Całkiem niedawno miałem okazję testować Thora 404 Full-size. Wspomniałem wówczas, że opłacalnych klawiatur z NumPadem w budżecie do 300–400 zł praktycznie nie ma, a jedynym realnym konkurentem pozostaje Redragon. Tak się złożyło, że jeszcze w trakcie pisania tamtej recenzji producent odezwał się do mnie z propozycją przetestowania dwóch świeżych modeli – Galatin oraz Artemis, a ponieważ główną różnicą między nimi jest design, postanowiłem omówić je w jednym materiale.
Specyfikacja:
⦁ Rozmiar: 1800
⦁ Łączność: Przewodowa / bezprzewodowa (Bluetooth, 2.4GHz)
⦁ Przełączniki: Redragon Bullet QL (Galatin), Redragon Lion L (Artemis)
⦁ Typ przełączników: liniowy (linear)
⦁ Typ obudowy: Closed design (zamknięta)
⦁ Podświetlenie: RGB
⦁ Keycapy: PBT, double-shot
⦁ Oprogramowanie: Obecne
⦁ Wymiary: 394 × 144 × 39 [mm]
⦁ Waga: 830 g
⦁ Gwarancja: 24 miesiące
⦁ Cena: 279,99 / 329,99 zł
Opakowanie i zawartość
Artemis Pro przychodzi w pudełku, które na pierwszy rzut oka nie zdradza swojej zawartości – na froncie znajdziemy jedynie grafikę identyczną z tą na samej klawiaturze. Galatin Pro zapakowany jest w bardziej standardowe pudełko z renderem produktu. Przejdźmy jednak do tego, co najciekawsze, czyli zawartości. W środku znajdziemy:
- klawiaturę,
- przewód USB-C na USB-A,
- druciany keycap puller & metalowy switch puller,
- cztery zapasowe przełączniki,
- instrukcję,
- naklejki.
W tym budżecie zestaw jest kompletny i bezpiecznie zapakowany, więc pod tym względem nie mam nic do zarzucenia.

Wykonanie i wygląd
Redragon konsekwentnie trzyma się swojego unikalnego języka projektowego, który mocno odróżnia ich produkty od rynkowej konkurencji. Podobnie jak w bliźniaczych modelach, obudowa to konstrukcja typu „sandwich”, złożona z dwóch spasowanych ze sobą warstw plastiku. Choć osobiście jestem zwolennikiem prostszych, bardziej surowych brył, a tutaj nie brakuje specyficznych wyżłobień i obłości, trzeba oddać producentowi, że spasowanie elementów stoi na wysokim poziomie – mimo zastosowania tworzyw sztucznych konstrukcja nie skrzypi i sprawia wrażenie solidnej.
Galatin utrzymany jest w eleganckiej, biało-szarej kolorystyce, co nie do końca do mnie przemawia. Dużo bardziej podoba mi się Artemis w ciemnofioletowym kolorze. Od spodu znajdziemy grafikę w stylu anime – i choć nie jestem jej wielkim fanem, doceniam tak oryginalne detale.

Na lewej krawędzi standardowo umieszczono centrum dowodzenia: port USB-C oraz przełączniki trybów łączności i wyboru systemu, a po prawej znajduje się miejsce na odbiornik 2,4 GHz, który siedzi tam bezpiecznie. Są oczywiście jeszcze naklejki anty-poślizgowe, jednak klawiatura jest na tyle ciężka, że podczas normalnego korzystania raczej nie ma opcji żeby się ruszała.
Na lewej krawędzi umieszczono „centrum dowodzenia”: port USB-C oraz przełącznik trybów łączności. Po prawej znajduje się bezpieczny schowek na odbiornik 2,4 GHz. Na spodzie są oczywiście naklejki antypoślizgowe, które zapobiegają przemieszczaniu się klawiatury podczas pracy.
Prawdziwa siła tej konstrukcji drzemie jednak w jej wnętrzu. Aby się do niego dostać, musimy odkręcić aż 10 śrubek. Z reguły wolę mniej skomplikowane montaże, ale podejrzewam, że mniejsza liczba śrub mogłaby skutkować skrzypieniem, co zdarzało się w testowanym kiedyś modelu UCAL.
W środku bez zaskoczeń: typowa dla Redragona konstrukcja gasket-mount, kilka warstw wygłuszających oraz plastikowa płyta mocująca (plate). Oba modele oferują pełny hot-swap, pozwalający na wymianę przełączników na inne modele 3- lub 5-pinowe. To duży plus, choć w dzisiejszych czasach staje się to już standardem.

Obie klawiatury pracują bezprzewodowo (BT oraz 2.4 GHz). Bateria ma pojemność 4000 mAh, co przy podświetleniu włączonym na 100% wystarczyło mi na 6 dni.
Rozmiar i funkcjonalność
Rozmiar klawiatur to format 1800, czyli w praktyce 96% z wydzielonymi sekcjami. Jedyne, co „ucięto”, to część klawiszy nawigacyjnych (np. End, PgDn, Insert) oraz systemowych (Print Screen, ScrollLock, Pause). To idealne rozwiązanie dla osób, które szukają czegoś mniejszego niż full-size, ale nie chcą rezygnować z sekcji numerycznej.
Nad panelem numerycznym znajdziemy dwa świetne dodatki. Pierwszym jest pokrętło głośności, z którego korzystam bez przerwy i trudno mi sobie wyobrazić powrót do klawiatury pozbawionej tej funkcji. Po lewej stronie umieszczono niewielki ekran, wyświetlający datę, godzinę, stan baterii oraz podstawowe informacje o urządzeniu. Za pomocą tych dwóch elementów możemy sterować np. podświetleniem. Niestety, nie ma możliwości wgrania własnego GIF-a – dostępna jest tylko jedna animacja od producenta.

Przewód
W zestawie otrzymujemy standardowy dla Redragona kabel ze złączem kątowym (90 stopni). Wynika to z umieszczenia portu na lewym boku urządzenia. Jest to rozwiązanie dość kontrowersyjne – utrudnia estetyczne zastosowanie zamienników (np. kabli typu „coiled”). Co więcej, jakość fabrycznego przewodu rozczarowuje: brak oplotu, sztywna gumowa izolacja i biały kolor, który może być podatny na żółknięcie. Kabel jest też krótki – ma zaledwie 150 cm, podczas gdy standardem rynkowym jest 180 cm.
Keycapy
Artemis
Nakładki wykonane są z plastiku PBT, metodą double-shot, także nie musicie się martwić o ich trwałość. Ich profil to klasyczny OEM, którego możecie znać z większości marketowych klawiatur. Najciekawszym aspektem, na którym się skupię to design, ponieważ keycapy w Artemisie można uznać za prawdziwe dzieło. Naniesiono na nie grafiki w stylu anime i mimo że nie jestem entuzjastą tego gatunku, wygląda to cudownie. Świetne wrażenie robi czcionka w gotyckim, „zamkowym” klimacie. Znaki nie przepuszczają światła, co pewnie rozczaruje część z Was, ale moim zdaniem, całość prezentuje się niesamowicie.
Galatin
Tutaj jakość wykonania jest identyczna, ale stylistyka zupełnie inna. Profil przypomina ASA/OSA – nakładki są bardzo wysokie, ze sporym wgłębieniem. Są trójkolorowe (biel i dwa odcienie szarości), a czcionka jest prosta, duża i czytelna. Są to keycapy typu shine-through, dzięki czemu podświetlenie jest dobrze widoczne. Niestety, dłuższe klawisze jak Backspace czy Caps Lock nie są równomiernie doświetlone, co widać gołym okiem. Ich wysokość powoduje również, że przydałaby się podpórka pod nadgarstki.
Przełączniki i stabilizatory
Redragon Bullet QL – Galatin
Switche w Galatinie to bezpośrednia konkurencja dla Outemu Silent Peach – ich parametry są identyczne. Są to przełączniki liniowe, więc nie wyczujemy momentu aktywacji (bumpa). Do aktywacji potrzeba 40 gF (przy 2 mm), a do dobicia do dna – 45 gF (3,3 mm). Ich główną zaletą jest bezgłośna praca, osiągnięta dzięki gumkom wewnątrz obudowy. Osobiście nie przepadam za takimi rozwiązaniami z dwóch powodów: brakuje mi satysfakcjonującego dźwięku, a feeling jest lekko „szorstki”. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu osób szukających ciszy w biurze czy w domu będzie to zbawienie – ta klawiatura jest cichsza nawet od membranówek.
Redragon Lion L – Artemis
Lion L na papierze wyglądają niemal identycznie jak Bullet QL, ale to zupełnie inna konstrukcja. Nie są fabrycznie wyciszone, przez co pracują głośniej (podobnie do Gateron Red), ale ich brzmienie jest całkiem przyjemne, a praca płynniejsza. Dla mnie są nieco zbyt lekkie – przy dłuższym pisaniu wolałbym coś z większym oporem, jak Gateron Yellow Pro czy Cherry MX Black.
Stabilizatory
To konstrukcje typu PCB-mount, fabrycznie nasmarowane. Są stabilne, pracują płynnie i, co ważne, nie szeleszczą. Brak zastrzeżeń.
Oprogramowanie
Software pobierzemy ze strony producenta, niestety tylko w formie aplikacji desktopowej. Dziwi mnie, że tak duża marka jak Redragon wciąż nie oferuje wersji przeglądarkowej, co staje się standardem nawet u mniejszych producentów.
Szata graficzna programu nie powala, ale obsługa jest prosta i intuicyjna. Możemy konfigurować podświetlenie, mapować przyciski i nagrywać makra. Duży plus za możliwość sprawdzenia dokładnego poziomu naładowania baterii, co jest rzadkością w tej cenie. Wszelkie zmiany można wprowadzać również w trybie bezprzewodowym 2.4 GHz.

Podsumowanie Redragon Galatin i Artemis Pro
Przystępując do testów, wiedziałem, czego się spodziewać. To konstrukcje bliźniacze do modeli Gloria, Ucal czy Nova, różniące się głównie rozmiarem i stylistyką. Mimo to kilka elementów mnie zaskoczyło.
Zacznijmy od wad. Design Redragona jest specyficzny i nie każdemu przypadnie do gustu – szkoda, że producent zapomina o klasycznej czerni. Rozczarował mnie brak możliwości wgrania własnego GIF-a oraz brak oprogramowania w przeglądarce. Zastanawia mnie też sens umieszczania portu USB-C na bocznej ściance, co jest mało praktyczne.
Mimo to, Galatin i Artemis mają sporo zalet. Trzy tryby łączności w tym budżecie to wciąż mocny atut. Galatin znajdzie fanów dzięki niezwykle cichej kulturze pracy, a Artemis – za sprawą unikalnego designu. Jakość wykonania i hot-swap również zasługują na pochwałę. Ceny (ok. 279 zł za Galatin i 329 zł za Artemis) uważam za bardzo atrakcyjne i szczerze mogę polecić obie propozycje.
Moje wnioski co do klawiatur Redragona pozostają niezmienne: to solidny sprzęt, wyceniony bardzo uczciwie. Konkurencja? Wskazałbym Genesis Thor 404, ale to dwa różne światy. Genesis przemówi do fanów klasycznej elegancji, a Redragon to wybór dla tych, którzy szukają bezprzewodowej swobody i wyróżniającego się stylu.

Recenzja jest możliwa dzięki firmie Redragon, która udostępniła sprzęt do testów.




Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?