Truthear to firma, której nie trzeba przedstawiać osobom zainteresowanym rynkiem monitorów dokanałowych. Nie ma ona wieloletniej historii, ponieważ ich pierwszym produktem audio były Zero, wydane w lipcu 2022 roku. Jednakże firma stała się stałym elementem wiadomości, w których wymieniane są modele o bardzo dobrym stosunku ceny do jakości. Recenzowane dzisiaj Truthear Gate są następcami modelu Hola, który stał się małą legendą. Czy nowy model jest godnym następcą?
Opakowanie i zawartość
W zestawie z modelem Gate otrzymujemy pokrowiec oraz sześć kompletów nakładek. Są to trzy rozmiary, dostępne w wersjach z szerokim i wąskim kanałem, co pozwala na lepsze dostosowanie rezonansów do waszego kanału słuchowego. Jeśli wiecie, o czym mówię, z pewnością docenicie taką możliwość. Jeśli nie, warto mimo wszystko wypróbować różne szerokości, ze względu na wygodę.
Przewód znajdujący się w zestawie jest jednym z przyjemniejszych, z jakimi miałem do czynienia. Choć nie dorównuje on swoim odpowiednikom z modeli Hexa lub Zero/Zero:RED, w tym budżecie nie ma na co narzekać.
Wykonanie i wygoda
Truthear Gate mają konstrukcję, która jest bliską kopią tej z modelu Hola. Jednak zamiast przyjemnej w dotyku żywicy, są wykonane ze zwykłego odlewu, a faceplate zamiast z metalu jest wykonany z przezroczystego plastiku. Dodatkowym problemem jest duży otwór prowadzący do wnętrza IEM-a, który staje się widoczny po odłączeniu przewodu. Zmiana materiału na błyszczący spowodowała, że słuchawki wręcz magnetycznie przyciągają wszelkie rysy, co znacząco pogarsza ich wygląd już po krótkim użytkowaniu.


Bliskie pokrewieństwo z poprzednikiem ma także swoje zalety, takie jak bardzo udany kształt oraz mały rozmiar. Są to zdecydowanie najwygodniejsze słuchawki od Truthear, a także jedne z najwygodniejszych IEM-ów, jakie miałem w uszach. Nie męczą przy dłuższym odsłuchu, a płytki profil pozwala na schowanie ich za tragusem (tym odstającym „dzynksem” z przodu małżowiny, na wlocie do kanału słuchowego) i uniknięcie zakłóceń spowodowanych wiatrem.
Brzmienie
Truthear Gate są słuchawkami, których brzmienie mnie zastanawia. Jest ono solidne, jednak zauważalnie jaśniejsze niż w przypadku Hola i konkurencji, a także odbiega od tego, co ja (i całkiem sporo innych osób) nazwałbym idealnym brzmieniem, czyli HRTF z pochyleniem na poziomie -1 dB/oct. Celowo ominąłem określenia typu 5128 DF, JM-1 czy ISO 11904-1, ponieważ małżowina jest pomijana w dokanałówkach, co może wpływać na finalne dogranie pasma powyżej 5 kHz. Gate celują raczej w -0.5 dB/oct z podbiciem dołu na poziomie 6 dB.

Nie jest to jednoznaczna wada, jednak na tle poprzednika jest to brzmienie, które ma mniejszą szansę na bardzo dobre wpasowanie się w gust osoby słuchającej. Wiele utworów może brzmieć zbyt szorstko i ostro, ale nadal nie powinny sprawiać wrażenia czegoś nienaturalnego. Mogą wydawać się papierowe i lekko tanie w brzmieniu. To nie jest problem, który dotyczy konkurencji w podobnym przedziale cenowym. Zmiana udanego tuningu poprzednika jest dla mnie niezrozumiała – dlaczego zamiast go dopracować, postanowiono go zmienić? Jest to szczególnie zastanawiające, jeśli weźmiemy pod uwagę, że przetworniki w obu modelach są najprawdopodobniej takie same. Identyczna krzywa impedancji oraz podobne rezonanse w górnym paśmie sugerują, że użyto tego samego przetwornika, jedynie wyposażonego w inne filtry akustyczne.
Dużą zaletą modelu Gate jest ich impedancja, która jest stosunkowo wysoka jak na słuchawki dokanałowe, oraz przyzwoite tłumienie rezonansu, które razem dają dużą odporność na nawet najgorsze źródła – pod warunkiem, że nie szumią. Czynnik tłumienia nie powinien spędzać snu z powiek posiadaczom Truthear Gate.

Podsumowanie – Truthear Gate
Na rynku nie brakuje tanich słuchawek, które powalają brzmieniem. Jeszcze w zeszłym roku, do 100 zł królowały Hola, do 250 zł Zero:RED, a powyżej Hexa pojawiały się niczym biały płomień tańczący na kurhanach ich wrogów, oferując brzmienie praktycznie referencyjne i nadając się do wykorzystania jako punkt odniesienia przy realizacji dźwięku. Jak widać, chyba nie ma innej marki, której kibicowałbym bardziej niż Truthear, ale Gate to nie to. Jeżeli szukacie tanich słuchawek, które są warte uwagi, najpierw rozważyłbym 7Hz Zero:2 lub Tangzu Wan’er, a dopiero w przypadku problemów z wygodą zastanowił się nad Gate. To nie są złe słuchawki, ale od czasów Chu rynek tanich IEM-ów nie daje marginesu błędu.
Słuchawki zostały dostarczone do testów przez Truthear
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?