggery i bumpery. Te pierwsze są dość przeciętną konstrukcją, opartą o sensory Halla, z trigger lockiem działającym na microswitchach. Co do ich budowy mam kilka zastrzeżeń. W pierwszej kolejności należałoby wytknąć bardzo słabe profilowanie, zarówno w pionie, jak i poziomie – kąt między gripem a triggerem jest bardzo agresywny i może być nieprzyjemny w użytku. Po drugie, sprężyna może i jest dość liniowa, ale jednocześnie okropnie twarda. Chyba jeszcze nie było mi dane korzystać z twardszych triggerów. Kąt natarcia przycisków, zarówno w stanie wolnym, jak i w pełni wciśniętym, jest za mały, co w moim wypadku sprawiało, że palec lubił się delikatnie z nich zsuwać, nawet mimo teksturowania. Na domiar złego, przy pełnym wciśnięciu często palcem dotyka się brzegu obudowy, co do obrażeń skóry raczej nie doprowadzi, ale może być też nieprzyjemne. Trigger lock jest w porządku, działa, ale twarda sprężyna triggera połączona z niskim skokiem sprawia, że cały feedback z przełącznika nie jest taki, jaki mógłby być, gdyby te kwestie dopracowano.

Idąc w kierunku bumperów, te, podobnie jak wszystkie inne przełączniki w D10, działają liniowo, a jedyny feedback z nich płynący to cichy klik. Też są dość twardą konstrukcją, a połączenie twardości i liniowości bumperów czyni je mocno gąbczastymi i co najwyżej znośnymi.
Przechodząc na tył, poza przełącznikiem trybu pracy są tu też dwie łopatki. Oferują one delikatny tactile feedback, ich położenie w obudowie sprawia, że da się je łatwo nacisnąć, w tym wypadku większych zastrzeżeń nie mam.
Na dole kontrolera nie znajdziemy kompletnie nic.
Zerknijmy do środka
Aby otworzyć EasySMX D10 należy wykręcić 4 śrubki znajdujące się na tyle. Następnie trzeba rozpiąć zatrzaski i to w zasadzie tyle, można brać się za wykręcanie PCB. Co do samej jakości płytki nie ma dramatu, jest ona schludna i przyzwoicie zlutowana.


Testy syntetyczne
Przechodząc do testów, latency na przełącznikach przewodowo w X-Input nie wypada źle. Fakt, 8 ms ze skokami do 15 ms nie jest najlepszym wynikiem, ale nie jest też źle. W trybie 2,4 GHz mamy około 16 ms, więc jest poprawnie. Pozostałe wyniki, poza D-Inputem po 2,4 GHz, wypadają w porządku.

Na analogach, o dziwo, D10 nie radzi sobie wcale gorzej, przewodowo w X-Input mamy około 5 ms opóźnienia, po 2,4 G wzrasta o 2 ms, a w Switch BT wciąż mamy poniżej 20 ms. Niestety każdy inny tryb radzi sobie tutaj tragicznie, a szkoda.

Jeśli chodzi o kalibrację analogów, ta wypada jak najbardziej dobrze. Zewnętrzna martwa strefa jest dość niska i symetryczna na obu analogach, wewnętrzna nie istnieje (o ile jej nie włączymy), a recentering działa naprawdę świetnie. Problem osiowych martwych stref nie występuje. Liniowość analoga również wypada niemal wzorowo, a rozdzielczość jest w okolicach 11-12 bitów.

Czas pracy na baterii oscyluje w okolicach 10 h, co jest dość przeciętnym wynikiem.
Software
Niestety, D10 nie otrzymał dedykowanej aplikacji, co jest dość dziwne, gdyż ma on dedykowany driver Bluetooth. Mimo długich i męczących poszukiwań z kilkoma testerami niestety nie znaleźliśmy kompletnie nic, a szkoda.
Podsumowanie EasySMX D10
EasySMX D10, to prosta i raczej solidna konstrukcja. Oczywiście, jest daleka od ideału, mogłaby wypadać lepiej pod kątem pracy triggerów czy bumperów. Mogłaby też mieć dedykowaną aplikację, jednak w ogólnym rozrachunku D10 nie wypada najgorzej. Uważam, że GameSir Cyclone 2 nadal wypada lepiej, jednak jeśli z jakiegoś powodu wam on nie odpowada, wówczas można poważnie zastanowić się nad D10.
Recenzja była możliwa dzięki uprzejmości firmy EasySMX.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?