Dzisiaj na mój testowy blat trafia bardzo ciekawy duet, który może sporo namieszać w głowach graczy szukających nowego sprzętu w niskiej cenie. Mowa oczywiście o Nubi NM1 oraz jego bliskim krewniaku z dopiskiem SE.

To nie lada gratka, bo rzadko kiedy mamy okazję położyć obok siebie dwa bliźniacze produkty i sprawdzić „na żywo”, czym tak naprawdę różnią się w praniu, poza samą ceną i kilkoma cyferkami na pudełku. Producent postanowił zaatakować rynek z dwóch stron jednocześnie, dając nam wybór, który na pierwszy rzut oka wcale nie jest taki oczywisty. Czy ta strategia ma sens? A może jednak jest to decyzja podwyższonego ryzyka? Tego, jak i wielu innych rzeczy, dowiecie się czytając tę recenzję!

tocSpis treści

    Specyfikacja

    • Typ produktu: mysz dla graczy
    • Łączność: 2,4 GHz, Bluetooth
    • Sensor: Pixart PAW3395 / PixArt PAW3311
    • Przełączniki główne: Huano Transparent Blue Shell Pink Dot / Huano Blue Shell White Dot
    • Waga: ok. 39 gramów
    • Gwarancja: 2 lata
    • Cena: ok. 159 / 99 złotych

    Kursywą oznaczono model NM1 SE

    Specyfikacja pochodzi ze strony producenta

    Opakowanie i jego zawartość

    Rozpocznijmy od tego, w czym nasz dzisiejszy duet do nas dociera. Opakowania obu modeli już na pierwszy rzut oka zdradzają, z jakim sprzętem mamy do czynienia. Producent postawił tu na sprawdzony, dość minimalistyczny design, który bardzo lubię, ale akurat nie w tym wydaniu… Rozumiem, że są to produkty budżetowe, lecz pudełka nie zachęcają do zakupu. Czy przeszkadza to „zwykłemu” użytkownikowi? Skądże, ale jako recenzent muszę o tym wspomnieć.

    W przypadku bazowego modelu Nubi NM1 dostajemy jasny, wpadający w delikatną szarość kartonik z estetycznym renderem białej myszki na froncie. Z kolei wersja SE uderza w nieco mroczniejsze tony – w pełni czarne pudełko z grafiką ciemnego gryzonia fajnie kontrastuje ze swoim bratem. Boki obu opakowań to czysta klasyka, znajdziemy tam jedynie proste napisy z nazwą modelu, co skutecznie potęguje wrażenie schludności i nie przytłacza niepotrzebnymi grafikami.

    Prawdziwa kopalnia wiedzy kryje się natomiast na rewersie kartoników. Odwracając pudełka, dostajemy czarno na białym podane wszystkie najważniejsze technikalia. To właśnie z tego miejsca dowiadujemy się od razu, co dokładnie napędza pełnoprawne Nubi NM1, a na jakie ustępstwa i kompromisy musimy pójść w przypadku tańszej wersji SE.

    Zastosowane z tyłu tabele są bardzo czytelne i błyskawicznie rzucają nam w oczy różnice w użytych sensorach (topowy PAW3395 kontra budżetowy PAW3311) czy samych przełącznikach głównych, dumnie potwierdzając jednocześnie niezwykle imponującą wagę obu konstrukcji, czyli zaledwie 39 gramów. Całość wypada naprawdę sensownie!

    Zajrzyjmy w końcu do środka, bo tutaj zaczyna się robić naprawdę ciekawie, a pod pewnymi względami nawet lekko absurdalnie. Po otwarciu pudełka z droższym modelem – Nubi NM1, wita nas dość prosty widok. W środku znajdziemy samą myszkę, klasyczną papierologię w postaci instrukcji obsługi oraz ładny, elastyczny przewód w oplocie z podpiętym adapterem na odbiornik. To by było na tyle. Krótko mówiąc – żadnych fajerwerków i absolutne minimum.

    Teraz otwieramy tańszą wersję SE. Czy czeka nas to samo? Błąd! Oprócz samej myszy, czarnego kabla z donglem i instrukcji, producent dorzuca nam tutaj dodatkowy arkusz malutkich, okrągłych ślizgaczy typu „dots” oraz cały zestaw wyciętych gripów antypoślizgowych. Tańsza, rzekomo budżetowa wersja sprzętu posiada bogatsze wyposażenie! To decyzja, która delikatnie wymyka się jakiejkolwiek logice, ale hej – jako klienci chyba nie powinniśmy narzekać na darmowe fanty…

    Żeby jednak nie było tak całkowicie kolorowo, muszę trochę ostudzić Wasz entuzjazm względem tych bonusów. Dołączone do Nubi NM1 SE gripy są naprawdę mocno przeciętne. W dotyku przypominają dość tanie, generyczne naklejki, które co prawda jakoś tam spełnią swoje zadanie i zapobiegną ślizganiu się palców, ale brakuje im sporo do jakości premium.

    Jakość wykonania i wygląd

    Muszę wam powiedzieć, że jakość wykonania obu myszek to absolutny top w tej półce cenowej i producent zasługuje tu na pochwałę. Zarówno bazowe Nubi NM1, jak i tańsza wersja SE, robią świetne pierwsze wrażenie i w ślepym teście zaryzykowałbym stwierdzenie, że są to konstrukcje droższe, niż są w rzeczywistości.

    Bryła jest zwarta, spasowanie poszczególnych elementów stoi na bardzo wysokim poziomie, a podczas mocniejszego ściskania boków absolutnie nic tu nie trzeszczy i nie wydaje z siebie niepożądanych dźwięków. To ogromny plus, bo przy tak piórkowej wadze nierzadko zdarzają się luzy czy uginanie plastiku, a tutaj odrobiono zadanie domowe po prostu wzorowo. Szukałem jakichkolwiek minusów i niedoróbek w kwestii samej budowy, ale o dziwo – po prostu ich nie zauważyłem.

    Jeśli chodzi o sam wygląd, postawiono tu na sprawdzony, niezwykle minimalistyczny design, który od razu przypadł mi do gustu. Zdecydowanie nie ma tu mowy o agresywnych, przekombinowanych kształtach czy krzykliwym podświetleniu. Bryły są bardzo proste, estetyczne i pozbawione zbędnych wodotrysków, co czyni je atrakcyjnymi wizualnie, jeżeli jest się osobą preferującą minimalizm. Zarówno czarne SE, jak i „zwykłe” NM1 w białej wersji kolorystycznej prezentują się na podkładce po prostu dobrze.

    Bardzo fajnym, subtelnym detalem, który zgrabnie przełamuje te monochromatyczne barwy, jest niewielki, srebrny napis z logotypem firmy, umiejscowiony tuż przy krawędzi lewego przycisku.

    Nubi NM1 wygląd

    Powierzchnia

    Powierzchnia, którą pokryto oba recenzowane gryzonie, jest w pełni matowa, a pod palcem charakteryzuje się niemal całkowicie niewyczuwalną teksturą. W praktyce i podczas dłuższego grania sprawdza się to naprawdę w porządku – dłoń nie ślizga się nadmiernie, a chwyt pozostaje odpowiednio stabilny nawet przy bardziej nerwowych ruchach i szybkich flickach na podkładce.

    Jednak to, czym seria Nubi NM1 u mnie zaplusowała, to kwestia codziennego utrzymania czystości. Zastosowana tu powłoka jestodporna na wszelkie zabrudzenia – zapomnijcie o irytującym łapaniu odcisków palców czy nieestetycznych smugach z potu po kilkugodzinnej, intensywnej sesji przed monitorem. W przypadku gryzoni o takiej fakturze wcale nie jest to oczywistym standardem, więc za ten aspekt należy się spory plus.

    Przyciski główne, boczne i scroll

    Pod głównymi przyciskami w pełnoprawnym modelu Nubi NM1 kryją się bardzo przyjemne przełączniki Huano Transparent Blue Shell Pink Dot. Z kolei wersja SE otrzymała wariant Huano Blue Shell White Dot. Mimo tych różnic na papierze, muszę przyznać, że w obu przypadkach switche sprawdzają się po prostu bardzo dobrze. Są solidnie zaimplementowane, niezwykle sprężyste i dość głośne, co daje satysfakcjonujący feedback. Niestety osobiście nie lubię aż tak głośnych przełączników…

    Co ważne dla purystów sprzętowych – irytujący pre oraz posttravel jest tutaj w zasadzie całkowicie nieodczuwalny, więc mamy pełną kontrolę nad kliknięciem.

    Jeśli chodzi o przyciski boczne, to zostały one naprawdę przyjemnie osadzone w obudowie. Muszę jednak uczciwie zaznaczyć, że osobiście nie jestem wielkim fanem aż tak mocno wklęsłych od boku konstrukcji – ale to już kwestia czysto indywidualnych preferencji, przyzwyczajeń i ułożenia kciuka. Sam klik jest przyjemny, a co najważniejsze (i wcale nie takie oczywiste nawet w dużo droższych myszkach) – niemal identyczny w obu przyciskach pod względem wydawanego dźwięku i oporu. Pod tym kątem bryła NM1 zdecydowanie dowozi temat i nie ma mowy o tanim grzechotaniu.

    Na koniec zostaje nam kółko przewijania. Każdy, kto miał w rękach legendarnego Logitech G Pro X Superlight, od razu poczuje się tutaj jak w domu, bo rolka zaimplementowana w Nubi NM1 jest do niego bardzo podobna wizualnie i w dotyku.

    W codziennym użytkowaniu Nubi NM1 sprawdza się dobrze, chociaż jeśli miałbym się do czegoś na siłę przyczepić, to sam przeskok poszczególnych stopni mógłby być odrobinę bardziej wyczuwalny pod palcem podczas szybkiego scrollowania. Zrekompensowano to jednak samym klikiem kółka, który jest bardzo intensywny, pewny i całkiem głośny, więc na pewno nie wciśniecie go przez przypadek.

    Łączność, ślizgacze i bateria

    Przejdźmy do kwestii łączności w Nubi NM1, bo tu mamy pełen pakiet. Do naszej dyspozycji oddano aż trzy tryby pracy – klasyczny po kablu, moduł Bluetooth oraz fale radiowe 2.4 GHz. Niezależnie od tego, co ostatecznie wybierzecie, każdy z nich działa po prostu bardzo dobrze i bezproblemowo. Podczas testów nie uświadczyłem żadnych niepożądanych lagów czy irytującego zrywania połączenia w samym środku meczu.

    Skoro mowa o graniu bez kabla, to płynnie przechodzimy do zasilania. Producent deklaruje, że bateria w obu modelach ma wytrzymywać do 40 godzin ciągłej zabawy. Nie jest to może rynkowy demon długodystansowości, ale to wynik jak najbardziej akceptowalny, który spokojnie wystarczy na kilka dobrych dni grania po pracy. W przypadku bazowego Nubi NM1, jak i tańszej wersji, czas pracy na jednym ładowaniu nie powinien być powodem do narzekań.

    Nubi NM1 ślizgacze

    Fabryczne ślizgacze są naprawdę fajnej jakości – określiłbym je z czystym sumieniem jako średnio szybkie, za to dające bardzo przyjemny i dość płynny ślizg na macie. Na osobną, dużą pochwałę ponownie zasługuje tutaj obecność dodatkowych, okrągłych „dotsów” dorzuconych do kartonika w tańszym wariancie SE. Biorąc te wszystkie elementy pod uwagę, mogę śmiało stwierdzić, że jak na tę półkę cenową, Nubi NM1 wypada po prostu bardzo dobrze i oferuje świetny stosunek ceny do jakości.

    Sensor i pomiary

    W przypadku bazowego modelu Nubi NM1 producent nie brał jeńców i zafundował nam topową jednostkę, czyli znany i uwielbiany przez graczy optyczny PixArt PAW3395. To układ, który wybacza wiele, ale sam nie popełnia absolutnie żadnych błędów. Granie na nim to po prostu czysta poezja, całkowicie pozbawiona jakichkolwiek niepożądanych zjawisk czy gubienia kursora.

    Z kolei pod maską tańszego brata, czyli wersji NM1 SE, drzemie nieco skromniejszy układ PixArt PAW3311. I tutaj pojawia się spore, bardzo pozytywne zaskoczenie dla portfela. Choć na papierze różnica w specyfikacji i maksymalnych osiągach jest oczywiście widoczna, to w realnym, codziennym użytkowaniu sprawdza się on po prostu solidnie. Jasne, zapaleni e-sportowcy na turniej o wielką stawkę pewnie wzięliby droższy wariant, ale podczas wieczornych, domowych sesji ten tańszy sensor wcale nie odstaje!

    Kształt i waga

    Przejdźmy do kwestii, która dla wielu graczy jest absolutnie kluczowa przy wyborze nowego sprzętu na biurko – mowa oczywiście o kształcie oraz samej wadze. Bryła zaprojektowana przez producenta jest niezwykle uniwersalna i bezpieczna, co sprawia, że mysz pewnie leży w dłoni już od pierwszych sekund po wyjęciu z pudełka.

    Kształt ten świetnie dogaduje się z niemal każdym popularnym gripem. Niezależnie od tego, czy na co dzień preferujecie klasyczny palm grip, czy nieco agresywniejszy claw grip, Nubi NM1 z pewnością sprosta waszym oczekiwaniom i zapewni odpowiednie, stabilne podparcie. Jest tu jednak jeden mały haczyk – ze względu na swoje gabaryty i specyfikę garbu, konstrukcja ta raczej średnio nada się do chwytu typu fingertip w przypadku użytkowników posiadających zauważalnie mniejsze dłonie.

    Teraz pora na prawdziwą bombę! Waga, jaką może pochwalić się bazowe Nubi NM1 oraz jego tańszy odpowiednik z dopiskiem SE, to oszałamiające i wręcz absurdalne 39 gramów! Szczerze mówiąc, tak niska masa w tak przystępnym, wręcz budżetowym segmencie jest czymś totalnie niespotykanym i robi na żywo kolosalne wrażenie. To wszystko umożliwia długie godziny wirtualnych zmagań bez najmniejszego uczucia zmęczenia nadgarstka.

    Oprogramowanie

    Jeśli spodziewacie się wodotrysków, nowoczesnych animacji i niesamowitego designu, to muszę was od razu sprowadzić na ziemię. Dedykowana aplikacja dla Nubi NM1 nie grzeszy nadmierną estetyką i swoim surowym, szaro-zielonym wyglądem przypomina raczej proste programy sprzed kilku lat. Jest to jednak niezwykle popularne, wręcz sztampowe rozwiązanie oparte na gotowym szkielecie, które bardzo często spotkamy wśród produktów firm niebędących jeszcze globalnymi, rynkowymi gigantami.

    Nie dajcie się jednak zwieść temu bazowemu interfejsowi, bo po przeklikaniu zakładek szybko okazuje się, że w środku znajdziecie absolutnie wszystko, co jest wam potrzebne do szczęścia i konfiguracji sprzętu. Panel jest do bólu wręcz prosty i czytelny. Bez najmniejszego problemu przypiszecie zupełnie nowe funkcje do każdego z sześciu dostępnych przycisków.

    Przechodząc dalej, równie łatwo dostosujecie pod siebie aż sześć niezależnych, oznaczonych kolorami poziomów czułości DPI, a także zmienicie częstotliwość próbkowania w klasycznym zakresie od 125 Hz do 1000 Hz. Dodatkowo oprogramowanie modelu Nubi NM1 pozwala na łatwe nagrywanie własnych makr oraz zabawę parametrami oszczędzania energii, takimi jak czas do uśpienia myszki. Krótko mówiąc – wygląd oprogramowania to jedno, ale jego czysta funkcjonalność dowozi temat w stu procentach i nie daje powodów do narzekań.

    Nubi NM1 & Nubi NM1 SE – podsumowanie

    Czas na ostateczne podsumowanie i werdykt w tym bratobójczym pojedynku. Muszę przyznać otwarcie, że zarówno Nubi NM1, jak i jego tańsza wersja SE, to po prostu solidne propozycje!

    Zaczynając od długiej listy plusów – waga na poziomie 39 gramów to absolutny kosmos i gamechanger w tym segmencie cenowym. Do tego dostajemy genialną jakość wykonania bez żadnych trzasków, cieszący oko, minimalistyczny wygląd i matową powłokę, która niemal magicznie odpiera brud i odciski palców. Główne przełączniki klikają satysfakcjonująco, a potrójna łączność i precyzyjne sensory (szczególnie topowy PAW3395 w droższym modelu) sprawiają, że na wirtualnym polu bitwy nic nas nie ogranicza. Uniwersalny kształt, przyzwoita bateria oraz całkiem niezłe ślizgacze tylko dopełniają tego świetnego obrazu.

    Oczywiście nie ma na świecie sprzętu bez skaz, więc gwoli recenzenckiej rzetelności muszę przypomnieć o kilku minusach. Największym absurdem jest dla mnie polityka akcesoriów – pełnoprawne Nubi NM1 przychodzi w pudełku „gołe”, podczas gdy tańsza wersja dostaje dodatkowe ślizgacze i antypoślizgowe gripy (które notabene są dość przeciętnej jakości). Poza tym sam przeskok scrolla mógłby być nieco bardziej wyczuwalny pod palcem, bryła nie polubi się z małymi dłońmi przy chwycie typu fingertip, a wygląd oprogramowania mocno trąci myszką i przypomina zamierzchłe czasy, nawet jeśli pod kątem funkcjonalności ma wszystko, czego trzeba.

    Jak jednak brzmi moja ostateczna opinia? Jest pozytywna! Wypisane wyżej wady to tak naprawdę drobnostki, które przy tej atrakcyjnej wycenie totalnie bledną. Nubi NM1 i jego brat – NM1 SE to sprzęty, które udowadniają, że za niewielkie pieniądze można dostać na biurko solidną mysz. Jeśli szukacie ultra-lekkiego, świetnie wykonanego i minimalistycznego gryzonia, a przy tym nie chcecie bez sensu rozbijać banku, to ten duet jest dobrym wyborem. Gorąco polecam!

    Polecane

    Dziękuję serdecznie firmie Nubi, bez której udziału ta recenzja by nie powstała.

    Ocena końcowa
    star
    star
    star
    star
    star
    4.5
    Zawartość
    3
    star
    star
    star
    star
    star
    Jakość wykonania
    5
    star
    star
    star
    star
    star
    Przyciski główne
    4.7
    star
    star
    star
    star
    star
    Przyciski boczne
    4.7
    star
    star
    star
    star
    star
    Ślizgacze
    4.5
    star
    star
    star
    star
    star
    Sensor
    5
    star
    star
    star
    star
    star
    Oprogramowanie
    4
    star
    star
    star
    star
    star
    thumbs up Zalety
    • Świetna jakość wykonania
    • Bardzo przyjemne przełączniki
    • Szalenie niska waga jak na tę półkę cenową
    thumbs down Wady
    • Uboga zawartość opakowania w droższym modelu
    • Mało estetyczne oprogramowanie
    Udostępnij ten artykuł