Nadszedł ten czas, gdy producenci zaczęli wypuszczać swoje najwyższe modele. W niedługiej serii przyjrzymy się kilku modelom, od ZD po Flydigi. Jednak pierwszym, który przyszło mi przetestować, jest najmłodsze dziecko producenta spod znaku Kurczaka, czyli już nieco obrośnięty w memy GameSir G7 Pro. Czy opóźnienia produkcyjne wyszły mu na dobre? Czy udało się im stworzyć najlepszy kontroler pod konsolę zielonych? Pora się przekonać!
Opakowanie
Standardowe wersje G7 Pro przychodzą opakowane w standardowy biały karton z obwolutą. Na jego froncie mamy kontroler wraz z akcesoriami, a na tyle nieco szerszy opis kontrolera. Po zdjęciu obwoluty i otwarciu kartonu ukazują się nam kontroler, dock i dodatkowe D-Pady. Pod kartonową wytłoczką zaś znajdziemy papiery i przewód USB-C.


Specyfikacja
- Layout: Xbox
- Kompatybilność: PC, Xbox One, Xbox Series, Mobile
- Łączność: Przewodowa, 2,4 GHz, Bluetooth
- Analogi: GameSir x K-Silver JS16
- Triggery: Hall Effect z trigger lockiem
- Przełączniki główne: Optyczne pod ABXY, Mechaniczne pod D-Padem
- Przełączniki dodatkowe: 2 na tyle + 2 na topie
- Żyroskop: obecny
- Silniki wibracyjne: Dwa asymetryczne + dwa w triggerach
- Bateria: 1200 mAh
- Dostępne wersje kolorystyczne: Mecha White, Shadow Ember, Wuchang, Zenless Zone Zero (te wersje są kompatybilne z konsolą bezprzewodowo)
- Stacja dokująca: W zestawie
- Cena: około 400 zł (bliżej 500 zł za wersję Wuchang, 600 zł za ZZZ)
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta i własnych obserwacji.
Wstępne odczucia i obserwacje
Zaczynając od przewodu USB, który w końcu jest czymś ciekawszym od najbardziej podstawowego przewodu, ten ma dość dobrej jakości oplot, który dość łatwo idzie rozprostować. Oczywiście kolor przewodu jest dostosowany do wersji kolorystycznej kontrolera. Co do odbiornika 2,4 GHz, to poza byciem komicznie prostą konstrukcją w kształcie (lekko nadmuchanego) graniastosłupa prostego, nawet bez przycisku parowania, jest z nim związana jedna ciekawa kwestia.

Jak mogliście zwrócić uwagę, G7 Pro posiada trzy wersje: Mecha White i Shadow Ember, które są wersjami podstawowymi, oraz wersje Wuchang: Fallen Feathers i Zenless Zone Zero, które są wersjami specjalnymi z nieco wyższym MSRP. A jak można się domyślić, skoro G7 Pro posiada odbiornik, to jest to kontroler bezprzewodowy, jednak (niestety) podstawowa wersja nie otrzymała bezprzewodowej kompatybilności z powodu zbyt niskiej ceny (dzięki, Microsoft). Jednak wypuszczenie wersji specjalnych (miejmy nadzieję, że nie jedynych) umożliwiło wersjom G7 Pro otrzymanie takowej kompatybilności.
Jednak czy czymś te kontrolery, poza designem, się różnią? Absolutnie nie, poza firmware’em dongla. I co jest śmieszne, podstawową wersję da się bez większego problemu sparować z donglem od kontrolera Xbox Wireless i vice versa. Co za tym idzie, podstawową wersję można przerobić na bezprzewodową kompatybilną z konsolą. Szkoda tylko trochę, że jest to kosztem kupienia drugiej, droższej sztuki, bo niestety nikt jeszcze przypadkiem nie ujawnił firmware’u do wersji specjalnych.
Dock do G7 Pro to niemal skopiowanie pracy domowej od kolegi, czyli klon docka od 8BitDo. Nie uważam, że to źle, bo konstrukcja jest prosta do bólu i jednocześnie jest dość estetyczna. Dodatkowo bezproblemowo dock łączy się z samym kontrolerem, co sprawia, iż nie musimy się martwić o to, czy będzie on naładowany, czy nie. Sztuczne przedłużanie tej recenzji i omawianie na nowo docka nie ma sensu, więc polecam zapoznać się z moimi recenzjami 8BitDo, jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat docka dołączonego do G7 Pro.





Idąc w stronę samego kontrolera, oferuje on klasyczną ergonomię dla serii G7, z nieco dłuższymi gripami o nieco mniejszym kącie natarcia, co sprawia, że układa się on wręcz idealnie w rękach, niezależnie od gripu, i siedzi w nich pewnie. Same gripy są ogumowane dwustronnie, przyjemnej twardości tworzywem, które raczej nie powoduje dyskomfortu po dłuższych sesjach i czyści się przyjemnie łatwo. Warto też wspomnieć, iż G7 Pro jest w pełni kompatybilny z faceplate’ami do starych dobrych G7 HE i SE. Jedyną różnicą jest fakt, iż faceplate w dzisiejszym obiekcie testowym jest podzielony na 3 elementy, a dwa z nich są ogumowane.


Kierując swój wzrok w stronę analogów, mamy tu K-Silvery JS16, jednak nie w pełni stockowe, lecz nieco zmodyfikowane. Znaczącym usprawnieniem jest mechanizm recentrujący, który najpewniej przez niższe tolerancje między elementami lepiej trzyma centrum. Dodatkowo sam analog pracuje zdecydowanie lżej, sprężyna jest bardziej liniowa, a mechanizm pracuje płynniej. Może jest to kwestia lepszego smarowania, może większych zmian konstrukcyjnych.
Oczywiście analogi te dostały wszelkie dobrodziejstwa płynące z anti-friction ringów i POM-ringów. Pod kątem płynności ruchu przy krawędzi G7 Pro ogólnie wypada bardzo dobrze. Oczywiście poziom wewnętrznej restrykcji to nie jest, jednak osobiście nie postrzegam tego jako wadę. Oczywiście, płynność analoga jest ważna, ale do pewnego poziomu – poziomu, gdzie nie wpływa to na łatwość wykonywania inputu i utrzymania go stabilnie. Same topy analogów są dość przyjemnie ogumowane, palce trzymają się dobrze, jednak niestety są dość sporym magnesem na zabrudzenia.
Przechodząc do przełączników pod ABXY, mamy tutaj optyczne. Pod kątem feelingu szczerze wypadają świetnie. Fakt, że mamy tutaj wyczuwalną membranę nad nimi, jednak zamiast zabijać, wręcz poprawia ona ogólne tactility przełącznika. Do tego są idealnie wyważone pod kątem pre-travelu i twardości. Jeśli chodzi o D-Pad, to jest on raczej przeciętny. Nie powiedziałbym, że słaby, bo bardzo podoba mi się podejście – zastosowanie microswitchy z bezpośrednim kontaktem między nasadką a switchem, bez dodatkowej membrany. Jednak uważam, iż jest on nieco zbyt lekki i skok jest zbyt niski. Niestety też uważam, że wobble samej nasadki jest zbyt wysoki, co również wpływa na komfort. Oczywiście, modderzy znaleźli na to sposób (zastosowanie o-ringa), jednak no nie oszukujmy się – wobble nie powinien być widoczny z fabryki.
Idąc na top, znajdziemy aż 4 elementy warte uwagi. W pierwszej kolejności triggery. Jest to konstrukcja oparta o klasyczne sensory Halla. Jeśli chodzi o ich tuning, to jest wręcz genialnie – kąty natarcia i profilowanie są genialne. Skok i twardość sprężyny również wypadają świetnie. Bumpery są raczej klasyczną konstrukcją, z dość lekkim, ale ostro wyczuwalnym skokiem. Konstrukcja jednak jest bliska do tej z Cyclone 2, nie odczułem większej różnicy między tymi dwoma modelami pod tym kątem.

Trzecim interesującym elementem są remapowalne przełączniki. Te są oparte o przełączniki w stylu myszki komputerowej. Mają dość niski i lekki skok oraz całkiem przyjemne tactility. Umiejscowione są też w takim miejscu, że raczej ciężko będzie je wcisnąć przypadkiem. Kolejnym wartym uwagi elementem jest port USB. A dokładniej ciekawy dodatek mający za zadanie zabezpieczyć przewód przed wyłamaniem. Nie ma co tu dużo o nim mówić, ale miło ze strony producenta, że pomyślał o kablarzach.
Na tyle, poza przełącznikiem trybu pracy, mamy dwie łopatki. Są one średnich rozmiarów, jednak umieszczone są wręcz perfekcyjnie. Sama ich praca jest raczej lekka i raczej liniowa, jednak nie powiedziałbym, że nieprzyjemna. Dodatkowo mamy tu blokadę – może nie tak zaawansowaną jak w przypadku modelu Tarantula Pro, jednak mamy. Na dole zaś mamy audio jacka.


Testy syntetyczne
Przyznam się, przez lekkiego lenia i fakt, że nie mam czasu, nie wykonałem rozebrania (teardown) G7 Pro. Nie żebym przy nowej metodologii w ogóle musiał to robić. A więc co do niej – na testach G7 Pro wypada świetnie. 2 ms na przełącznikach przewodowo i okolice 6 ms bezprzewodowo, w obu przypadkach przy 1000 Hz polling rate, plasują go w czołówce najszybszych kontrolerów. Nawet Bluetooth nie jest rozczarowaniem (poza faktem, że mamy tylko Dinput), bo mamy również okolice 6 ms.

Opóźnienia analogów są również wyśmienite. Przewodowo nie idzie zaobserwować żadnego regresu, a bezprzewodowo jest on niewielki – do okolic 8-10 ms. Nawet Bluetooth wypada świetnie z wynikiem w okolicach 6 ms.
Kalibracja analogów, jak we wszystkich nowożytnych modelach tego producenta, jest świetna. Zewnętrzna martwa strefa jest niemal idealnie symetryczna, a recentrowanie jest świetne. Analogi oferują rozdzielczość 12 bit (chociaż w tym wypadku jest to około 1250 pozycji, nie „prawdziwe” 12 bit, czyli 2048 pozycji). Nie pojawiają się tu żadne niechciane martwe strefy czy coś w tym rodzaju również. Tryb raw, poza zmianą circularity, nie zmienia nic realnie też.

Liniowości analogów nie udało mi się niestety zweryfikować idealnie, jednak z tego, co moje testy i testy innych testerów mówiły, G7 Pro jest na tyle dobry, że nie potrzebuje żadnej ręcznej kompensacji.
Co do czasu pracy na baterii, będzie to około 10-12 h, jednak było mi ciężko to sprawdzić przez nałóg odkładania kontrolera na dock.
Software
Do zarządzania G7 Pro służy aplikacja GameSir Nexus. Realnie między nią a GameSir Connect, używaną do modeli takich jak Cyclone 2 czy SuperNova większych różnic nie zaobserwowałem (poza faktem, że jest dostępna na konsoli). Ogólnie aplikacja jest dość dobrze zrobiona, przejrzysta i dość prosta w obsłudze. Jest nawet polska wersja językowa, jednak osobiście nie polecam jej – tłumaczenie jest co najwyżej mierne. Jako też że nie ma większych różnic, po wgląd, jak wygląda, odsyłam do recenzi wspomnianych modeli.
Podsumowanie GameSir G7 Pro
Jako osoba, co – przyznam się bez bicia – siedzi w developmencie tego kontrolera od czasów beta testów, jestem w stanie powiedzieć, że G7 Pro przeszedł ciężką drogę. Producent starał się dopiąć go na ostatni guzik, tak aby można było wypuścić jak najlepszy produkt dla klienta końcowego. I osobiście nie widzę powodu, aby mówić, że to źle, gdyż w mojej (mocno subiektywnej) opinii model ten zasługuje na miano najlepszego kontrolera do konsoli Xbox od Microsoftu.
Gdybym miał się do czegoś na siłę przyczepić, to na pewno będzie to raczej słaby D-Pad i przycisk Home, który gryzie się kolorystycznie.

Recenzja była możliwa dzięki firmie GameSir.
RAZER Viper V4 Pro – test i recenzja – czy da się jeszcze lepiej?
Test i recenzja Epomaker TH80 V2 Pro – Odważny design, ale czy coś jeszcze?