Większość osób zapytana o markę BigBig Won pewnie by zrobiła wielkie oczy: co to za stwór? Nic w tym dziwnego, sam bym jeszcze pół roku temu tak zareagował. W naszym kraju, gdzie kontrolery oparte o tecnologię Hall Effect były, nieco niesłusznie (oba typy analogów mają swoje wady i zalety), uważane za szczyt techniki, na czele z propozycjami od GuliKit i 8BitDo, nie było miejsca na kontrolery oparte na topowych analogach typu Alps.
BigBig Won, celujące w e-sportowców, jest znane poza granicami naszego państwa z takich kontrolerów (tj. opartych o topowe Alpsy), wraz ze swoim modelem Rainbow 2 Pro. Jednak tym razem nie o nim, a o ich najmłodszym dziecku, czyli BigBig Won Gale Hall, pierwszym tego producenta opartym o analogi Hall Effect.
Opakowanie



Kontroler przychodzi do nas w schludnym, pomarańczowo-czarnym opakowaniu. Na jego froncie można znaleźć nadruk z renderem pada i podstawowe informacje – 1000 Hz wired polling rate, triggery Hall Effect, analogi Hall Effect, wzmianki o multiplatformowości i kompatybilnych platformach.
Na tyle zaś znajdziemy render tylnej części kontrolera, wraz z kolejną dawką przydatnych informacji, takich jak obecność w zestawie stacji dokującej, zastosowanie czterech remapowalnych przycisków tylnych, baterii 1000 mAh, 1000 Hz polling rate (znowu), opcji customizacji w aplikacji na PC i ustawienia 50-krokowego macro, jest także wspomniana roczna gwarancja, prawdopodobnie niemożliwa do wykorzystania.
Na lewym rogu znajdziemy wzmiankę o sześcioosiowym żyroskopie i opcjach połączenia przez 2.4 G, BT i po kablu.
Wewnątrz w nieco nieprzyjemnie pachnącej wytłoczce znajdziemy sam kontroler Gale Hall, stację dokującą i dongle 2.4 G, a pod nią również dodatkowe nakładki na analogi i instrukcję obsługi.
Specyfikacja kontrolera
- Layout „Xbox”
- Łączność 2.4 G / BT / wired
- Kompatybilność: PC, mobile, Nintendo Switch
- Złącza USB-C, złącze stacji dokującej
- Analogi Hall Effect K-Silver JH16
- Triggery Hall Effect
- Przełączniki membranowe pod ABXY i D-padem
- Przełączniki mechaniczne pod bumperami
- 4 dodatkowe przełączniki mechaniczne z tyłu
- Wbudowany żyroskop
- Dwa silniki wibracyjne, asymetryczne
- Bateria 1000 mAh
- Polling rate 125 Hz 2.4 G, BT i wired w Switch mode, 1 kHz wired Xinput mode
- Dostępne wersje kolorystyczne: czarna, biała
- Stacja dokująca: obecna w zestawie
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta.
Wstępne odczucia
Zaczynając od najmniej ważnej rzeczy, przewód USB-C, jak w przypadku większości kontrolerów, jest dość tandetny, bez oplotu. Ma około 1,5 metra długości i niestety mimo małej średnicy dość ciężko się układa. Jego złącza są przyzwoicie wykonane, nie widać większych nadlewów.
Dongle 2.4 G jest niski i szeroki. Ponadto wyprofilowano go tak, by pasował idealnie do dedykowanego złącza w stacji dokującej – prezentuje się w niej estetycznie. Na ściętym zakończeniu znajdziemy przycisk do parowania, a na stronie, na której znajduje się także logo producenta, zauważymy diodę informującą o parowaniu.




Stacja dokująca do Gale Hall w pierwszej kolejności skojarzyła mi się z tą od 8BitDo Ultimate w wersji z dockiem. Kontrolera nie trzyma żaden magnes, a bardziej leży on na niej. Niestety, powoduje to czasem problemy z łączeniem się ze stacją, ale jest to problem wszystkich tego typu stacji. Sama stacja wykonana jest z tworzywa podobnego do tego, z którego został zrobiony kontroler, a na dole jest ogumowana, co w teorii zapobiega przesuwaniu się jej po biurku – w teorii, bo w praktyce perfekcyjnie nie jest. Z tyłu posiada ona wspomniane wcześniej złącze USB na Dongle 2.4 G, a także złącze USB-C





Biorąc do ręki Gale Hall, poczułem coś, czego się w sumie można spodziewać po większości chińskich kontrolerów. Tworzywo sztuczne jest raczej tandetne, ale w swojej taniości próbuje udawać wysokiej jakości tworzywo. I jestem w stanie powiedzieć, że nawet się to udało, ale z jednym drobnym „ale” – plastik niestety jest bardzo nijaki i w moim przypadku trafia w tę mniej lubianą formę, która nie jest ani gładka ani szorstka, przez co musiałem spędzić dłuższą chwilę, aby się do tego przyzwyczaić.
Gripy mają tu nieszczególnie agresywny kształt, przez co w przypadku osób o większych rękach i z mocnym chwytem może być problematycze trzymanie tego kontrolera w rękach, ponieważ ten może się wyślizgiwać. Na samych gripach wyczujemy fakturę, która ma za zadanie poprawić chwyt. W mojej opinii ma ona nieco zbyt drobne i płytkie wypustki, jednak spełnia swoje zadanie jak należy i skutecznie poprawia chwyt.
Analogi w Gale Hall są tym samym, co w recenzowanym niedawno Machenike G5 Pro, z tym że w omawianym dziś kontrolerze POM ring jest nieco lepiej zrobiony i pracuje zdecydowanie ciszej, jeszcze bardziej redukując opory. Umieszczenie analogów jest jak najbardziej poprawne. Gałki są demontowalne, w zestawie dostajemy komplet dwóch krótszych i dwóch dłuższych. Ich zakończenia ogumowano przyjemnym tworzywem. Są one dość cienkie i mają całkiem nietypową fakturę.
Triggery są tu nieco mniejsze niż w wyżej wymienionym G5 Pro, mając przy tym nieco niższe skok i kąt natarcia. Przez to niestety tracimy nieco precyzji, ze względu na mniejszy zakres ruchu, jednak i tak nie jest źle pod tym względem. Mniejszy rozmiar zwiększa także opór miękkiej sprężyny, co precyzję z kolei poprawia.
Pracę bumperów określiłbym mianem bliskiej ideałowi. Te mają bardzo niski skok przez brak membrany, zupełnie tak, jak we wspomnianej pozycji od Machenike. Ponadto siła potrzebna do aktywacji bumperów w Gale Hall jest nieco mniejsza. Ich kształt powoduje również, że bardzo łatwo wcisnąć je pod każdym kątem.
Wszystkie przełączniki na froncie kontrolera, poza włącznikiem, przyciskami pod analogami i przełącznikiem trybów turbo, mapowania i nagrywania macro (dużo funkcji jak na jeden przycisk), są membranowe. Muszę powiedzieć, iż są to jedne z lepszych membran, z jakimi miałem styczność. Gdybym miał je porównać do przełączników w klawiaturze, byłyby to tactile’e, podczas gdy większość przełączników membranowych oferuje feeling bardziej zbliżony do przełączników typu clicky – również pod kątem akustycznym. Sam ich skok jest też bardzo niski, co powoduje, że łatwo na tym kontrolerze wykonywać szybkie inputy.
D-pad wykonano dobrze, pozbawiono go ostrych krawędzi. Bardzo łatwo można wcisnąć wszelkie kąty. W środku zaimplementowano piwot, który uniemożliwia wciśnięcie więcej niż dwóch kierunków na raz.
Przechodząc na tył, znajdziemy tam przycisk do parowania, styki do stacji dokującej i cztery dodatkowe przełączniki. Te ostatnie mają dość ciekawe umiejscowienie, z dwoma w gripach i dwoma bliżej środka obudowy. Bardzo podobne ustawienie możemy znaleźć w kontrolerach od Flydigi. Przy takim ułożeniu łopatki można bardzo łatwo obsługiwać dwoma palcami, po jednym na stronę. Same przyciski są niestety nieco za wysokie i mają wąską przerwę, przez co u osób z większymi palcami mogą powodować minimalny dyskomfort.
Same przełączniki wewnętrzne w mojej opinii mogłyby być skierowane w inną stronę, w celu zwiększenia wygody. Jeśli chodzi o feeling przełączników zastosowanych w nich, mają one dość niski i wyczuwalny skok. Nie jest on najbardziej satysfakcjonujący, jednak o wiele bardziej, niż w przypadku tych w G5 Pro, nawet po modyfikacjach. Niestety, nie znajdziemy tu przełącznika do zmiany trybów połączenia, a samo parowanie może być nieco uciążliwe, bowiem kontroler często się „zawiesza”.
Podróż do wnętrza pada


Po wykręceniu sześciu śrubek z tyłu Gale Hall i ostrożnym odbezpieczeniu czterech zatrzasków, jesteśmy w stanie zdjąć tylną część obudowy. Ukazują nam się pod nią triggery, bateria, silniki wibracyjne i tylne przełączniki. Po odklejeniu baterii i wykręceniu kolejnych śrubek, możemy wyjąć PCB. Na przodzie ukazują nam się gałki analoga, D-pad, którego nie da się zdemontować bez użycia lutownicy, a także membrany i przełączniki od bumperów. Te ostatnie mają dość nietypowe ułożenie, tak aby dało się zastosować dźwignię w bumperach, co zmniejsza siłę potrzebną do przełączenia go. Triggery są zamontowane na plastikowym elemencie, trzymającym się PCB na trzech zatrzaskach i mają metalowy pręcik, który uniemożliwia im wypadnięcie.
Niestety, mimo iż Gale Hall wywołał całkiem przyzwoite pierwsze wrażenie, muszę powiedzieć iż jego PCB nie powaliło mnie z nóg. Laminat jest bardzo miękki i rysuje się od samego patrzenia. Nie ratuje go też jakość lutowania, może zimnych lutów nie uświadczymy, tak samo krzywo wlutowanych elementów, ale niestety jest na nim sporo pozostałości topnika. Ostatnią rzeczą, o której muszę wspomnieć, jest… złącze baterii. Niestety, producent zastosował tu złącze typu SMD zamiast przewlekanego. Dodatkowo samo złącze jest bardzo małe i mocno trzyma wtyczkę, którą – przyznam się bez bicia – niechcący wyrwałem, próbując zdemontować baterię.
Na domiar złego, bez baterii ten kontroler jest praktycznie trupem, a że w moim wypadku doszło do wyrwania pada lutowniczego, przez co w celu naprawy musiałem się wlutować bezpośrednio baterią na PCB, na zdjęciach wygląda to tak a nie inaczej, za co przepraszam.
Testy syntetyczne
Pod kątem input latency i polling rate Gale Hall mnie zaskoczył. I pozytywnie, i negatywnie. Z pozytywnych rzeczy wymienić trzeba na pewno zarówno input latency, jak i polling rate w Xinput mode. Po kablu dostajemy tu piękne 6 ms avg. i 8 ms max w GPDL przy 870 Hz średniego odświeżania, a po BT całkiem przyzwoite 18 ms avg. i 25 ms max, przy 135 Hz polling rate. W przypadku 2.4 G input latency wypada bardzo podobnie do BT, ale osiagamy tu niższy polling rate o około 15 Hz, co oczywiście będzie nieodczuwalne.
Niestety, nie ma róży bez kolców i w Switch mode, jak input latency jest poprostu przeciętne, tak polling rate wygląda bardzo źle. Przewodowo mamy 16 ms avg. 22 ms max i 124 Hz, przy 2.4 G – 25 ms avg. i 35 ms max przy 124 Hz, zaś przy BT – 21 ms avg. i 31 ms max przy 70 Hz. Może i 2.4 G można wybaczyć, ponieważ polling rate po 2.4 G w Xinput mode wypada nieco lepiej, ale przewodowo i po BT wygląda to prostu słabo. Chociaż, jak podaje Gamepadla, input latency jest nieco losowe i raz potrafi wypadać lepiej, a raz gorzej, podobnie jak polling rate.
Co ważne, testy przeprowadzałem na firmware dongla v08, nie polecam instalować nowszego, ze względu na negatywny wpływ na input latency.

Przechodząc do analogów Gale Hall, mamy w nich w standardzie niewielką wewnętrzną martwą strefę (którą można zdjąć) i również niewielką zewnętrzną martwą strefę. Co ciekawe, producent zastosował tu algorytm, który pozwala zmniejszyć potrzebny wewnętrzny deadzone. Pod kątem centering performance’u kontroler wypada jak każdy inny na JH16. Około 3% wewnętrznej martwej strefy jest potrzebne, aby zabezpieczyć się przez stick driftem – najlepiej nie tykać tej z software’u. Rozdzielczość analoga w Xinput mode wynosi przyzwoite 250 pozycji, a w Switch mode – około 180 pozycji.
W analogach Gale Hall nie uświadczymy innych martwych stref niż te wymienione wcześniej. Nie występuje również drżenie analoga. Circularity test wypada tu wzorowo, mamy lekki overshoot, jednak błąd i w Xinput, i w Switch mode nie przekracza 3%. Pattern wewnętrznego circularity wypada tak, jak większość JH16 – daleko mu do okrągłego, ale na szczęście jest bardzo wycentrowany i dość symetryczny. Na szczęście też jest on taki sam i w Xinput i Switch mode.


Czas pracy na baterii Gale Hall jest przyzwoity, ale bez wodotrysków. Przy użytkowaniu w Xinput mode po 2.4 G pad wytrzymywał około 10 h. Czas ładowania jest również bardzo przyzwoity, okolice dwóch godzin przy poborze około 5 W ze złącza USB. Sprawę ułatwia stacja dokująca, na którą wystarczy odłożyć pada po skończonej rozgrywce, a ten zacznie się ładować z powrotem.
Software





Software do modelu Gale Hall jest zbiorowym programem dla wszystkich padów od BigBig Won, o nazwie BigBig Won Assistant. Działa ono całkiem przyjemnie i responsywnie, pozwala przemapować każdy przycisk, jak i utworzyć makra. Tak samo z martwymi strefami czy żyroskopem, z tym, że na triggerach mamy ustawioną z fabryki martwą strefę na początku, w granicach 5% i na końcu zaczynającą się od wartości 98% i osobiście uważam, że nie warto się tym bawić.
Sama kalibracja analogów i triggerów jest bajecznie prosta i dość szybka. Na ilość kalibracji, których dokonywałem, nigdy nie miałem problemu z powiększoną martwą strefą czy pokryciem analogu po niej. Powiem jeszcze o funkcji, na którą warto zwrócić uwagę, czyli update firmware’u dongla. Aby go dokonać, musimy mieć podpiętego dongla, ale kontroler musi być wyłączony. Czemu to mówię? Otóż najnowszy jego firmware znacząco poprawia input latency po 2.4 G.
Co do software, mam dwa mniejsze zastrzeżenia – brakuje mi w nim opcji ustawienia ciemnego motywu, bo jasnemu zdarza się wręcz wypalać oczy, nawet w dzień, a zakładki mogłyby być nieco bardziej intuicyjnie rozłożone. Oczywiście kontrolera można używać bez software’u, jedyne, czego nie polecam, to włączanie trybu Turbo z poziomu kontrolera, ponieważ nie da się go potem wyłączyć – jeśli nie ma się oprogramowania, rzecz jasna.
Odczucia z użytkowania
Użytkowanie BigBig Won Gale Hall to taka słodko gorzka sprawa. Z jednej strony, pod kątem hardware wypada bardzo fajnie, wszystkie elementy są na swoim miejscu i nie miałem wrażenia, że kontroler rozleci mi się w rękach, ale nie uważam, że wysoka rozdzielczość analoga czy cztery, bądź co bądź nie najlepiej rozmieszczone przełączniki dodatkowe, są aż tak dużą zaletą. Zwłaszcza, gdy wspomnimy o wadach Hall Effectów, jaką jest chociażby wymagana martwa strefa.
Oczywiście, nie chcę przez to powiedzieć, że jest to przekombinowany lub po prostu słaby kontroler. Użytkowanie go to była przyjemność, nawet mimo bardzo niskiego polling rate, a kontroler w czasie zwykłego użytkowania nie sprawiał żadnych problemów. Funkcje takie jak mapowanie przełączników działały dobrze. Jedyne, co mi nie odpowiadało, to środkowy przycisk, znajdujący się pod włącznikiem, odpowiadający za zrzut ekranu, który jest w mojej opinii nieco zbędny.
Stacja dokująca w tym padzie jest niestety raczej tylko bajerem. Swoje zadanie spełnia jak należy, ale obyłoby się bez niej. Liczę na to, że BigBig Won wypuści Gale Hall w wersji bez takowej stacji, tak jak zrobili to w przypadku wersji opartej o analogi Alps.
Podsumowanie BigBig Won Gale Hall
Nie jest to taka prosta sprawa. Z jednej strony Gale Hall oferuje poziom jak mało który kontroler, ciężko o pada w podobnej cenie, który zaoferuje podobny hardware w tej cenie – jedyne, na co można liczyć, to Flydigi Vader 3 Pro, jednak wtedy będziemy musieli się liczyć z brakiem stacji dokującej (z takową różnica w cenie wynosi ponad 150zł). Z drugiej strony słabą stroną tego kontrolera jest praktycznie bezsensowność opcji łączenia bezprzewodowo – fakt działa taki tryb połączenia, ale mam nieodparte wrażenie jakoby był on tu wciśnięty na siłę. Z minusów wypisać należy jeszcze średnio wykonane PCB.
Jednak bądź co bądź, jeśli ktoś poszukuje niedrogiego kontrolera wyposażonego w stację dokującą, to jestem skłonny polecić ten pad. Nawet jeśli ktoś takowej stacji nie potrzebuje, to może być to ciekawa propozycja, ponieważ stosunek ceny do tego, co oferuje czyni go praktycznie bezkonkurencyjnym.

Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?