Marka SteelSeries wśród fanów audio ma podobną reputację, co nowe Mitsubishi wśród fanów samochodów – w najlepszym wypadku średnią. Jednak ciężko odmówić im popularności w kręgach graczy. Arcits GameBuds wypełniają stosunkowo pustą kategorię słuchawek TWS, które da się połączyć po donglu 2.4 GHz do komputera, aby nie męczyć się z opóźnieniami charakterystycznymi dla połączenia Bluetooth. Można powiedzieć, że mają przed sobą pustą bramkę, ale dalej muszą w nią trafić.
Opakowanie i zawartość
GameBuds przychodzą do nas w prostym, ale w pełni wystarczającym zestawie, który składa się z samych słuchawek, etui, dongla, a także przewodu USB-c oraz trzech zestawów nakładek, z których jeden umieszczony jest już na dyszach TWS-ów.
Wykonanie i wygoda
Wykonanie testowanych dzisiaj słuchawek jest zadowalające, do ich stworzenia wykorzystano plastik, jednak wydaje się on solidny. Minusem jest zawias, który posiada niewielki luz, a brak metalowego wzmocnienia nie napawa optymizmem co do utrzymania stałego poziomu luzów.
Pchełki leżą bardzo dobrze w uszach i nie sprawiają problemu nawet po wielogodzinnych sesjach grania, czy też konsumowania treści. Warto jednak zauważyć, że wystają one trochę bardziej niż większość współczesnych słuchawek bezprzewodowych, co może stać się problemem przy chęci położenia się na boku, lub założenia czapki. Pomijając jednak ten drobny mankament, są to jedne z niewielu dokanałówek, gdzie jestem w stanie znaleźć w pełni komfortowe ułożenie, a gumki nie tracą przylegania nawet przy najdziwniejszych ruchach szczęką. Jeżeli mieliście któreś z nowych TWS-ów Jabra, to jest to w zasadzie jednakowe doświadczenie (zupełnie jakby obie firmy miały tego samego właściciela).

Na minus zasługuje wielkość etui – poza słuchawkami musi ono pomieścić nadajnik na USB, który znacząco powiększa case, do poziomu aż 3 cm grubości, 7 cm szerokości i ponad 5 cm głębokości. Zaokrąglone rogi pomagają trochę w zaniknięciu etui w kieszeni, ale dalej jest ono lekko odczuwalne i mówię to jako osoba, która potrafi mieć słuchawki, dwa zestawy kluczy, dwa kluczyki samochodowe, latarkę i multitoola (Leatherman Rev) w jednej kieszeni.
Brzmienie
SteelSeries Arctis GameBuds są jednymi z najlepszych słuchawek TWS dla entuzjastów na rynku. Wiem, że brzmi to jak zdanie wykrzykiwane ze związanymi rękoma, w pokoju bez klamek, ale nie chce być inaczej. Chcesz wyciągnąć słuchawki z pudełka i cieszyć się brzmieniem? Szukaj dalej. domyślny profil GameBuds jest ostry i nie przyjemny w odsłuchu, a dodatkowe wycięcie szczytu eargain-a poniżej sąsiednie częstotliwości powoduje, że ciężko ustalić skąd właściwie dociera odtwarzany dźwięk.

Jak, w takim razie, stały się one słuchawkami dla entuzjastów? PEQ. Te trzy litery pojawiające się w możliwościach produktu dają użytkownikowi możliwość dostosowania brzmienia do swoich potrzeb, w sposób nieosiągalny dla konkurencji. Parametryczny equalizer pozwala na uzyskanie dowolnego stopnia pochylenia krzywej regresji pasma, a także dodanie półki basowej spójnej z głośnością, na której słuchamy.
Chociaż sam w sobie PEQ jest możliwy do włączenia w tor audio w każdych słuchawkach, dzięki programom takim jak Equalizer APO, to tutaj zapisuje się on na słuchawkach. Warto zaznaczyć, że posiada on 10 filtrów oraz zakres gain od -12 do +12 dB. Można ustawić zarówno filtry typu peak, jak i shelf. Są to w pełni wystarczające możliwości, aby uzyskać praktycznie dowolne brzmienie jakie można by było chcieć uzyskać z naszych słuchawek.
Oczywiście uzyskanie takiego efektu to około 20 minut roboty (zakładając nieśpieszne tempo), ale jest to warte zachodu, bo ze słuchawek których brzmienie oscyluje w okolicach 2,5 można uzyskać 5 bez dodatkowych kosztów, a to bardzo uczciwa cena. (link do pomiarów i algorytmu do automatycznego doboru filtrów do EQ).
Niestety w tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu – po włączeniu ANC powstaje imbalans między kanałami, którego nie udało mi się usunąć różnymi metodami pomiarów, a także jest on słyszalny na uszach. Co za tym idzie nie jest to wada pomiaru, a także nie jest on powodowany algorytmem korygującym brzmienie do impedancji kanału słuchowego. Prawdę mówiąc nie jest on tragiczny, ale zauważenie go potrafi zirytować i nie do końca widzę też, jak może on powstawać.
Aktywna redukcja szumów
Chociaż podczas interakcji z GameBuds ciężko jest nie pomyśleć o słuchawkach firmy Jabra, to niestety ANC testowanego modelu wypada gorzej niż chociażby Elite 8 Active Gen 2. Jest ono zauważane i działa w pełni już od okolic 100 Hz. Niestety okazyjnie pojawia się stosunkowo słyszalny szum. Wydaje się on pojawiać jedynie przy włączaniu ANC w warunkach niskiego hałasu, włączając w to wyciąganie słuchawek z etui, które zostawione zostały w trybie ANC.

Nawet kiedy ANC działa bez szumów, to wypada ono blado na tle TWS-ów pokroju MotoBuds +, albo topowych propozycji firm Jabra, Huawei, Apple, czy też Samsung W zakresie 100-1000 Hz można spodziewać się wyciszenia w okolicach 22-23 dB, gdzie takie MotoBuds+ oferują około 30 dB mniej odgłosów otoczenia względem brak słuchawek w uszach.
Bateria
Producent GameBuds obiecuje 10 godzin odsłuchu na jednym ładowaniu, mi udało się osiągnąć 6 godzin w trybie 2.4 GHz z okolicami 30% baterii dalej dostępnej w słuchawkach. Niestety nie udało mi się przeprowadzić dłuższego testu, jednak nawet wspomniany wynik powinien być wystarczający dla większości użytkowników.
Aplikacja i sterowanie słuchawkami
Aplikacja na telefon pozwala na wybór trybu połączenia (BT/2.4 GHz), preset-u equalizera zależnego od trybu, aktywnej redukcji szumów oraz odsłuchu mikrofonu. Prawdziwa zabawa zaczyna się w aplikacji na komputer, gdzie dostajemy dostęp do pełnego, dziesięciopasmowego equalizera parametrycznego. Istotną wadą jest brak reakcji słuchawek na poziom głośności systemowej, pozostawiając użytkownika z suwakiem aplikacji oraz sterowaniem poziomiem każdej aplikacji z osobna.

Na szczęście poza kształtem GameBuds odziedziczyły także i sposób sterowania ze słuchawek Jabra. Na boku obudowy znajduje się przycisk, który chodzi z oporem wystarczającym, aby uniknąć przypadkowej aktywacji, ale jednocześnie działa na tyle lekko, że nie powoduje znaczącego przemieszczenia słuchawek wewnątrz ucha podczas aktywacji. Niestety dalej jest ono wystarczające do zmiany stanu czujnika umieszczenia słuchawek w uchu, dlatego też zalecam wyłączenie pauzowania muzyki przez wspomniany czujnik.
Mikrofon
GameBuds oferują mikrofon, który istnieje i to w zasadzie wszystko co można o nim powiedzieć. Wasi rozmówcy powinni zrozumieć Was bez problemu, jednak łatwo mi wyobrazić sobie ich radość kiedy zmienicie mikrofon na coś poza słuchawkami. Niestety tak to już wygląda z TWS-ami i ciężko wymagać czegoś więcej od tak źle umieszczonego mikrofonu.
Nie oznacza to jednak, że jest to nieprzydatny element wyposażenia GameBuds-ów. Obecność odsłuchu mikrofonu pozwala na znaczące obniżenie głośności naszego głosu oraz zwiększenie wygody podczas rozmowy – nawet przez zewnętrzny mikrofon. Osobiście korzystałem z tej funkcji, ustawionej na średni poziom, za każdym razem kiedy używałem testowanych słuchawek podczas rozmów na Discordzie.
SteelSeries Arcits GameBuds – podsumowanie
GameBuds weszły na praktycznie pusty rynek i dostarczyły względnie kompetentny pakiet. Jeżeli chcecie mieć jedną parę słuchawek do wszystkiego, to w praktyce dokanałowe Arctisy nie mają konkurencji. Akceptowalne ANC – jest. Dobra wygoda jest – jest. Brak opóźnień – jest. Dobry dźwięk – nie ma, ale można go poprawić w sposób, który zapisuje się na samych słuchawkach.
Całościowo, testowane dzisiaj słuchawki, wypadają dobrze, jednak wymagają tych 30 minut na ustawienia po wyjęciu z pudełka. Wówczas dostajemy przyjemne słuchawki TWS, które są warte 300 zł oraz bardzo dobry headset za kolejne 400 zł.
Dziękujemy serdecznie firmie SteelSeries, która udostępniła sprzęt na testy.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?