Wiecie, co kocham bardziej niż high-endowe kontrolery? Gdy jakiś producent postawi sobie za cel zdobycie rynku super budżetowych kontrolerów i zaoferuje nam produkt w śmiesznej cenie, z funkcjami, o których jeszcze niedawno można było marzyć nawet w wysokiej półce. Takim produktem był dla mnie PXN P5. Jednak czy jest to rzeczywiście udany produkt? Zapraszam do przekonania się!
Opakowanie
PXN P5 przychodzi do nas w stosunkowo małym opakowaniu, na którego froncie znajduje się grafika przedstawiająca kontroler, a na tyle umieszczono szerszą specyfikację. Wewnątrz, w plastikowej wytłoczce, znajduje się sam kontroler z donglem 2.4G, a pod wytłoczką znajdziemy kabel USB-C oraz dokumentację.


Specyfikacja
- Layout: Xbox
- Kompatybilność: PC, Mobile, Nintendo Switch
- Łączność: Wired, 2.4G, BT
- Analogi: Hall Effect (loteria)
- Triggery: Hall Effect z trigger lockiem
- Przełączniki główne: Mecha-tactile pod ABXY i D-Padem
- Przełączniki dodatkowe: 4 remapowalne z tyłu
- Silniki wibracyjne: 2 asymetryczne
- Żyroskop: obecny
- Bateria: 1000mAh
- Polling rate: 1000Hz (Wired, 2.4G)
- Stacja dokująca: Brak
- Dostępne wersje kolorystyczne: Biała, czarna, różowa
- Cena: 120zł
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta i własnych obserwacji
Wstępne odczucia i obserwacje
Odbiornik USB ma dość przyciągający wzrok design, łącząc gładki, błyszczący plastik z matowym wykończeniem. Na matowej części znajduje się przycisk do parowania, a poniżej – dioda informująca o stanie połączenia.

Sam P5 to średniej wielkości kontroler. Wiele osób porównuje go rozmiarowo do Flydigi Vadera 4 Pro (lub 3 Pro), z czym nie zgadzam się do końca, choć faktycznie są do siebie bardzo podobne. Jakość wykonania nie jest najgorsza – plastik jest gładki, ale nie nazwałbym go nieprzyjemnym w dotyku.



Pewnie wielu z was, przeglądając specyfikację, zastanawia się, co miałem na myśli, mówiąc o „loterii analogów”. Otóż, moja sztuka była oparta na bazach od HallPi (a dokładniej GuliKit), ale przeglądając różne recenzje, zauważyłem, że niektórzy mieli bazy od K-Silver (znane również jako Jx13). Może to stanowić problem, ponieważ są to technicznie zupełnie różne konstrukcje, a K-Silver nie słynie z najlepszej kontroli jakości, więc same analogi mogą się różnić pod względem precyzji od sztuki do sztuki. Gałki są dość proste, bez anti-friction ringów (informacja dla korektorów – proszę nie tłumaczyć tego na przyszłość), ale za to mamy tu POM ringi. Same topy gałek są przyjemnie ogumowane i dobrze trzymają się palca.
Przełączniki pod przyciskami ABXY to membrany. Co więcej, są to całkiem dobre membrany. Do ideału im nieco brakuje, ponieważ mają, moim zdaniem, zbyt gumowaty feeling, ale pod względem skoku i twardości wypadają naprawdę dobrze. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o D-Padzie. Pod względem feelingu to niemal kopia tego z Manby One V2 – skok jest niski, a feedback zerowy (zarówno tactile, jak i dźwiękowy). Mimo to, inputy kątowe są dość stabilne i łatwe do wykonania.

Triggery w P5 są bezstykowe, oparte na technologii Hall Effect. Ich sprężyny, skok i kąty natarcia są bardzo przyjemne. Mamy tu również trigger locka (może nie clicky, ale jednak jest). Niestety, pojawia się spory problem – interferencje między lewym triggerem a lewym analogiem. W skrócie, kiedy naciskamy lewy trigger, zwłaszcza przy ustawieniu 0 deadzone, analog potrafi zacząć lekko driftować (choć nie wiem, czy 15% na osi w szczytowym momencie można nazwać lekkim driftem). Bumpery są i działają. Ich feeling jest raczej bez wyrazu. Są łatwe do naciśnięcia w każdym punkcie, a opór przełącznika jest dość niski, więc w skrócie – jest poprawnie.

Na tyle znajdują się aż cztery dodatkowe przełączniki. Ich kształt zdecydowanie nawiązuje do tych znanych z kontrolerów Flydigi, jednak muszę mocno polemizować z tymi, którzy twierdzą, że są one do nich jakoś szczególnie podobne. Osobiście uważam, że są nawet lepsze. Zewnętrzne przełączniki są nieco bardziej wyprofilowane, co sprawia, że zdecydowanie łatwiej na nich położyć palec. Wewnętrzne natomiast są nieco wyższe, dzięki czemu niemal bez przestawiania palca można je nacisnąć. Dodatkowo przestrzeń między zewnętrznym a wewnętrznym przełącznikiem jest nieco większa, co sprawia, że łatwiej ułożyć palce w wygodny sposób, a przy tym nie przeszkadzają sobie nawzajem. No i na koniec – bardzo responsywne przełączniki.
Zajrzyjmy do środka
Rozłożenie PXN P5 na części pierwsze to zadanie proste jak budowa cepa – wystarczy wykręcić 6 śrubek i chwilę siłować się z zatrzaskami. Po tym bez większych problemów można dostać się do środka. Widać tutaj również przyczynę interferencji między triggerami a analogami, czyli brak jakiejkolwiek izolacji. W teorii powinna temu zapobiegać naklejka, ale jak widać, nic to nie zmienia. Co do ogólnej jakości wykonania płytek, jest przyjemnie – nie zauważyłem większych śladów złego wykonania.


Testy syntetyczne
Input latency przełączników w P5 nie jest czymś, co robi duże wrażenie, ale też nie ma tutaj jakiegoś mocnego dramatu – mamy około 6 ms przewodowo, 13 ms po 2.4G przy 1000 Hz polling rate i 22 ms przy około 90 Hz po BT. Niestety, sporym rozczarowaniem jest latency analogów. W trybie przewodowym jest jeszcze dość dobrze – około 7 ms, ale po 2.4G mamy już dramatyczne 45 ms, a po BT opóźnienia sięgają o dziwo nieco niższych 32 ms w Xinput. W sumie, wszystkie tryby poza przewodowym Xinput to po prostu tragedia i duże rozczarowanie.

Rozczarowaniem jest również kalibracja analogów – zewnętrzna martwa strefa jest nieco za wysoka, a dodatkowo kontroler dość przeciętnie radzi sobie z asymetrią, zwłaszcza na prawym analogu, gdzie ucieka ona nieco do góry. Pozostałe aspekty wypadają dobrze: rozdzielczość wynosi 2500 pozycji, nie występują osiowe martwe strefy, a wewnętrzna może być zdjęta. Pomijając problem z interferencjami, recentering wypada całkiem przyjemnie.

Czas pracy na baterii jest nieco powyżej przeciętnej, w okolicach 14 godzin.
Software
Software do P5 to ciekawa kwestia. Odpowiada za niego aplikacja mobilna PXN Nexus, która, z tego co udało mi się wywnioskować, jest najpewniej drobnym reskinem Keylinkera (zwłaszcza patrząc na to, że normalnie można go sparować z tą aplikacją i zarządzać ustawieniami). Niemniej jednak, PXN Nexus jest o niebo przyjemniejszy od Keylinkera i nieco lepiej uporządkowany, co sprawia, że korzystanie z niego jest bardziej komfortowe.


Podsumowanie PXN P5
Jak każdy recenzent, staram się unikać rozczarowań, ale w przypadku PXN P5 muszę przyznać, że czuję się zawiedziony. Choć kontroler oferuje świetny feeling i funkcje, które w niektórych droższych modelach są dopiero marzeniem, niestety nie spełnia oczekiwań w kluczowych aspektach. Problemy z interferencjami między triggerem a analogiem oraz dość wysokie opóźnienia w połączeniach bezprzewodowych sprawiają, że trudno go polecić. Producent zapowiedział prace nad poprawkami, ale na chwilę obecną ten model nie jest wart większej uwagi.
Recenzja była możliwa dzięki firmie PXN.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?