Keychrona chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Kilka lat temu marka hucznie weszła na rynek i szybko przekonała do siebie rzeszę użytkowników: grafików, copywriterów, programistów, entuzjastów klawiatur, a nawet graczy. Nic dziwnego – od początku oferowała świetny stosunek jakości do ceny, a przy tym prosty, elegancki design. Dziś mam przyjemność pokazać Wam moją ulubioną klawiaturę tej marki – K2 HE. Dlaczego właśnie ją? Zapraszam do recenzji.
Specyfikacja:
⦁ Rozmiar: 75%
⦁ Łączność: przewodowa / bezprzewodowa (bluetooth, 2.4 GHz)
⦁ Przełączniki: Gateron Double-rail Magnetic
⦁ Typ przełączników: magnetyczny, liniowy
⦁ Typ obudowy: closed design (zamknięta)
⦁ Podświetlenie: RGB
⦁ Keycapy: PBT, double-shot
⦁ Oprogramowanie: dostępne
⦁ Wymiary: 320.5 x 126.7 x 30.1 [mm]
⦁ Waga: 965 g
⦁ Gwarancja: 2 lata
⦁ Cena: 599 zł
Opakowanie i zawartość
Klawiatura przychodzi w sporym opakowaniu. Po otwarciu od razu czuć, że mamy do czynienia ze sprzętem klasy premium – wszystko jest estetycznie i bezpiecznie ułożone. W środku znajdziemy:
- klawiaturę Keychron K2 HE,
- przewód USB-C na USB-C,
- przejściówkę USB-C na USB-A,
- odbiornik 2.4 GHz,
- druciany keycap & switch puller,
- mały imbus i śrubokręt,
- parę dodatkowych keycapów,
- dokumentacja.
Zestaw jest naprawdę pokaźny. Na plus – dołączone narzędzia, dzięki którym można rozkręcić klawiaturę bez szukania własnych.


Jakość wykonania
Przewód w białym oplocie wygląda dobrze, ale jest dość sztywny i trudno go sensownie ułożyć na biurku. Końcówka z wtykiem zagiętym pod 90° nie każdemu przypadnie do gustu – w razie uszkodzenia znalezienie zamiennika może być kłopotliwe.
Obudowa K2 HE jest w głównie plastikowa, ale boki zdobią aluminiowe i drewniane wstawki. Taki mix materiałów przykuwa wzrok i jednocześnie zachowuje elegancką stylistykę, jednak jeśli moja wersja nie przypada Wam do gustu to możecie zdecydować się na inną.

Keychron występuje w kilku wariantach. Można wybrać wersję z drewnianym akcentem (w mojej opinii „must have” – to znak rozpoznawczy Keychrona) oraz kolorystykę: białą lub czarną. Do mnie trafił wariant biały, ale prywatnie wybrałbym czerń – lepiej komponuje się z drewnem. Brakuje mi natomiast schowka na odbiornik 2.4 GHz. Przy plastikowej obudowie przygotowanie takiej wnęki na spodzie nie powinno stanowić problemu, a tak dongla trzeba przechowywać osobno.
Na lewej bocznej ściance znajdziemy port USB-C i dwa przełączniki: wyboru trybu pracy oraz przełączania macOS/Windows. Samo ich położenie jest w porządku, ale wolałbym port umieszczony centralnie z przodu – wtedy przewody „coil” pasują idealnie. W obecnej formie trzeba szukać kabla z kątową wtyczką albo pogodzić się z mniej estetycznym ułożeniem.

Płyta montażowa (plate) jest aluminiowa – to najczęstszy wybór i daje dużą sztywność. Zastosowano montaż tray-mount (przykręcenie płyty do dolnej części obudowy). Dziś wielu producentów stawia na gasket-mount, który poprawia dźwięk i „sprężystość” pod palcami, ale przy klawiaturze HE taki montaż mógłby minimalnie zwiększyć opóźnienia. Dla przeciętnego użytkownika różnica byłaby nieodczuwalna, ale w pomiarach mogłaby się pojawić. Uwaga praktyczna: plate łatwo się rysuje przy kontakcie z narzędziem do wyjmowania przełączników – podczas wyjmowania switchy jest cały porysowany…
W formacie 75% często spotkamy gałkę głośności (knob). K2 HE jej nie ma – szkoda, bo korzystam z takiego pokrętła bardzo często, podobnie jak wielu potencjalnych konsumentów.
Zgodnie z obecnymi trendami, wewnątrz znalazło się sporo warstw tłumiących: silikon, dwie pianki (pod PCB i między PCB a płytą), gumki pod spacją i w samym keycapie. Dzięki temu klawiatura jest dość cicha. Jeśli jednak zależy Wam na pełniejszym brzmieniu, rozważcie wyjęcie silikonowej wkładki – dźwięk robi się wtedy żywszy.
Podświetlenie
K2 HE oferuje pełne RGB – kolory są żywe i jaskrawe, trudno się do czegokolwiek przyczepić technicznie. Uważam, że w tej konkretnej wersji kolorystycznej (z drewnem) RGB wizualnie „gryzie się” ze stylistyką, więc sam używałem klawiatury z wyłączonym podświetleniem – wtedy wygląda jeszcze lepiej.
Hot-swap? Tak, ale…
Na stronie i opakowaniu znajdziecie informację o hot-swapie, jednak dotyczy on tylko wybranych przełączników magnetycznych. Niestety, o jakichkolwiek przełącznikach mechanicznych możecie zapomnieć. Szkoda – są modele, które pozwalają na hot-swap zarówno magnetyków, jak i mechaników (np. Glorious GMMK 3 HE).
Większość przełączników magnetycznych powinna pasować, ale przed zakupem koniecznie sprawdźcie budowę spodu. Przykładowo, przełączniki DrunkDeer z wystającym elementem z magnesem nie wejdą, za to Gateron Jade Pro pasują idealnie, aczkolwiek nie działają z klawiaturą…

Keycapy
Nakładki są wykonane z PBT w technologii double-shot – i bardzo mi się podobają. Zestaw jest biały z beżowym Enterem i ESC (można je wymienić na białe). Czcionka jest czarna, prosta i elegancka, bez udziwnień. Najbardziej przypadł mi do gustu profil – autorski OSA: wysoki (choć niższy niż ASA) z głębokim wyprofilowaniem górnej powierzchni. To jeden z moich ulubionych profili.

Przełączniki i stabilizatory
Największa zaleta Keychrona K2 HE to przełączniki Gateron Double-Rail Magnetic. Dopisek „HE” w nazwie nie jest przypadkowy – to klawiatura z czujnikami Halla. W porównaniu z mechanikami magnetyki mają znacznie dłuższą żywotność, bardzo niskie opóźnienia i pozwalają regulować punkt aktywacji oraz korzystać z rapid triggera. Są one fabrycznie przesmarowane, co niweluje szorstkość. Zakres siły, potrzebny do aktywacji, to 40-60 gF (w zależności na jakim poziomie go ustawimy), co jest dosyć neutralnym zakresem i powinny one przypasować każdemu, kto lubi przełączniki liniowe, pozbawione bumpa.
W skrócie: mechaniczny switch zwykle ma skok 3,8–4,0 mm i aktywuje się ok. 2,0 mm od góry. W K2 HE punkt aktywacji ustawicie np. na 0,2 mm (błyskawiczna reakcja) albo 3,7 mm (głębszy „klik” pod palcem) – jak Wam wygodniej. Pamiętajcie tylko, że sama klawiatura nie zrobi z nikogo pro gracza; to raczej realne, ale niewielkie usprawnienie – jak przesiadka z 144 Hz na 240 Hz – różnice widać, ale nie jest drastyczna.
Stabilizatory to śrubowane screw-in – rzadziej spotykane, a bardzo solidne. Przykręcane do PCB, z dodatkowymi „osłonami” bocznymi, świetnie stabilizują długie klawisze. Są równo i obficie nasmarowane – działają wzorowo. Dawno nie miałem tak dobrze zestrojonych stabilizatorów „z pudełka”.

Niestety na charakterystyczną budowę przełączników magnetycznych ciężko uzyskać tak fajny dźwięk jak przy typowych mechanikach i zazwyczaj jest ono po prostu przeciętne i akceptowalne. Natomiast w przypadku K2 HE nieco się zaskoczyłem, ponieważ brzmi na prawdę fajnie. Co prawda jest trochę głośniejsza niż testowany konkurent – Dark Project Gamma, jednak nie jest to jednocześnie na tyle głośno, aby miało nas denerwować. Zresztą, oceńcie sami…
Brzmienie magnetyków zwykle bywa poprawne, ale bez „efektu wow”. Tutaj pozytywne zaskoczenie: K2 HE brzmi naprawdę dobrze. Jest trochę głośniejsza niż testowany Dark Project Gamma, ale nie na tyle, by to przeszkadzało w codziennym użyciu.
Oprogramowanie
Klawiaturę możemy obsłużyć za pomocą dedykowanego software’u. Tym razem, nie mamy programu do instalacji, ponieważ wszystko możemy zmienić wchodząc na stronę launcher.keychron.com. Takie rozwiązanie zyskuje na popularności już od wielu miesięcy, co bardzo mnie cieszy. Osobiście, bardzo rzadko korzystam z oprogramowania, a taki program często zaśmieca mi tylko miejsce. Dzięki wersji internetowej nadal mamy zachowaną pełną funkcjonalność, a nie musimy bawić się w niepotrzebne programy, które w dodatku często przynoszą błędy.
W ustawieniach zmienicie m.in.:
- mapowanie przycisków,
- ustawienie punktu aktywacji przełączników i rapid trigger
- nagrać makra,
- zmienić tryb i kolor podświetlenia.
Jest też ciekawostka: dźwięki odtwarzane w słuchawkach przy każdym naciśnięciu (np. maszyna do pisania, tłuczone szkło czy „piszczałka” dla psa). Fanaberia, ale oryginalna 🙂.

Podsumowanie Keychron K2 HE
Keychron K2 HE ma całe mnóstwo zalet: bogaty zestaw akcesoriów, dobre wykonanie z ciekawym, ale minimalistycznym designem oraz fajne keycapy. Największym plusem jednak są magnetyczne przełączniki, które pozwolą nam ustawić dowolny punkt aktywacji i wytrzymają wiele lat. Nie mogę również zapomnieć o świetnych stabilizatorach screw-in, które jednymi z najlepszych z jakimi się spotkałem.
Nie wszystko jest jednak takie idealne: sztywny przewód w oplocie z kątową końcówką słabo układa się na biurku, port USB-C na lewym boku nie sprzyja „coilom”, a w obudowie zabrakło schowka na dongiel 2.4 GHz. Aluminiowy plate łatwo rysuje się przy wyjmowaniu switchy i niestety nie zaprojektowano miejsca dla odbiornika. Największy minus to „pół-hot-swap”, który jest kompatybilny tylko z wybranymi przełącznikami magnetycznymi, więc o swobodnej zabawie w klasyczne mechaniki trzeba zapomnieć.
Mimo to, w cenie 500–600 zł Keychron K2 HE to świetny wybór i bardzo mocny konkurent dla Dark Project Gamma. Ostateczny wybór zależy od priorytetów: jeśli stawiacie na przełączniki magnetyczne – K2 HE błyszczy, nawet mimo wskazanych wad. Gamma będzie cichsza, bardziej podatna na modyfikacje, ale też większa, cięższa i przewodowa. Trudno jednoznacznie wskazać „lepszego” – to kwestia Waszych oczekiwań. Natomiast, jeśli myśleliście o zakupie K2 HE, to z pewnością będziecie zadowoleni 🙂.

Zrealizowanie recenzji było możliwe dzięki firmie Keychron, która udostępniła sprzęt do testów.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?