O klawiaturach Wooting słyszał chyba każdy, kto choć od czasu do czasu gra w FPS-y. Niegdyś był to świetny wybór dla najbardziej wymagających graczy, ale dziś? Obecnie to raczej marka, która swoją sprzedaż opiera bardziej na marketingu niż na realnej przewadze technologicznej. Na rynku dostępnych jest już wiele klawiatur magnetycznych, które oferują lepszy stosunek jakości do ceny. Czy do tej grupy należy Mchose ACE 60? Ostatnio to sprawdziłem, a dzisiaj podzielę się swoimi przemyśleniami. Zapraszam do recenzji.
Specyfikacja:
⦁ Rozmiar: 60%
⦁ Łączność: przewodowa
⦁ Przełączniki: TTC Uranus SE
⦁ Typ przełączników: magnetyczny, liniowy
⦁ Typ obudowy: closed design (zamknięta)
⦁ Podświetlenie: RGB
⦁ Keycapy: PBT, double-shot
⦁ Oprogramowanie: dostępne
⦁ Wymiary: 290 x 100 x 28 [mm]
⦁ Waga: 660 g
⦁ Gwarancja: 2 lata
⦁ Cena: 339 zł
Opakowanie i zawartość
Mchose ACE 60 dociera w niewielkim, czarnym pudełku. Na froncie znajdziemy zdjęcie klawiatury… które nie odpowiada modelowi w środku. W moim przypadku grafika przedstawiała wersję z keycapami side-print, podczas gdy w środku znalazł się wariant z klasycznymi nadrukami na górnej powierzchni. To drobiazg, ale przy stażu i skali marki takie błędy nie powinny się zdarzać – mogą wprowadzać klienta w błąd.
W zestawie znajdziemy:
- klawiaturę Mchose ACE 60,
- przewód USB-A na USB-C,
- keycap & switch puller,
- dwa dodatkowe przełączniki,
- instrukcję.
Całość zabezpieczono w standardowy sposób – klawiaturę chronią pianki, a akcesoria spakowano w osobne pudełko. Miłym dodatkiem jest plastikowa nakładka przeciwkurzowa. Czy ktoś faktycznie będzie z niej korzystał? Trudno powiedzieć, ale lepiej, że jest, niż miałoby jej zabraknąć. 🙂


Wykonanie i wygląd
ACE 60 przypomina konstrukcyjnie modele pokroju KRUX Neo Pro czy Genesis Thor 660. Obudowę wykonano z czarnego, matowego plastiku dobrej jakości. Na szczęście nie mamy tu konstrukcji typu float-key – zabudowana forma wygląda lepiej i korzystniej wpływa na akustykę.
Brakuje nóżek do regulacji kąta nachylenia, co w tym formacie zdarza się nagminnie. Szkoda, bo nawet prosta regulacja poprawiłaby ergonomię.


Sam rozmiar to klasyczne 60%. Zyskujemy sporo miejsca na biurku, a klawiaturę można łatwo zmieścić w plecaku. Problem pojawia się jednak, gdy potrzebujecie strzałek, albo rzędu klawiszy funkcyjnych, bo wtedy będziecie musieli zajrzeć do instrukcji i poszukać odpowiedniego skrótu klawiszowego. W niektórych klawiaturach 60% znajdują się nadruki na keycapach ułatwiające znalezienie odpowiedniego skrótu, jednak w Mchose niestety ich nie znajdziecie…
Klawiatura wspiera hot-swap, ale tylko dla przełączników magnetycznych. Na rynku znajdziemy już rozwiązania obsługujące zarówno switche magnetyczne, jak i mechaniczne, jednak tutaj postawiono na prostszy wariant – zapewne z myślą o cenie.

Podświetlenie
Do dyspozycji mamy pełne RGB. Podświetlenie jest dość jasne i w większości kolorów wygląda dobrze. Najgorzej wypadają pomarańcz i żółty, natomiast biel – zwykle najtrudniejsza do uzyskania – prezentuje się zaskakująco dobrze.

Keycapy
Nakładki wykonano z PBT metodą double-shot, co oznacza wysoką trwałość i odporność na ścieranie. Dużym zaskoczeniem okazał się profil Cherry – niezwykle popularny w świecie customów, ale rzadko spotykany w „gotowcach”. Cherry jest niższy od OEM, a jego powierzchnia górna jest większa, co poprawia komfort pisania.
Czcionka znajduje się w lewym górnym rogu nakładki, jest prosta i bardzo czytelna. Wszystkie „brzuszki” są domknięte. Szkoda, że Mchose nie naniósł żadnych znaków, które ułatwiłyby odnalezienie skrótów klawiszowych, bo w tym rozmiarze, jest ich całe mnóstwo…

Przełączniki i stabilizatory
ACE 60 możemy zakupić w kilku różnych wersjach przełączników. Do mnie trafiła sztuka z TTC Uranus SE, czyli magnetyczne, przełączniki z liniową charakterystyką, czyli pozbawione BUMPa informującego nas o aktywacji.
Przełączniki magnetyczne mają dwie główne zalety. Pierwszą z nich jest żywotność, ponieważ wytrzymałość takich switchy jest dużo większa niż mechanicznych. Kolejnym plusem jest możliwość ustawienia dowolnego punktu aktywacji. Przełączniki magnetyczne zazwyczaj mają ustawioną aktywację w połowie, czyli po przejściu 2 mm. W przypadku TTC Uranus SE, aktywacja może odbyć się między 0.1 mm, a 3.4 mm. Sprawia to, że realnie jesteśmy szybsi, czy spowoduje jednak to, że nagle wejdziemy na zupełnie inny level w grach? Raczej nie, a przynajmniej nie, lecz na pewno zauważymy różnicę.
Same switche są bardzo lekkie – wymagają zaledwie 32 gF do dociśnięcia do spodu. Osobiście preferuję cięższe, ale po krótkim przyzwyczajeniu korzystało mi się z nich wygodnie. Są fabrycznie nasmarowane – może niezbyt obficie, ale wystarczająco, by nie odczuwać szorstkości.
Stabilizatory to plate-mounty, solidnie osadzone i dobrze przesmarowane. Nie klekoczą, nie szeleszczą – działają wzorowo.

Tutaj niestety wychodzi największa wada ACE 60. Dźwięk jest metaliczny, zdominowany przez górne tony. Silikon wewnątrz obudowy nieco tłumi efekt, ale całość brzmi przeciętnie. To problem typowy dla magnetyków, ale tutaj szczególnie odczuwalny.
Oprogramowanie
Software do ACE 60 jest dostępny w formie przeglądarkowej pod adresem www.mchose.com.cn. Takie rozwiązanie staje się już obecnie standardem i producenci odchodzą od programów. Moim zdaniem to bardzo dobra decyzja, ponieważ dzięki temu nie musimy zgrywać najróżniejszych oprogramowań do każdego sprzętu z osobna.
Panel jest prosty i intuicyjny. Umożliwia m.in.:
- zmiana trybu, koloru, jasności, prędkości podświetlenia,
- zmiana punktu aktywacji,
- włączyć rapid trigger i snap tap,
- zmapować przyciski,
- nagrać makra.

Podsumowanie Mchose ACE 60
ACE 60 było drugą klawiaturą ze stajni chińskiego producenta, jaką udało mi się przetestować. Przedtem słyszałem sporo pozytywnych opinii o marce, szczególnie na temat myszek. Przed otrzymaniem jej do testów nie spodziewałem się rewolucji – i faktycznie jej nie było – sprzęt ma zarówno mocne, jak i słabsze strony.
Jakość wykonania jest dobra, jednak podobnie wykonane klawiatury można znaleźć dużo taniej. Wygłuszenie silikonami przy następnych edycjach zastąpiłbym piankami, które lepiej powinny się sprawdzić i brzmienie będzie przyjemniejsze dla ucha. To właśnie dźwięk jest moim zdaniem największym minusem tego modelu. Zdaję sobie sprawę, że mało który magnetyk satysfakcjonuje w tym aspekcie, jednak ACE 60 wypada wybitnie słabo. Szkoda też, że na keycapach nie znalazły się nadruki z oznaczeniami skrótów klawiszowych.
Z zalet, z pewnością trzeba wymienić bardzo dobre stabilizatory, które swoje zadanie spełniają idealnie. Software jest bardzo przejrzysty i intuicyjny. Miło było spotkać się z nakładkami o profilu Cherry, co na rynku jest rzadkością. Fajnie, że mamy tu hot-swap, choć pamiętajcie że może on obsłużyć tylko przełączniki magnetyczne. Największym plusem są natomiast przełączniki magnetyczne, które mają znacznie lepszą żywotność oraz co ważniejsze – pozwalają ustawić dowolny punkt aktywacji, dzięki czemu możemy dopasować je do naszych preferencji i może to realnie wpłynąć na nasze wyniki w grach – pamiętajcie jednak, że sprzęt ten nie uczyni z was nagle zupełnie innego gracza.
Czy polecam tę klawiaturę? To zależy. Nie jest to absolutnie zła klawiatura, jednak jej wybór będzie dobry dla bardzo wąskiego grona klientów. Zatem kto powinien ją rozważyć? Jeśli szukacie jak najmniejszej klawiatury, nie przeszkadza Wam brak strzałek, nie szukacie sprzętu, który będziecie mogli modyfikować i „bawić się” klawiaturowym hobby, a zależy Wam tylko na jak najlepszych wynikach w tabelach i szybkości w grach, jednocześnie przy zachowaniu rozsądnej ceny, wtedy Mchose ACE 60 powinien sprawdzić się idealnie.

Recenzja jest możliwa dzięki firmie Mchose, która udostępniła sprzęt do testów.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?