Astro A50x na nowo ukierunkowują schemat, jakim podąża pod-marka Logitech G, segmentu headsetów dla graczy konsolowych (i nie tylko). Konstrukcja jest dobrze znana z popularnego modelu A50, lecz dopiero najnowszy model staje w szranki z topowymi konstrukcjami. Producent zastosował stację dokującą, która może się połączyć z komputerem, konsolą XBOX oraz PlayStation jednocześnie.
Dotychczas najdroższym headsetem bezprzewodowym, a zarazem najlepszym dostępnym na rynku, był model Maxwell producenta Audeze. Astro A50x podnoszą poprzeczkę, gdyż ich cena wynosi 1.750 złotych. Czy Logitech G wraz z Astro podniosło rękawicę i przebiło możliwości Audeze? Tego dowiecie się, przeczytawszy dzisiejszy materiał.
Specyfikacja Astro A50 X
| Typ noszenia | wokółuszne |
| Przetwornik | Grafenowe Pro-G 40 mm |
| Mikrofon | wielokierunkowy |
| Łączność | LIGHTSPEED 24-bit / 48 kHz, Bluetooth |
| Bateria | do 24 godzin, stacja dokująca |
| Waga | 363 g |
| Inne | HDMI 2.1 PASSTHRU o przepustowości 40 Gb/s, automatyczny tryb niskiego opóźnienia (ALLM), Variable Refresh Rate (VRR), Dolby Atmos + Windows Sonic, |
| Gwarancja | 2 lata |
| Cena | 1699-1749 zł |
Opakowanie i jego zawartość
Astro A50x przychodzą do nas w pudełku o rozpoznawalnej kolorystyce. W jego wnętrzu znaleźć możemy instrukcję obsługi, listę informacji, w tym te o aktywacji Dolby Atmos, dwa kable do połączenia urządzenia z komputerem bądź konsolą, zasilacz do stacji dokującej wraz z kablem i przejściówkami, których używamy zależnie od posiadanego typu gniazdka, oraz oczywiście sam produkt. Zabrakło niestety przewodu HDMI 2.1 do połączenia stacji z konsolą.



Jakość wykonania
Astro A50x zostały wykonane z tworzywa sztucznego, które jest przyjemne w dotyku. Ogólnie headset sprawia wrażenie solidnego. Jest tak głównie za sprawą jakości użytego tworzywa – ten materiał nie tylko wygląda, ale jest bardzo dobry. Matowe wykończenie czyni odciski palców niewidocznymi, co sprzyja estetyce – w przypadku czarnej wersji kolorystycznej będzie to mało duże znaczenie.
Prowadnice zostały wykonane z topowej jakości aluminium. Chodzą gładko, nie mają odgórnie nakreślonych poziomów wysunięcia, co pozwala dokładniej ułożyć headset na głowie. Nie ma tutaj mowy o przypadkowej zmianie rozstawu muszli. Pady oraz gąbka pałąka ubrano w miękką, przyjemną w dotyku tkaninę. W nadchodzących gorących dniach będzie to dla nas wybawieniem, ekoskóra wykorzystywana przez 90% rynku byłaby nie do zniesienia. Gąbka oddzielająca nasze uszy od przetwornika jest na stałe przymocowana do muszli, czego nie można powiedzieć o padach. Te są zamontowane na kawałku plastiku, który trzyma się za pomocą magnesów w konstrukcji muszli.

Dodatkowym aspektem, który niestety jest minusem, jest biały szum, towarzyszący nam przez cały okres używania słuchawek. Nie jest on przesadnie głośny, bo w trakcie słuchania muzyki czy podczas rozgrywki go zwyczajnie nie słychać, ponadto zmienia się on wraz z głośnością słuchawek – jest to jakieś rozwiązanie, niemniej jednak bywa irytujące.
Komfort użytkowania i łączność
Astro A50x, pomimo wagi, której niedaleko do 400 gramów, na głowie leżą przyjemnie. Obicie gąbek i pałąka tkaniną jest świetnym rozwiązaniem, gdyż oprócz zwiększonego komfortu użytkowania, z uwagi na bardziej przyjazny dla skóry materiał, są one bardzo miękkie. Dzięki temu waga produktu nie jest tak odczuwalna, jak np. w przypadku Kraken V3 Pro, których także miałem okazję używać i w których przypadku faktycznie jest to problem. Jedyne, czego mi tutaj brakuje, to rozdzielenie pośrodku poduszki pałąka, ale i tak z jego wygodą jest nieźle. Przyjemnym dodatkiem, który obecnie jest ciężko spotkać, są obrotowe muszle. Te obracają się o około 100 stopni, więc o dopasowanie headsetu do naszej głowy nie musimy się kompletnie martwić.

Headset łączy się za pomocą modułu Bluetooth bądź technologii Lightspeed, obsługiwanej przez stację dokującą. Następnie Astro komunikują się z konsolą lub komputerem (oraz telefonem w przypadku połączenia Bluetooth). Jest to trochę upierdliwe, bo nie mamy możliwości wypięcia dongle 2.4 GHz ze stacji dokującej, spakowania sprzętu i pójścia np. do znajomych w celu utworzenia LAN Party. Wiem, że obecnie rzadko się tak robi, mimo wszystko przyjemnie by było, gdybym z laptopem mógł pójść do innego pokoju i podłączyć headset bezpośrednio poprzez taki dongle.

Przełączanie się między podłączonymi urządzeniami jest absolutnie bezproblemowe. Odpowiada za nie dedykowany przycisk, znajdujący się pod przełącznikiem włączania Astro. Logitech G nie przyoszczędziło także na rolce do zmiany głośności z wyczuwalnym skokiem (headset posiada własny poziom głośności). Pomiędzy nimi znalazło się miejsce na dodatkowy przycisk odpowiadający za połączenie Bluetooth. Do lewej muszli przymocowano na stałe mikrofon, który wyciszenie sygnalizuje delikatnym zatrzaskiem, kiedy przekręcimy go do góry.

Aplikacja



Logitech G Hub to wszystkim dobrze znana aplikacja. Poza aktualizacją firmware, zmianą nazwy urządzenia oraz opcją chatmix, headset oferuje zmianę ustawień trasowania. Nie zapominajmy też o możliwości doboru ustawień mikrofonu. Nowością natomiast, szczególnie dla mnie, jest dostęp do zaawansowanego parametrycznego korektora. Co prawda jest to jedynie 10 suwaków, jednak w zupełności wystarczą one do dokładnej korekty produktu, na podstawie odpowiednich pomiarów, rzecz jasna (których przykład zobaczycie nieco niżej).


Bateria
Astro A50x to bezprzewodowy headset, więc siłą rzeczy bateria musiała się w nich znaleźć. Producent umieścił tutaj ogniwo, które w teorii wytrzymuje 24 godziny na jednym ładowaniu. Jak jest w praktyce? W praktyce nie będziemy nawet tego odczuwać, bowiem za każdym razem, gdy kończycie rozgrywkę bądź idziecie spać, headset odstawiacie na stację dokującą.

Nie wiem, jak wytrzymałe jest ogniwo i czy po naładowaniu do 100% headset pobiera jeszcze prąd, lecz odstawianie go do stacji było czystym odruchem. W gruncie rzeczy, po odłączeniu headsetu od stacji i korzystaniu z niego od 4 do 7 godzin dziennie, bateria wymagała doładowania po okresie maksymalnie 6 dni. Wynik jest więc jak najbardziej w porządku. Stacja dokująca posiada indykator naładowania baterii, dzięki któremu zawsze wiemy, czy nasz sprzęt jest już w pełni gotowy do pracy, czy też potrzebuje jeszcze nieco czasu.
Mikrofon
Astro A50x, jak przystało na headset, ma wbudowany mikrofon. Jest on przymocowany do pałąka i nie da się go ściągnąć. Wyciszenie odbywa się poprzez schowanie go do góry i jest informowane delikatnym zatrzaskiem. Chyba po raz pierwszy przyszło mi pracować z tak dobrze brzmiącym mikrofonem w headsecie. Z pomiarów rtings wynika, że brakuje mu nieco niskich częstotliwości, lecz pozwolę wam go ocenić osobiście, gdyż moje zdanie nie ma tutaj większego znaczenia. Posłuchajcie.
Brzmienie
„Crème de la crème”, czyli to, co najważniejsze w przypadku słuchawek – brzmienie. Jak wspomniałem na wstępie, Logitech G nowym modelem pod-marki Astro na nowo ukierunkowują schemat działania producenta. Miejmy tylko nadzieję, że tak pozostanie, bo Astro A50x wyróżniają się pod względem brzmienia na tle innych modeli producenta, pozytywnie, rzecz jasna.

Brzmienie Astro A50x co prawda nie jest pozbawione wad, ale wygląda całkiem przyzwoicie. Wysoki bas wraz z niską średnicą wyglądają obiecująco. Nieco gorzej jest z niskim basem, z uwagi na wycofanie 20-35 Hz. Nie jest to najważniejszy element brzmienia, lecz doprowadzenie tego elementu do ładu i tak jest niezwykle ważne. Tak czy siak, obecnie jest dobrze. Przez spadek najniższych częstotliwości ucieka nam nieco głębi i przestrzeni z basów. Cała reszta jest dostrojona z należytą przyzwoitością, przez co męski wokal nie będzie się „wywyższał”. Również nie uświadczymy tutaj niechcianego efektu przytłumionego brzmienia, które nie jest akceptowalne w słuchawkach.
Idąc dalej, napotykamy nieszczęsne podbicie przed początkiem eargainu, które potrafi spowodować szorstkość oraz „nosowość” brzmienia. Niekiedy dostrzec możemy także płaskość wokali. Nie jest to drastyczne, lecz do wyłapania. Dalej mamy niestety często spotykany spadek częstotliwości 3-6 kHz. Na szczęście nie jest to typowa wyrwa, która sprawia, że brzmienie jest bardzo nienaturalne i pozbawione detali – te są delikatnie „przymrużone”, gitary potrafią zejść na dalszy plan, a talerze i perkusja powiedzą „tutaj jestem”, ale tragedii nie ma. Słuchawki natomiast nie mają większych problemów z pasmem treble oraz sceną.
Opis brzmienia mamy za sobą, a jak słuchawki spisują się w grach? No cóż, szeroka scena i dobre pozycjonowanie będą tutaj górowały w grach competetive. Przewagę daje fakt, że headset jest dostrojony przyzwoicie na każdej płaszczyźnie, co pozwoli nam się również cieszyć podczas ogrywania tytułów singleplayer. Spędzanie czasu przy „Wiedźminie 3”, „Cyberpunku” czy starszych częściach „Need For Speed” było czystą przyjemnością. Podobne odczucia płynęły z pokonywania wrogów w „Valorant”.
Podsumowanie Astro A50x
„Jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili” – takie słowa cisną się na usta, gdy widzę, że kolejny producent idzie w dobrą stronę. Oczywiście, pewne zgrzyty musiały się pojawić, w końcu nic nie jest idealne.
Mimo to widać ogromny przeskok jakościowy względem poprzednich modeli. Nie tylko w kwestii jakości wykonania, ale całokształtu. Fantastyczny mikrofon, poprawione brzmienie, porządna jakość wykonania i możliwość połączenia słuchawek z wieloma urządzeniami to tylko niektóre z zalet tego produktu. Niestety, nie jest to sprzęt dla wszystkich, bowiem kwota, jaką przyjdzie nam za testowany dziś egzemplarz zapłacić, to 1749 złotych. Czy zasługuje on na miano najlepszego headsetu do gier? Z pewnością jest blisko, brakuje tu dosłownie małych udoskonaleń.
Czy warto kupić Astro A50x? Na pytanie, czy ten produkt jest wart prawie 2 tysiące złotych, odpowiedzcie sobie sami. Według mnie jest to porządny, ciekawy produkt, lecz nie dla wszystkich.
Dziękujemy firmie Logitech za udostępnienie sprzętu do recenzji.

Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?