Manba to ciekawy przykład producenta padów, który postawił na nietypowy koncept w modelu One. Zamiast tradycyjnego designu, wprowadził innowacyjne rozwiązanie, wyposażając kontroler w dwucalowy ekran. Niestety, pierwsza wersja tego modelu zmagała się z licznymi problemami wieku dziecięcego, co miało znaczący wpływ na jej ocenę. Producent jednak nie poddał się i zdecydował się naprawić błędy, prezentując nową wersję kontrolera, którą miałem okazję przetestować. Jakie są moje wnioski? Zachęcam do recenzji.
Opakowanie
Kontroler dostarczany jest w dość standardowym, ale estetycznym opakowaniu. Czarna obwoluta kartonu przedstawia ilustrację kontrolera odpowiadającą jego wersji kolorystycznej, natomiast z tyłu znajdziemy podstawową specyfikację oraz dane kontaktowe producenta. Choć opakowanie nie wyróżnia się niczym szczególnym, nie można też powiedzieć, że jest nieodpowiednie czy niewłaściwe.


Po otwarciu pudełka bez trudu można sięgnąć po Manba One oraz dedykowany dock. W zestawie znajdują się również adapter 2.4G, kabel USB-C, instrukcja obsługi oraz folia ochronna na ekran.
Specyfikacja kontrolera
- Layout: x-box
- Łączność: Wired, 2.4G, Bluetooth
- Kompatybilność: PC, Mobile, Nintendo Switch
- Złącza: USB-C, Stacji dokującej
- Analogi: K-Silver JH16
- Triggery: Hall Effect z trigger lockiem
- Przełączniki Mecha-tactile pod ABXY i D-Padem
- 4 dodatkowe przełączniki z tyłu
- Żyroskop: obecny
- Silniki wibracyjne: asymeryczne
- Polling Rate: 800Hz (?)
- Stacja dokująca: w zestawie
- Dostępne wersje kolorystyczne: Biała, Czarna*
- Dodatkowe informacje: Wyświetlacz o przekątnej 2″, demontowalny faceplate
- Cena: 70$
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta, informacji dostarczonych przez producenta i własnych obserwacji
* Jeśli ktoś by chciał inne wersje kolorystyczne i nie przeszkadza mu zauważalnie wyższa cena, to warto się zainteresować kontrolerem Beitong Kunpeng 50, będącym rebrandem tego kontrolera.
Wstępne odczucia
Do Manby One dołączono podstawowy przewód USB w czarnym kolorze, bez oplotu, o długości około 1 metra. Choć jego wykonanie jest proste, jakość jest wystarczająca, by spełniał swoje zadanie – zarówno ładowanie kontrolera, jak i przesyłanie danych przebiega bez problemów.

Dongle 2.4G dołączony do Manby One ma standardowy rozmiar – jest większy niż przeciętny adapter do klawiatury, ale mniejszy od tych dołączanych do kontrolerów, na przykład od Thunderobot. Spasowanie elementów jest w porządku, choć nie idealne. Na większych bokach umieszczono fakturę poprawiającą estetykę, co moim zdaniem jest zbędnym dodatkiem. Na górnej części dongla znajduje się dioda, która informuje o procesie parowania.





Stacja dokująca wyróżnia się ciekawym designem. Jest solidna i masywna, co w połączeniu z czterema ogumowanymi nóżkami zapewnia dobrą stabilność na biurku. Pomiędzy nóżkami znajduje się klapka umożliwiająca schowanie odbiornika. Niestety, stacja nie została wyposażona w dodatkowe złącze USB, do którego można by podłączyć odbiornik, co wymusza podłączenie stacji do osobnego portu USB. Na szczęście nie musi to być port komputera – można użyć zwykłej ładowarki USB, ponieważ stacja zużywa jedynie około 5 W podczas ładowania.
Warto zauważyć, że stacja nie korzysta z magnesów do przytrzymania kontrolera. Nie jest to jednak problemem, ponieważ kontroler leży na niej stabilnie. W trakcie testów jedynie raz zdarzyło mi się źle go odłożyć, co spowodowało przerwanie ładowania. Ciekawostką jest sygnał dźwiękowy emitowany przez stację po odłożeniu kontrolera – dźwięk ten przypomina odgłos starych kuchenek mikrofalowych. Z tyłu stacji znajduje się wgłębienie, w którym umieszczono złącze USB-C. Rozwiązanie to znacznie ułatwia estetyczne poprowadzenie przewodu na biurku.





Manba One to solidny i masywny kontroler, który wagą ustępuje jedynie najcięższym modelom w mojej kolekcji, takim jak Flydigi Apex 4 i Fantech Nova Pro WGP14v2. Plastiki użyte do jego wykonania są poprawnej jakości, choć nie dorównują materiałom premium. Niestety, liczne przetłoczenia i rowki na obudowie sprzyjają gromadzeniu się zabrudzeń, co może być problematyczne dla osób dbających o czystość urządzenia. Kontroler posiada magnetyczny, demontowalny faceplate, co pozwala na personalizację w przyszłości. Duże chwyty zostały pokryte nietypową i dość delikatną fakturą, która, w połączeniu z ich rozmiarem, znacząco poprawia komfort i pewność chwytu.
Na froncie Manby One znajdują się analogi K-Silver JH16, wyposażone w pierścienie zmniejszające tarcie, co zapewnia płynniejszy ruch. Niestety, gałki łatwo zbierają zabrudzenia z palców. Przełączniki pod przyciskami ABXY to jedna z najlepszych adaptacji przełączników Mecha-tactile, z krótszym pre-travel niż chociażby w Flydigi Apex 4. D-Pad, mimo poprawek, nadal ma dość niski skok, co sprawia, że jest przeciętny, choć w pełni funkcjonalny. Przyciski start i back znajdują się na dole kontrolera, co może być uciążliwe dla osób przyzwyczajonych do padów Microsoftu.
Triggery w modelu One są zaskakująco małe, niemal wielkości mojego palca, i mają dość niski skok. Mimo to, sprężyna oferuje przyjemny opór, co sprawia, że ich użytkowanie jest komfortowe. Na plus zasługuje także funkcja trigger lock. Choć nie osiąga poziomu Trigger Locku w Flydigi z Vader 3 Pro i 4 Pro, gdzie użyto przełączników mechanicznych, tutaj zastosowano stopery, które ograniczają skok triggerów.
Bumpery Manby One są dobrze wykonane, oferują niski skok i lekko pracują. Niestety, w moim egzemplarzu nieco bardziej bujają się na boki. Choć w trakcie gry może to nie być zauważalne, postanowiłem o tym wspomnieć.
Na tyle Manby One, oprócz przełączników do trigger locka, znajdują się cztery dodatkowe przełączniki oraz włącznik, który działa bez zarzutów i spełnia swoje zadanie. Łopatki, z kolei, są jednymi z najlepszych, z jakimi miałem do czynienia – można je łatwo nacisnąć jednym palcem z każdej strony.
Co tam w środku?




Po zdjęciu faceplate i odkręceniu 7 śrubek na froncie oraz dwóch małych na tyle, możemy dostać się do wnętrza kontrolera. Po wypięciu tasiemki łączącej PCB, na której znajdują się przełączniki tylnych bumperów, ukazuje się główna płytka z dość dużą baterią, a pod nią kolejna płytka z przełącznikami bumperów oraz sterownikiem wyświetlacza. Jakość samych płytek jest bardzo przyzwoita, choć czasami można zauważyć pozostałości topnika.
A jak na testach syntetycznych?
Input latency przełączników Manby One jest zdecydowanie na poziomie, który można uznać za bardzo dobry. Latencja wynosząca około 6 ms przy połączeniu przewodowym, 15 ms przy 2.4G w trybie Xinput i 20 ms w trybie Switch mode to wyniki, które nie budzą zastrzeżeń. Nawet 20 ms po BT to całkiem przyzwoity wynik. Polling rate również zgadza się z deklaracjami producenta, osiągając blisko 800 Hz przy połączeniu przewodowym. Przy 2.4G kontroler oferuje około 200 Hz, co jest wystarczającym wynikiem, a Bluetooth zaskakuje osiągając 150 Hz, co również można uznać za dobry rezultat.

Problemy zaczynają się pojawiać przy input latency analogów. Przewodowo wynik jest niemal perfekcyjny, z minimalną różnicą między analogami a przełącznikami. Gorzej sytuacja wygląda w przypadku Switch mode po 2.4G i BT, gdzie różnica wynosi od 4 do 7 ms. Największym rozczarowaniem jest jednak Xinput po 2.4G, gdzie Manba One osiąga średnio 35 ms, co stanowi prawie 20 ms różnicy między analogami a przełącznikami. Choć wynik ten jest katastrofalny, to jednak Jittering i ogólna stabilność są na dobrym poziomie, co sprawia, że nie stanowi to dużego problemu. Na szczęście producent zapowiedział, że poprawka firmware uwzględni tę kwestię.

Jeśli chodzi o jakość kalibracji, muszę mocno pochwalić producenta. Krzywe analogów są niemal idealnie liniowe (oczywiście, pod warunkiem, że ich nie przestawimy). Wewnętrzna martwa strefa może być całkowicie usunięta, a zewnętrzna jest przyjemnie niska. Circularity error jest wzorowy, poniżej 0.1%. Analogi też mają bardzo dobrą rozdzielczość, wynoszącą od 800 do 2000 pozycji, w zależności od rodzaju połączenia. Na koniec, pattern analoga jest niemal perfekcyjny, zbliżony do okręgu i minimalną asymetrycznością.
Czas pracy na baterii był jedną z rzeczy, których najbardziej obawiałem się w przypadku Manby One, zwłaszcza z uwagi na wyświetlacz IPS i podświetlenie RGB. Okazało się jednak, że producent zrekompensował to dużą baterią 1800 mAh. Podczas długich sesji gamingowych (3-4 godziny) z włączonym wyświetlaczem i RGB, bateria nie sprawiała problemu, a po skończonej grze wciąż miałem ponad 50% naładowania. Maksymalny czas pracy, jaki udało mi się osiągnąć, to około 12 godzin, co jest świetnym wynikiem. Czas ładowania baterii również wypada dobrze – naładowanie od około 20% do pełna przez stację dokującą zajmuje około 1,5 godziny.
Software? Komu to potrzebne?
Kwestia oprogramowania Manby One jest dość interesująca. W praktyce, można powiedzieć, że nie otrzymujemy tradycyjnego softu, ponieważ jego rolę w dużej mierze pełni dwucalowy wyświetlacz. Choć nie zastępuje on w pełni funkcji pełnoprawnego oprogramowania, umożliwia jednak przejrzystą i świadomą konfigurację, obejmującą m.in. macro, żyroskop czy krzywe analogów. Mamy także możliwość personalizacji podświetlenia, jasności wyświetlacza i siły wibracji. Jedyną zauważalną wadą, na którą zwróciło uwagę wiele osób, jest brak opcji ustawienia własnego obrazka lub GIF-a na ekranie, jak w przypadku Flydigi Apex 4. Niemniej jednak, ekran stał się dla mnie czymś, na co przestałem zwracać uwagę po kilku dniach, o ile nie musiałem nic konfigurować, ponieważ nie interesowałem się tym, co na nim było wyświetlane.
Odczucia płynące z użytkowania
Manba One pod względem codziennego użytkowania to ciekawy kontroler. W mniej dynamicznych grach sprawdza się bezproblemowo, a w bardziej dynamicznych – choć nieco gorzej – nadal dobrze. Czasem te 35 ms input lag na analogach po 2.4G potrafiły wpłynąć na precyzyjność, np. przy wykonywaniu uniku, jednak nigdy nie odczułem potrzeby przełączania się na połączenie przewodowe. Dodatkowo, osobiście nie jestem fanem D-Pada, który mógłby mieć wyższy i bardziej wyczuwalny skok. Mimo to, w ogólnym rozrachunku, kontroler wypada dość dobrze.
Podsumowanie Manba One
Początkowo, gdy odkryłem Manba One, miałem wrażenie, że będzie to kolejny gadżet z ekranikiem, który nie zaoferuje nic więcej poza estetyką, a reszta będzie po prostu przeciętna. Jednak muszę przyznać, że kontroler bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Oczywiście, nie jest to produkt wolny od wad – mamy problem z input latency analogów po 2.4G oraz dość przeciętny D-Pad. Niemniej jednak, te wady nie dyskwalifikują tego kontrolera, zwłaszcza że producent zapowiedział poprawkę oprogramowania. Manba One oferuje bardzo dobrze skalibrowane analogi, przyzwoite input latency (z wyjątkiem wspomnianych trudności), świetne triggery, przyjemne tylne przełączniki i, jako wisienkę na torcie, chyba najlepszą adaptację przełączników Mecha-tactile, z jaką się spotkałem. Na dodatek, nie można zapomnieć o świetnie wykonanej stacji dokującej.
Czy Manba One jest kontrolerem godnym polecenia? Myślę, że tak, choć trzeba przyznać, że w tej cenie brakuje wielu, zwłaszcza po wycofaniu Flydigi Vadera 3 Pro. Jedyną dostępną alternatywą w tej kategorii cenowej jest Vader 4 Pro. Jeśli jednak ktoś szuka kontrolera dedykowanego do esportu, lepszym wyborem będzie BigBig Won Blitz 2. Dla osób, którym dodatkowe łopatki nie są kluczowe, ale potrzebują docka, świetnym rozwiązaniem będzie Gamesir Cyclone 2. Jednak jeśli żadne z powyższych kontrolerów nie spełniają oczekiwań, Manba One będzie bardzo przyjemnym wyborem.

Recenzja jest możliwa dzięki firmie Manba.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?