Rynek gamingowych peryferiów zdominowany przez największych graczy coraz częściej musi ustępować miejsca mniejszym, ale szalenie ambitnym producentom z Państwa Środka. Jedną z takich firm, która ostatnio robi wokół siebie sporo pozytywnego szumu, jest marka Mchose. W moje ręce wpadł niedawno ich topowy gryzoń, który ma spory apetyt na to, by porządnie zamieszać na biurkach najbardziej wymagających graczy.

Mowa oczywiście o modelu K7 Ultra, czyli bezprzewodowej myszce, która już na papierze wygląda bardzo ciekawie. Producent obiecuje nam tutaj wszystko to, co najlepsze – od topowego sensora PixArt PAW3950, przez zawrotną częstotliwość odświeżania rzędu 8000 Hz, aż po innowacyjną, magnetyczną stację ładującą znajdującą się prosto w zestawie. Czy Mchose K7 Ultra faktycznie okaże się nowym hitem i zdetronizuje droższą konkurencję, czy to tylko zręczny marketing? Zapraszam na recenzje!

tocSpis treści

    Specyfikacja

    • Typ produktu: mysz dla graczy
    • Łączność: 2,4 GHz, Bluetooth
    • Sensor: Pixart PAW3950
    • Waga: ok. 59 gramów
    • Przełączniki główne: Omron Mechanical Switch
    • Gwarancja: 2 lata
    • Cena: ok. 379 złotych

    Specyfikacja pochodzi ze strony producenta

    Opakowanie i jego zawartość

    Pierwsze wrażenie po chwyceniu kartonika MCHOSE K7 Ultra do ręki jest po prostu piorunujące i dawno żaden producent tak pozytywnie mnie nie zaskoczył na samym starcie. To opakowanie robi ogromne wrażenie, jest sztywne, ciężkie i od razu czuć, że mamy do czynienia z produktem z wyższej półki, a nie tanią masówką. Nawet karton, w który myszka do nas przychodzi robi wrażenie!

    Front jest czysty, minimalistyczny. Nawet zastosowane tu plomby sprawiają wrażenie produktu premium, a nie jak kawałek taniej taśmy klejącej w budżetowych chińczykach. Tu po prostu wszystko się zgadza – boki i spód kartonu są równie czytelne i są schludne, a całość wygląda wprost świetnie i zdecydowanie zachęca do jak najszybszego dostania się do środka. To zdecydowanie jeden z najlepiej zaprezentowanych produktów na start, jakie miałem okazję recenzować.

    Otwieramy wieko i co widzimy? Producent wita nas elegancką, czarną kopertą powitalną, która od razu buduje poczucie obcowania z produktem najwyższej klasy. To bardzo miły detal, ale to, co czeka na nas poziom niżej, autentycznie zwala z nóg.

    Zamiast standardowych, tanich wytłoczek czy zwykłego kartonu, w środku umieszczono pełnoprawne, twarde etui zapinane na zamek. Powiedzmy sobie szczerze – dołączenie takiego pokrowca do myszki to rozwiązanie niezwykle rzadkie i nietypowe, które zazwyczaj spotyka się tylko w najdroższych, często limitowanych edycjach sprzętu dla e-sportowców. Pokrowiec posiada nawet specjalne wyprofilowanie na samej górze, nawiązujące do bryły urządzenia.

    Zabawa zaczyna się jednak po rozsunięciu suwaka, bo ilość rzeczy, jaką marka MCHOSE upchnęła do środka, jest zadowalająca. Oprócz samego gryzonia w precyzyjnie dociętej piance spoczywa elegancka stacja ładująca, mały odbiornik USB, a także dobrej jakości przewód w materiałowym oplocie.

    To jednak nie koniec niespodzianek, bo z dedykowanych przegródek wysypuje się na nas jeszcze kilka rzeczy! Dostajemy między innymi spory zestaw wyciętych na wymiar gripów antypoślizgowych oraz komplet niezbędnej papierologii w postaci instrukcji i kart informacyjnych.

    Taki unboxing modelu K7 Ultra to absolutnie czysta przyjemność i konkurencja zdecydowanie mogłaby się uczyć od producenta, jak powinno się rozpieszczać graczy od pierwszych sekund po powrocie ze sklepu. Szkoda jedynie, że gripy są bardzo „zwyczajne”, a dodatkowych ślizgaczy do K7 Ultra nie ujrzymy… A było tak pięknie!

    Jakość wykonania i wygląd

    Przejdźmy do aparycji K7 Ultra, bo jest o czym gadać. Myszka prezentuje się niezwykle elegancko i moim zdaniem trafia w dziesiątkę, jeśli chodzi o balans między gamingowym zacięciem a biurowym minimalizmem. Bryła jest czysta, bez zbędnych udziwnień, ale to te metaliczno-złote wstawki robią tu robotę. Mowa tu o bocznych przyciskach, subtelnym logotypie na grzbiecie oraz detalu przy scrollu. Te akcenty nadają całości unikalnego, wręcz luksusowego charakteru i sprawiają, że K7 Ultra może się podobać szerokiemu gronu odbiorców, którzy szukają czegoś z klasą na swoim biurku. To zdecydowanie nie jest kolejny, nudny, czarny plastikowy klocek.

    Jeśli chodzi o samą jakość wykonania, to marka MCHOSE udowadnia, że bogate wyposażenie nie jest tu zasłoną dymną dla oszczędności na materiałach. Spasowanie obudowy K7 Ultra jest po prostu bez zarzutów i stoi na najwyższym poziomie. Podczas testów próbowałem na różne sposoby mocniej ściskać i wyginać konstrukcję, ale absolutnie nic tu nie trzeszczy, nie skrzypi i nie ugina się pod naciskiem palców. Całość sprawia wrażenie bardzo solidnej, zwartej i jednolitej bryły, która bez problemu przetrwa nawet najbardziej emocjonujące sesje przed monitorem. Widać, że K7 Ultra to sprzęt przemyślany i dopracowany pod kątem trwałości, co w tej cenie jest ogromnym plusem i utwierdza mnie w przekonaniu, że mamy do czynienia z produktem premium.

    Powierzchnia

    Zatrzymajmy się na moment przy samej powierzchni gryzonia, bo producent zaserwował nam tutaj rozwiązanie o niezwykle dumnie brzmiącej nazwie – High-Performance Glass-Like Coating. W praktyce powłoka ta okazuje się niesamowicie przyjemna pod palcami i co najważniejsze z perspektywy gracza – jest bardzo dobrze przyczepna. Nawet przy agresywnych i szybkich ruchach na podkładce dłoń pewnie spoczywa na obudowie, bez poczucia uciekania plastiku. Ogromnym plusem jest również to, że mysz kompletnie nie brudzi się od samego patrzenia. Zapomnijcie o błyskawicznym łapaniu nieestetycznych odcisków palców czy plam z potu, obudowa modelu K7 Ultra pozostaje czysta i estetyczna przez naprawdę długi czas, co bardzo ułatwia utrzymanie stanowiska w rygorze.

    Żeby jednak recenzenckiej rzetelności stało się zadość, pora na mały minus w tej beczce miodu. Jeśli fabryczna powłoka to dla was wciąż za mało i potrzebujecie maksymalnej blokady dłoni, MCHOSE dorzuca do twardego etui naklejane gripy. Szkoda tylko, że marka nie pokusiła się w tym aspekcie o odrobinę fantazji. Dołączone dodatki mogłyby być zdecydowanie lepsze w dotyku i dużo ciekawsze wizualnie, żeby pasowały do reszty. Ostatecznie to po prostu zwykła, cienka i czarna guma, która po naklejeniu niestety trochę zaburza i psuje ten genialny, elegancki design ze złotymi wstawkami, jakim wyjściowo kusi nas K7 Ultra.

    Przyciski główne, boczne i scroll

    Za działanie głównych przycisków odpowiadają w tym przypadku sprawdzone przełączniki Omron Mechanical Switch. Producent deklaruje ich żywotność na absurdalne wręcz 100 milionów kliknięć, co w praktyce oznacza, że prędzej zmienicie cały komputer, niż zajeździcie te switche. Sam klik jest dość twardy, ale za to niesamowicie przyjemny i po prostu satysfakcjonujący. Guziki świetnie sprężynują, bardzo szybko wracając do swojej pozycji wyjściowej, co pozwala na błyskawiczne i pewne akcje.

    Jeśli chodzi o guziki z lewej strony, to inżynierowie MCHOSE również odrobili zadanie domowe. Zostały one umiejscowione w bardzo dobrym, intuicyjnym miejscu, dzięki czemu kciuk sam naturalnie na nie wędruje. Wizualnie to prawdziwy majstersztyk – wykończono je na elegancki, złoty kolor, co wygląda bardzo przyjemnie i świetnie zgrywa się z resztą detali obudowy w K7 Ultra. Ich klik jest równie udany, choć wyczulone dłonie mogą zauważyć, że przedni i tylny guzik delikatnie różnią się od siebie ogólnym feelingiem pod palcem.

    MCHOSE K7 Ultra wygląd

    Na koniec zostaje nam scroll. Rolka zastosowana w modelu K7 Ultra to małe dzieło sztuki użytkowej – kółko zostało wykończone chłodnym aluminium, co mocno potęguje elegancki wygląd całego urządzenia. Oprócz świetnego designu element ten bardzo dobrze trzyma się palca podczas szybkiego przewijania ekwipunku. Sam klik środkowego przycisku jest odpowiednio wyważony i po prostu dobry. Opór dobrano tak, że nie sposób się pomylić i wcisnąć go przez przypadek w ferworze walki.

    Łączność, ślizgacze i bateria

    Do naszej dyspozycji oddano standardowo trzy tryby pracy – po kablu, oszczędny Bluetooth oraz to, co najważniejsze dla graczy, czyli szybkie fale radiowe 2,4 GHz. Niezależnie od dokonanego wyboru, każdy z tych trybów działa po prostu super i nie sprawia w grach absolutnie żadnych problemów z opóźnieniami. Największą gwiazdą zestawu jest jednak ten świetny, dorzucony do pudełka dock. Jego podświetleniem możemy swobodnie regulować, co ułatwia dopasowanie go do biurka, ale to sposób działania robi tu największą robotę. Stacja naładuje myszkę w pełni indukcyjnie! To rozwiązanie wygląda dużo bardziej estetycznie i nowocześniej niż wszystkie klasyczne docki z miedzianymi konektorami na wierzchu. Nie trzeba w nic celować – po prostu odkładamy gryzonia i ładuje się sam.

    Jeśli chodzi o czas pracy bez kabla, to pod maską modelu K7 Ultra zastosowano akumulator o sporej pojemności 500 mAh. Realny czas działania bardzo zależy od konkretnych parametrów, a samych opcji zasilania w dedykowanym sofcie jest do wyklikania wręcz od groma. Wedle deklaracji producenta, prądu ma starczać maksymalnie do 120 godzin w trybie BT, w tym do około 65 godzin przy wykorzystaniu najbardziej obciążającego pasma 2,4 GHz. Muszę przyznać, że przy odpowiednich roszadach i mądrym zarządzeniu ustawieniami w aplikacji jest to jak najbardziej możliwe do osiągnięcia w domowych warunkach.

    Na sam koniec zaglądamy pod spód. Zastosowane fabryczne ślizgacze w K7 Ultra są naprawdę bardzo dobrej jakości. Zapewniają ruch niezwykle płynny i stosunkowo szybki, co świetnie współpracuje z materiałowymi podkładkami i pozwala na dynamiczną rozgrywkę. Marka MCHOSE spisała się tu świetnie w kwestii samego poślizgu, ale muszę wtrącić małe trzy grosze. Szkoda tylko, że przy tak niesamowicie bogatym wyposażeniu dodatkowym, w opakowaniu nie znalazło się miejsce na chociaż jeden komplet zapasowych „łyżew” na czarną godzinę.

    MCHOSE K7 Ultra ślizgacze

    Sensor i pomiary

    Za śledzenie naszych ruchów na podkładce odpowiada absolutnie topowy i bezkompromisowy sensor, z którego marka MCHOSE może być niezwykle dumna. Mowa oczywiście o flagowej jednostce optycznej, która na ten moment stanowi szczyt marzeń każdego wymagającego gracza i w praktyce sprawdza się po prostu bez zarzutu. Niezależnie od tego, jak szybko i agresywnie wymachujecie ręką po blacie, kursor ani na ułamek sekundy nie gubi swojej ścieżki i nie odnotowuje żadnych niepożądanych anomalii czy denerwującego wygładzania – dostajemy do dyspozycji czystą, chirurgiczną wręcz precyzję.

    Żeby jednak ten potężny sensor mógł w pełni rozwinąć swoje skrzydła, potrzebuje równie stabilnego i szybkiego zaplecza obliczeniowego. I tutaj pojawia się świetna, technologiczna ciekawostka, bo zaimplementowany w K7 Ultra sensor współpracuje ściśle z chipsetem znanej i cenionej marki Realtek. Dzięki temu zgranemu duetowi podzespołów, celowanie i wymiana ognia na wirtualnym polu bitwy to czysta przyjemność, ograniczona jedynie naszym własnym refleksem i „skillem”.

    MCHOSE K7 Ultra test sensora

    Kształt i waga

    Czas pogadać o tym, jak ten gryzoń leży w dłoni, a konkretniej o jej gabarytach. Jest to bez dwóch zdań mysz duża, która celuje w graczy o średnich i większych dłoniach, szukających pełnego oparcia. Jeśli chodzi o kompatybilność, to bryła ta dobrze pasuje do niemal każdego popularnego chwytu – czy to klasycznego palm gripa, czy nieco agresywniejszego clawa, dłoń znajdzie tu dla siebie odpowiednie miejsce. Jedynym logicznym wyjątkiem jest chwyt typu fingertip, do którego ta konstrukcja jest po prostu za duża, by zapewnić odpowiedni komfort. Muszę jednak wtrącić tu swoje bardzo mocne, osobiste trzy grosze.

    Choć na papierze ten kształt K7 Ultra wydaje się uniwersalny i bezpieczny, to mnie osobiście bardzo, ale to bardzo się on nie spodobał. Po prostu nie mogłem znaleźć na niej wygodnego, naturalnego ułożenia palców i w żaden sposób „nie kliknęło” nam ze sobą podczas testów, co po raz kolejny dowodzi, że ergonomia to kwestia czysto subiektywna.

    Jeśli chodzi o masę, to marka MCHOSE nie siliła się tutaj na bicie jakichś rekordów lekkości za wszelką cenę. Waga modelu K7 Ultra jest typowa dla dzisiejszych standardów segmentu ultra-lekkiego i oscyluje w okolicach rozsądnych 59 gramów. Co najważniejsze, masa ta jest bardzo dobrze rozmieszczona wewnątrz obudowy, dzięki czemu myszka jest świetnie wyważona i nie leci ani na nos, ani na tył podczas podnoszenia jej nad podkładkę przy szybkich ruchach.

    Oprogramowanie

    Oprogramowanie przygotowane przez markę MCHOSE w modelu K7 Ultra jest naprawdę dobre! Interfejs jest niezwykle czysty, intuicyjny i po prostu bardzo przyjemny do poruszania się po poszczególnych zakładkach. Nawet osoby, które na co dzień rzadko dłubią w zaawansowanych ustawieniach peryferii, bez najmniejszego problemu odnajdą się w tym przejrzystym menu.

    A trzeba przyznać, że suwaków i okienek jest tu naprawdę pod dostatkiem. W dedykowanej aplikacji zmienimy dosłownie wszystko, co tylko chcemy – od szybkiego przypisywania nowych funkcji pod przyciski, przez tworzenie skomplikowanych makr, aż po najbardziej precyzyjne parametry pracy samego sensora (nawet jego „położenie”!!) i zarządzanie energią.

    Największym, niezwykle pozytywnym zaskoczeniem jest jednak sam sposób, w jaki możemy z tego softu w ogóle korzystać. Konfigurator dla K7 Ultra oddano w nasze ręce w aż dwóch różnych, pełnoprawnych wariantach. Mamy do wyboru klasyczną aplikację do pobrania i zainstalowania na naszym urządzeniu oraz niesamowicie wygodną wersję sieciową, odpalaną bezpośrednio w oknie naszej przeglądarki. To drugie rozwiązanie to czyste złoto dla każdego, kto nienawidzi zaśmiecać sobie systemu kolejnymi programami działającymi w tle, a wymaga pełnej kontroli nad sprzętem. Rewelacyjna sprawa!

    MCHOSE K7 Ultra – podsumowanie

    Czas na ostateczny werdykt i podsumowanie tego potężnego zawodnika. Marka MCHOSE dostarczyła na rynek sprzęt, który pod wieloma względami po prostu deklasuje droższą konkurencję. Lista plusów jest tutaj wręcz absurdalnie długa. Zaczynamy od genialnego doświadczenia z unboxingu, gdzie wita nas rewelacyjne, twarde etui i indukcyjna stacja ładująca.

    Do tego dochodzi niesamowita powłoka obudowy świetnie radząca sobie z brudem, elegancki minimalizm ze złotymi akcentami oraz po prostu bezbłędna jakość wykonania. Pod maską K7 Ultra kryje się czysta potęga – mega satysfakcjonujące przełączniki Omron, chłodny aluminiowy scroll, topowy sensor z układem Realtek i stabilna, potrójna łączność z naprawdę sensowną baterią. Całość dopełnia dobrze wyważona masa 59 gramów, płynne ślizgacze i niezwykle wygodny, przeglądarkowy soft.

    Oczywiście do ideału odrobinę brakuje i znajdzie się tu kilka mniejszych zgrzytów. Szkoda, że w tak wypchanym po brzegi kartonie zabrakło chociaż jednych zapasowych ślizgaczy, a dołączone naklejane gripy są czarne, nudne i trochę psują całą estetykę. Bardzo wyczulone palce wyłapią też lekką różnicę w kliku obu bocznych przycisków. Największym minusem pozostaje dla mnie jednak sam duży kształt – kompletnie mi on nie leży, nie dogadaliśmy się i zdecydowanie wyklucza on chwyt typu fingertip.

    Mimo tego czysto osobistego braku chemii z ergonomią, obiektywnie patrząc, to po prostu fenomenalna mysz. Jeśli duża bryła K7 Ultra wpasuje się w waszą dłoń i preferencje, dostaniecie absolutnie flagowe doświadczenie i górę świetnych akcesoriów w cenie, która zawstydza rynkowych gigantów. Z czystym sumieniem bardzo gorąco polecam!

    Polecane

    Dziękuję serdecznie firmie MCHOSE, bez której udziału ta recenzja by nie powstała.

    Ocena końcowa
    star
    star
    star
    star
    star
    4.8
    Zawartość
    4.7
    star
    star
    star
    star
    star
    Jakość wykonania
    5
    star
    star
    star
    star
    star
    Przyciski główne
    4.7
    star
    star
    star
    star
    star
    Przyciski boczne
    4.7
    star
    star
    star
    star
    star
    Ślizgacze
    4.7
    star
    star
    star
    star
    star
    Sensor
    5
    star
    star
    star
    star
    star
    Oprogramowanie
    5
    star
    star
    star
    star
    star
    thumbs up Zalety
    • Fenomenalne opakowanie
    • Świetny dock
    • Bardzo dobre oprogramowanie
    • Topowy sensor
    thumbs down Wady
    • Subiektywnie – bardzo nie spodobał mi się kształt
    Udostępnij ten artykuł