W świecie słuchawek dokanałowych nowe marki wyrastają jak grzyby po deszczu. AFUL MagicOne to sprzęt, którego twórcy zawitali na rynek w roku 2018, a swój pierwszy globalny produkt wydali w 2022 roku. Zastosowany w nich przetwornik, czyli Balanced Armature, w teorii nie nadaje się do zastosowania jako pojedyncze źródło dla całego pasma. Dlatego właśnie IEM-y te oferują jedynie 1 BA na stronę. Szalone? Tak. Ambitne? Oczywiście. Skazane na porażkę? O tym nieco później.
Opakowanie i jego zawartość
W zestawie z MagicOne dostajemy sześć par gumek – trzy rozmiary i dwa kolory (wydają się być jednakowe z perspektywy budowy), przewód oraz etui. Pudełko do przechowywania słuchawek jest wykonane z metalu, a w środku pokryte tkaniną i gumą, więc sprzęt jest chroniony przed zarysowaniami i upadkiem – należy jednak wspomnieć o tym, iż jest to najprawdopodobniej produkt, który można kupić na aliexpress. Przewód jest dobrze wykonany, ale też stosunkowo ciężki, więc daje o sobie znać w trakcie użytkowania.

Wykonanie i wygoda
MagicOne wyprodukowano w technologii druku 3D, czego skutki zobaczyć można wewnątrz komory rezonansowej. Z zewnątrz jednak są idealnie gładką bryłą. Podejrzewam, że faceplate z grafiką wykonany został osobno, ale jego połączenie z resztą słuchawki jest niewyczuwalne.


Kształt połączony z względnie małą dyszą, o średnicy około 5,55 mm, powoduje, że słuchawki dobrze układają się w uchu, nie powodując bólu. Nie jest to poziom słuchawek customowych, ale nie powinny zniechęcać do siebie komfortem użytkowania.
Brzmienie
Na wstępie chciałbym podziękować dwóm osobom: Kr0mka oraz Listener. Bez ich pomocy nie uzyskałbym krzywych z kompensacją impedancji akustycznej, które umożliwiły mi lepszą ocenę słuchawek dokanałowych na moim 711.
Zacznijmy od największego problemu MagicOne, którym jest użycie pojedynczego BA. Sam w sobie przetwornik daje radę pokryć słyszalne pasmo, jednak jego pochodzenie staje się problemem w przypadku korzystania z wyjść o dużej impedancji wyjściowej (z-out). Kłopot ten da się rozwiązać DAC-iem za 40 zł w postaci CX31993, jednak nie zawsze decydujemy o tym, gdzie wpinamy swoje monitory douszne, więc warto pamiętać, że możemy zostać zaskoczeni mocniejszym dołem pasma oraz ostrą górą.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w uszy podczas odsłuchu MagicOne, jest podbity dół. Niestety, nie jest to podbicie charakterystyczne dla poprawnie poprowadzonego pasma, gdyż ma ono miejsce w okolicach 150-200 Hz. Powoduje to, że bas pozbawiony jest uderzenia i masy, a także nie jest punktowy oraz zdaje się rozlewać. Na szczęście podbicie to kończy się na 250 Hz, nie wlewając się na średnicę.
Środek pasma jest zdecydowanie najlepszą częścią MagicOne. Jedyne, do czego można się w jego przypadku przyczepić, to przesunięcie szczytu eargain z 2700-3000 Hz na okolice 4000 Hz. Powoduje to, że słuchawki brzmią nie do końca naturalnie. Na dodatek góra pasma jest podbita, co odciąża muzykę, którą na nich słuchamy, na szczęście jest to raczej jednolite podbicie, więc nie uświadczymy nieujednoliconego wybrzmiewania choćby talerzy perkusyjnych.

Całościowo MagicOne nie brzmią źle, ale brakuje im wykończenia, które pozwalałoby im na bycie alternatywą dla tańszych od nich Truthear Hexa.
Podsumowanie – AFUL MagicOne
Odnoszę wrażenie, że MagicOne zaprojektowane zostały nie jako sprzęt opłacalny, a jako ciekawostka dla fanów audio, bo w tej właśnie roli sprawdzają się najlepiej. Jeżeli macie już swoje idealne słuchawki i szukacie czegoś, czym można by zanudzić znajomych, a rezonator Helmholtza zajmujący 1/3 słuchawek oraz użycie przetwornika, który nie pasuje do takiego zastosowania jest czymś, co wam się podoba (mi się podoba), to warto rozważyć recenzowane IEM-y – brzmią na tyle dobrze, by używanie ich od czasu do czasu nie było katorgą, a z perspektywy technicznej są dalekie od czegoś zwyczajnego, pospolitego. Jeśli jednak rozważacie MagicOne jako swój daily driver… cóż, poszukałbym jednak gdzieś indziej.
Słuchawki do testów udostępnił sklep HiFiGO.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?