Jeśli interesujecie się światem peryferiów komputerowych od kilku lat, z pewnością obiła Wam się o uszy marka MARVO. Niegdyś kojarzona z bardzo budżetowymi akcesoriami za kilkadziesiąt złotych, z czasem niemal zniknęła z rynku – zwłaszcza po ekspansji AliExpress i wzroście konkurencji. Dziś MARVO wraca, prezentując nowe produkty oraz podmarkę Monka, celującą w wyższy segment cenowy. My jednak przyjrzymy się modelowi Shogo 63W – klawiaturze mechanicznej w układzie 60%, wycenionej na 190 zł. Czy warto się nią zainteresować? Sprawdźmy.
Specyfikacja:
⦁ Rozmiar: 60%
⦁ Łączność: przewodowa / bezprzewodowa (2.4 GHz / Bluetooth)
⦁ Przełączniki: MARVO Banana Crystal
⦁ Typ przełączników: liniowy
⦁ Typ obudowy: closed design (zamknięta)
⦁ Podświetlenie: RGB
⦁ Keycapy: PBT
⦁ Oprogramowanie: dostępne
⦁ Wymiary: 296 × 106 × 38 [mm]
⦁ Waga: 560 g
⦁ Gwarancja: 2 lata
⦁ Cena: 188 zł
Opakowanie i zawartość
SShogo 63W trafia do nas w niewielkim, przyciągającym wzrok opakowaniu, które już na pierwszy rzut oka sugeruje, że mamy do czynienia ze sprzętem dla graczy – podkreślają to grafiki oraz wyrazista czarno-czerwona kolorystyka.
W środku znajdziemy:
- klawiaturę MARVO Shogo 63W,
- instrukcję,
- druciany keycap & switch puller,
- przewód USB-A do USB-C,
- naklejkę z logo marki.
Zawartość opakowania jest standardowa jak na ten przedział cenowy – solidnie zapakowana, bezpieczna w transporcie.
Zabrakło mi jedynie dwóch zapasowych przełączników, które mogłyby się przydać na wypadek awarii. Na plus zasługuje natomiast druciany puller – wciąż wielu producentów w tej cenie dodaje plastikowe narzędzia, które łatwo rysują keycapy. Niby drobiazg, ale cieszy!


Jakość wykonania i wygląd
Przewód dołączony do zestawu ma długość 160 cm i jest w oplocie, co stanowi przewagę np. nad Redragonem, który do wielu modeli dodaje kable gumowane – mniej trwałe i bardziej sztywne. Niestety, nawet mimo oplotu, kabel MARVO jest dość sztywny i trudno go ułożyć w estetyczny sposób.
Z zewnątrz Shogo 63W prezentuje się dość typowo jak na klawiaturę 60% z budżetowego segmentu. Obudowa wykonana została z twardego plastiku, który – choć nie wyróżnia się niczym względem konkurencji – jest równie dobrze. Uwagę zwracają dwustopniowe nóżki, pozwalające regulować kąt nachylenia w dwóch pozycjach – to funkcja, która rzadko trafia do urządzeń w tej cenie. Dzięki niej można dopasować ustawienie klawiatury do własnych preferencji, co podnosi komfort użytkowania.
Nie ma co się oszukiwać — w budżecie poniżej 200 zł trudno oczekiwać klawiatury idealnej. Dlatego przed testami nie nastawiałem się na żadne większe zaskoczenie. Większość modeli w tym przedziale cenowym prezentuje zbliżony poziom – przeciętna jakość, ograniczona funkcjonalność i brak wyróżników. Mimo to Shogo 63W pozytywnie mnie zaskoczyła obecnością hot-swapa, który w tej klasie cenowej nadal jest rzadko spotykany. To zdecydowany atut. Zastosowano tu również pianki wygłuszające, ale do tego elementu wrócę w dalszej części recenzji.


Obecnie dostępna jest wyłącznie wersja czarna, co wizualnie mnie nie porwało. Mam jednak nadzieję, że w przyszłości producent zdecyduje się na ciekawsze warianty kolorystyczne – na przykład białą lub jakąś trójkolorową edycję z atrakcyjnymi keycapami.
Shogo 63W to klawiatura w formacie 60%, choć nieco odbiega od typowych przedstawicieli tego segmentu. Największą różnicą są fizyczne przyciski strzałek, które zastępują prawy klawisz Ctrl i przycisk Menu. To bez wątpienia wygodne dla graczy, ale niesie też pewne kompromisy. Przycisk „/?” został przesunięty w nietypowe miejsce – za strzałki, po prawej stronie, zamiast znajdować się obok lewego Shifta, jak ma to miejsce w standardowych układach.
Dla osoby, która więcej pisze niż gra, taka zmiana może być uciążliwa – na początku było to dla mnie wyjątkowo frustrujące. Z czasem można się do tego przyzwyczaić, jednak nadal nie jestem zwolennikiem takiego układu. Gdybym miał wybierać, zdecydowałbym się raczej na większy wariant – Shogo 78W – który posiada klasyczny układ klawiszy i NumPada. Co prawda zwiększa to rozmiar klawiatury, ale w codziennym użytkowaniu różnica ta jest niewielka, a wygoda znacznie większa.
Keycapy

Shogo 63W wyposażono w nakładki wykonane z tworzywa PBT, które zapewnia dobrą trwałość i odporność na wycieranie. Producent zastosował technikę double-shot, dzięki czemu znaki są integralną częścią keycapów i nie ulegają starciu. Czcionka jest prosta i czytelna, a znaki zostały prawidłowo domknięte.
Niestety, ścianki są dość cienkie, co negatywnie wpływa na akustykę – dźwięk jest nieco pusty i rezonujący. Dodatkowe nadruki (np. Print Screen) zostały naniesione na górną powierzchnię i prawdopodobnie szybko się zetrą. Side-print byłby lepszym rozwiązaniem, czyli nadruk na bocznej ściance nakładki, przez co nie mają one styczności z naszymi palcami. Warto też zwrócić uwagę na drobną niespójność w stylu oznaczeń – przyciski takie jak: Enter, Shift, Tab i CapsLock oznaczono napisami, a zamiast Backspace widnieje strzałka.
W tej cenie to przyzwoity poziom, choć bez większych ambicji.
Przełączniki i stabilizatory
MARVO w swojej klawiaturze zastosował autorskie, liniowe przełączniki Banana Crystal, które w praktyce nie różnią się znacząco od popularnych Gateron Yellow Pro. Nawet parametry obu modeli są niemal identyczne – zresztą, zobaczcie sami.
| Parametr | Gateron Yellow Pro | MARVO Banana Crystal |
|---|---|---|
| Siła nacisku do aktywacji | ~50 g | 45 g (±5 g) |
| Siła nacisku do końca (szacunkowa) | ok. 60–67 g | ~60–65 g (brak danych) |
| Wysokość aktywacji (pre-travel) | 2,0 mm | Brak danych |
| Całkowita wysokość trzonu (bottom-out) | 4,0 mm | Brak danych |
| Smarowanie fabryczne | Tak | Tak |
Niestety, producent nie podaje oficjalnych danych dotyczących wysokości aktywacji (pre-travel) oraz całkowitego skoku (bottom-out), jednak różnice względem propozycji Gaterona wydają się minimalne.
Przejdźmy teraz do moich odczuć z użytkowania. Jak wspomniałem, są to przełączniki liniowe, czyli nie odczujemy charakterystycznego „bumpa”, który informowałby o punkcie aktywacji. To typ przełączników najczęściej wybierany przez graczy. Mimo że sam preferuję switche typu tactile, korzystanie z Banana Crystal było dla mnie naprawdę przyjemne. Ma na to wpływ również większy opór – są one nieco cięższe od np. Cherry Red, których osobiście nie lubię. Przez długi czas byłem użytkownikiem żółtych przełączników od Gaterona i bardzo je cenię – podobnie jak wielu entuzjastów klawiatur. Wszystkie przełączniki są fabrycznie smarowane, choć odnoszę wrażenie, że w niektórych przypadkach smaru było nieco za dużo.

Stabilizatory w Shogo to plate-mounty, solidnie nasmarowane – dzięki temu działają płynnie, są gładkie, a ich praca pozbawiona jest klekotania czy szeleszczenia. Działają bez zarzutu, więc muszę przyznać: dobra robota!
Zanim zajrzałem do wnętrza klawiatury, nie spodziewałem się, że znajdę tam aż dwie warstwy pianek oraz dodatkową wkładkę pod spacją. Dzięki temu brzmienie Shogo 63W jest przyjemne. Nie jest to najcichsza klawiatura w tym budżecie, ale też zdecydowanie nie na tyle głośna, by mogła komukolwiek przeszkadzać.
Tryb bezprzewodowy i podświetlenie
Podczas testowania Shogo 63W początkowo nie dostrzegałem niczego, co wyróżniałoby ją na tle konkurencji – aż do momentu, gdy odkryłem jej tryby pracy. Klawiaturę MARVO można połączyć także bezprzewodowo, i co istotne, nie chodzi tu o mało popularne wśród graczy Bluetooth, lecz o odbiornik 2.4 GHz, który zapewnia stabilne połączenie z komputerem bez zauważalnych opóźnień.
Bateria niestety wypada słabo – ma pojemność 1200 mAh i w trakcie testów wystarczała na zaledwie 3–4 dni intensywnej pracy z podświetleniem ustawionym na 100%. Jeśli jednak jesteście tzw. „niedzielnymi graczami” i ograniczacie się do dwóch, trzech meczów w CS-a po szkole lub pracy, MARVO powinno bez problemu wytrzymać pięć, a może nawet siedem dni.
Muszę przyznać, że to swego rodzaju as w rękawie producenta i jedyny argument, który realnie wyróżnia ten model na tle konkurencji.
Shogo 63W – jak przystało na klawiaturę „dla graczy” – oferuje pełne podświetlenie RGB. Do dyspozycji mamy aż 16 różnych trybów oraz pełną paletę kolorów. Większość z nich wygląda całkiem dobrze – podświetlenie jest wystarczająco jasne, choć lepszy efekt dałoby zastosowanie białej płyty mocującej, która lepiej odbijałaby światło i ożywiła kolory.
Pewne problemy występują jedynie przy odwzorowaniu dwóch barw: żółty wpada bardziej w pomarańcz, a biały i różowy mają wyraźny odcień bladego fioletu. Nie jest to jednak przypadłość wyłącznie tej konstrukcji – podobne problemy spotykane są nawet w droższych modelach klawiatur.
Oprogramowanie
Software wygląda identycznie, co programy do klawiatur Genesis, Endorfy, Redragona, czy Kruxa. Jego obsługa jest intuicyjna i bardzo prosta, a główne zmiany, jakie możemy dokonać to:
- tryb i kolor podświetlenia,
- zmapować przyciski,
- ustawić sleep mode,
- nagrać makra.
Fajnie, że Shogo działa z oprogramowaniem również w trybie bezprzewodowym, co nawet w trochę droższych modelach się nie zdarza zbyt często i aby dokonać zmiany trzeba podłączyć klawiaturę. Szkoda natomiast, że w softwarze nie ma nigdzie informacji o dokładnym stanie baterii.
Podsumowanie MARVO Shogo 63W
Przed otrzymaniem klawiatury do testów obstawiałem, że MARVO stworzyło kolejny „zapychacz”, który nie różni się absolutnie niczym od konkurencji. Moje zdziwienie po kilku dniach użytkowania było jednak ogromne – ale co miało na to wpływ?
Shogo już na wstępie zaskoczyło mnie bardzo dobrymi stabilizatorami oraz przełącznikami Banana Crystal. Dodatkowo nie spodziewałem się obecności hot-swapa, który jest świetnym rozwiązaniem ze względu na możliwość szybkiej i prostej wymiany switchy. Pozwala to nie tylko testować różne warianty, ale też łatwo wymienić uszkodzony przełącznik. Na plus zasługuje także fakt, że MARVO – jako jeden z nielicznych producentów – w klawiaturze 60% zastosowało dwustopniowe nóżki, dzięki którym można wygodnie dopasować kąt nachylenia do własnych preferencji.
Kolejnym dużym atutem jest tryb bezprzewodowy 2.4 GHz, szczególnie że większość klawiatur w tym przedziale cenowym działa wyłącznie przewodowo, lub w najlepszym razie oferuje tylko łączność Bluetooth.
Wad – nawet jak na ten budżet – jest niewiele. Właściwie jedyną rzeczą, do której mógłbym się przyczepić, jest dość słabe podświetlenie oraz – moim zdaniem – nieintuicyjny układ, w którym znak „/?“ został umieszczony w nienaturalnym miejscu. Może to przeszkadzać nawet przy zwykłym pisaniu. Jeśli ten układ również Wam nie odpowiada, warto rozważyć wariant 78W, który został wyposażony w NumPad i klasycznym umieszczeniu przycisków.
Zapytacie, jak z jakością wykonania? Tutaj – podobnie jak w przypadku keycapów – powiedziałbym: nieźle. To akceptowalny poziom, w pełni porównywalny z konkurencyjnymi modelami.
Moim zdaniem, nie jest to klawiatura, która zrewolucjonizuje rynek, ale MARVO po latach nieobecności wraca z naprawdę udanym produktem o świetnym stosunku ceny do jakości. Aktualnie mogę ją śmiało nazwać jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym wyborem w rozmiarze 60–65% do 200 zł.

Recenzja jest możliwa dzięki firmie MARVO, która udostępniła sprzęt do testów.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?