Każdy, kto kiedykolwiek borykał się z brakiem portów USB w laptopie, doskonale zna ten problem. Z jednej strony producenci tworzą coraz smuklejsze urządzenia, z drugiej zaś bezlitośnie redukują liczbę złączy do minimum. Na szczęście istnieją huby USB, które ratują sytuację w takich momentach. Dziś przyjrzymy się Baseus Ultra Joy Series 4-Port – prostemu rozwiązaniu, które obiecuje zamienić jeden port USB-C w aż trzy pełnowartościowe złącza USB 3.0 i nie tylko.
Jako osoba, która na co dzień korzysta ze sprzętu testowego opartego na Ryzen 5 7600X i laptopa Hyperbook A16 Zen, mogę śmiało powiedzieć, że dobry hub USB to jak szwajcarski scyzoryk w świecie technologii. Bez niego można żyć, ale po co się męczyć? Przez dwa tygodnie testowałem Baseus Ultra Joy Series 4-Port w różnych scenariuszach – od prostego podłączania pendrive’ów po jednoczesne korzystanie z czterech urządzeń naraz.

Specyfikacja i pierwsze wrażenia
Ten hub to urządzenie o stosunkowo prostej specyfikacji, ale jak mawia przysłowie – prostota to najwyższa forma doskonałości. Zacznijmy od podstaw:
Specyfikacja techniczna:
Urządzenie oferuje trzy pełnowartościowe porty USB 3.0 typu A oraz jeden dodatkowy port USB-C pass-through umożliwiający jednoczesne ładowanie laptopa, a także dodatkowy port Ethernet. Połączenie z komputerem realizowane jest poprzez wbudowany kabel USB-C o długości 15 centymetrów. Maksymalna prędkość transferu danych wynosi do 5 Gbps, charakterystyczna dla standardu USB 3.0. Hub pracuje przy napięciu 5V, pobierając mniej niż 200mA prądu roboczego, przy maksymalnym prądzie wejściowym 5V/3A.
Urządzenie o wadze zaledwie 28 gramów wykonane zostało z tworzywa ABS. Baseus deklaruje pełną kompatybilność z systemami Windows, macOS, Linux oraz Vista, zapewniając uniwersalność użytkowania na różnych platformach.
Baseus Ultra Joy Series 4-Port dociera do nas bez zbędnych fajerwerków. W pudełku znajdziemy samo urządzenie oraz standardową dokumentację – zestaw jest minimalistyczny, ale zawiera wszystko, co niezbędne do natychmiastowego użytkowania.

Jakość wykonania i design
Pierwszym wrażeniem po wyjęciu Baseus Ultra Joy Series 4-Port z opakowania jest jego kompaktowy rozmiar. Urządzenie jest naprawdę niewielkie i lekkie, co sprawia, że idealnie nadaje się do podróży. Obudowa wykonana została z szarego tworzywa sztucznego o matowym wykończeniu, które nie zbiera odcisków palców – detal, który docenia każdy, kto regularnie korzysta z tego typu sprzętu.
Rozmieszczenie portów zostało przemyślane tak, aby nawet większe pendrive’y czy adaptery nie blokowały sąsiadujących złączy. Po jednej stronie obudowy znajdziemy cztery porty USB-A, a po drugiej dodatkowy port USB-C pass-through, który pozwala na jednoczesne ładowanie laptopa podczas korzystania z urządzenia. Testowany model ma także wbudowaną diodę LED, która sygnalizuje stan pracy urządzenia – prosta, ale przydatna funkcja, szczególnie gdy pracujemy w słabym oświetleniu.

Kabel łączący Baseus Ultra Joy Series 4-Port z laptopem ma długość około 15 centymetrów, co może stanowić ograniczenie w niektórych konfiguracjach biurkowych. Szczególnie gdy laptop stoi dalej od biurka lub gdy chcemy umieścić hub w wygodnym miejscu. Jest dostatecznie elastyczny i sprawia wrażenie solidnego, choć nie jest to żaden pancerny przewód – tutaj jednak liczy się rozsądek, a nie przesada. Baseus Ultra Joy Series 4-Port w tym aspekcie mógłby być lepiej przemyślany.
Testy praktyczne i wydajność
Prawdziwy test Baseus Ultra Joy Series 4-Port rozpocząłem od sprawdzenia prędkości transferu. Podłączyłem szybki dysk SSD USB 3.0 o pojemności 1TB i przeprowadziłem serie testów kopiowania różnych rodzajów plików. Wyniki okazały się całkiem zadowalające – osiągnąłem prędkości odczytu na poziomie około 450 MB/s, co jest zbliżone do deklarowanych przez producenta 5 Gbps.
Kolejnym etapem testów było sprawdzenie, jak urządzenie radzi sobie z jednoczesnym podłączeniem czterech urządzeń. Podłączyłem jednocześnie dysk zewnętrzny, mysz, klawiaturę bezprzewodową (odbiornik USB) oraz pendrive. Wszystkie urządzenia zostały od razu rozpoznane przez system, jednak zauważyłem sporadyczne lekkie przerywanie w pracy myszy bezprzewodowej. Problem nie był dramatyczny, ale zauważalny podczas precyzyjnej pracy. W internecie można znaleźć podobne obserwacje dotyczące zakłóceń urządzeń 2,4 GHz przy intensywnym transferze danych.
Podczas testów z moim laptopem Hyperbook A16 Zen urządzenie działało bez zarzutu, nie powodując żadnych konfliktów czy problemów z rozpoznawaniem. Plug & play to rzeczywistość – wystarczy podłączyć urządzenie i można od razu korzystać ze wszystkich portów.

Temperatura i stabilność pracy
Jednym z aspektów, na który zwracam szczególną uwagę podczas testowania hubów USB, jest temperatura pracy. Baseus Ultra Joy Series 4-Port podczas normalnego użytkowania nagrzewa się minimalnie – temperatura obudowy wzrasta co najwyżej o kilka stopni powyżej temperatury otoczenia. Nawet przy intensywnym transferze dużych plików przez kilka godzin z rzędu, testowany model pozostaje chłodny w dotyku.
Stabilność pracy to kolejna mocna strona tego urządzenia. Przez dwa tygodnie testów nie doświadczyłem ani jednego przypadku niespodziewanego odłączenia urządzeń czy problemów z rozpoznawaniem. Urządzenie po prostu działa – i to jest jego największa zaleta. Oczywiście nie można wykluczyć, że przy dłuższym czasie użytkowania, przykładowo po pół roku eksploatacji, mogą wystąpić jakieś problemy, których w tak krótkim okresie testów nie jestem w stanie sprawdzić.

Kompatybilność i uniwersalność
Baseus Ultra Joy Series 4-Port współpracuje z niemal wszystkimi nowoczesnymi systemami operacyjnymi. Przetestowałem go na Windows 11, macOS oraz kilku dystrybucjach Linuxa – wszędzie działał bez zarzutu. Nie ma potrzeby instalowania dodatkowych sterowników czy oprogramowania, co jest ogromną zaletą.
Testowany model radzi sobie również ze starszym sprzętem. Podłączone przeze mnie urządzenia USB 2.0 działały bez problemów, choć oczywiście z ograniczoną prędkością transferu charakterystyczną dla tej technologii. Urządzenie automatycznie dostosowuje się do możliwości podłączonych akcesoriów, co świadczy o przemyślanej konstrukcji.

Podsumowanie
Po dwóch tygodniach intensywnych testów mogę stwierdzić, że Baseus Ultra Joy Series 4-Port to urządzenie o mieszanych doświadczeniach. Cena na poziomie około 60 złotych sprawia, że za te pieniądze otrzymujemy urządzenie, które w większości przypadków spełnia swoje zadanie. Nie jest to najtańsza opcja na rynku, ale oferuje solidną jakość wykonania.
Każdy kij ma jednak dwa końce, a urządzenie również nie jest pozbawione wad. Do głównych mankamentów należy zaliczyć brak wsparcia dla szybkiego ładowania urządzeń, ponieważ porty oferują podstawową moc ładowania. Problemem jest też stosunkowo krótki kabel o długości 15 centymetrów oraz brak dodatkowych funkcji.

Co więcej, w internecie można napotkać informacje o dodatkowych problemach, które mogą dotknąć niektórych użytkowników. Szczególnie użytkownicy MacBooków zgłaszają sporadyczne problemy z wykrywaniem urządzeń po wybudzaniu systemu z uśpienia. Niektórzy użytkownicy Linux napotykają też problemy z kompatybilnością, choć w moich testach na Ubuntu wszystko działało bez zarzutu.
Z drugiej strony główne zalety Baseus Ultra Joy Series 4-Port to stabilna praca w większości scenariuszy, przyzwoita jakość wykonania, kompaktowe rozmiary idealne do podróży oraz przemyślane rozmieszczenie portów. W codziennym użytkowaniu testowany model spisuje się bez większych zastrzeżeń na wszystkich testowanych systemach operacyjnych.
Czy warto? Odpowiem dwojako, i tak, i nie. Za 60 złotych otrzymujemy przyzwoite urządzenie, które może okazać się dobrą inwestycją dla osób szukających prostego rozszerzenia portów USB. Jeśli szukasz podstawowego rozwiązania bez dodatkowych funkcji i masz świadomość ograniczeń tego urządzenia, Baseus Ultra Joy Series 4-Port może być sensownym wyborem. Jednak jeśli potrzebujesz czegoś bardziej zaawansowanego z dodatkowymi funkcjami lub odstraszają cię wyżej wymienione mankamenty, warto rozejrzeć się za droższymi alternatywami z szerszym wachlarzem możliwości.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?