RAZER DeathAdder to model, który już dawno osiągnął status legendy. Sam jestem wielkim fanem tej serii – wiele lat temu kupiłem DeathAdder Chroma, później V2 Pro, którego nabyłem zaraz po premierze. Trzecia wersja wprowadziła sporo zmian, m.in. w kształcie, który przez lata pokochało mnóstwo graczy. Moim zdaniem była to zmiana na plus, co szerzej opisałem w poprzedniej recenzji. Dzisiaj natomiast, chciałbym Wam przybliżyć kolejną, już czwartą wersję DeathAddera. Czy mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją? Może jest to jedynie lifting poprzednika? Zapraszam do testu…
Specyfikacja:
⦁ Typ: profiowany
⦁ Łączność: 2.4 GHz / USB
⦁ Sensor: RAZER Focus Pro 45K Gen. 2
⦁ Przełączniki główne: Razer Optical Gen-3
⦁ Waga: ok. 56 g
⦁ Gwarancja: 2 lata
⦁ Cena: ok. 699zł (Na dzień publikacji)
Opakowanie i zawartość
Jak przystało na RAZER-a, myszka trafia do nas w eleganckim, czarno-zielonym pudełku. Już na opakowaniu znajdziemy sporo kluczowych informacji, co bardzo mi się podoba – niektórzy producenci całkowicie z tego rezygnują.
W środku znajdują się:
- Mysz RAZER DeathAdder V4 PRO,
- przewód USB-A na USB-C,
- odbiornik 2.4 GHz,
- grip-tape’y,
- naklejki,
- papierologię.
Całość zapakowana jest estetycznie i od razu widać, że mamy do czynienia ze sprzętem z najwyższej półki.

Jakość wykonania, wygląd i ślizgacze
Dołączony kabel ma 180 cm długości i został opleciony – jest lekki, giętki i nie przeszkadza w użytkowaniu, nawet jeśli będziemy zmuszeni korzystać z myszy przewodowo. Dołączony nadajnik 2.4 GHz jest w formie półkola. Niestety, jest on za duży, aby zmieścił się w myszce na czas transportu, zatem na czas podróży trzeba znaleźć inne, bezpieczne miejsce.
O wykonaniu powiem krótko – absolutne TOP. Plastik jest wysokiej jakości, choć może się nieco palcować. Obudowa jest w pełni zabudowana, bez żadnych dziur odchudzających wagę, co bardzo mi pasuje. Spasowanie elementów perfekcyjne – zero luzów czy skrzypienia, co bywa problemem w ultralekkich konstrukcjach.
Zmieniła się też powierzchnia. W V3 Pro faktura była chropowata, co średnio mi odpowiadało – słabo „kleiła się” do dłoni. W nowej wersji jest gładka i „lepka”, dzięki czemu chwyt jest pewniejszy. To zdecydowanie dobra zmiana. Jednak nawet jeśli oczekiwalibyście jeszcze lepszej przyczepności to możecie nakleić dołączone grip-tape’y.



DeathAdder V4 dostępny jest w czerni i bieli. Testowałem wersję czarną – wygląda świetnie i nie krzyczy „gamingiem” na każdym kroku. Producent poszedł drogą aktualny trendów i nie znajdziemy w myszce podświetlanych elementów. Może rozczarować część osób, szczególnie fanów Chroma, ale pozwoliło to zmniejszyć wagę i znacząco wydłużyło czas pracy, także moim zdaniem jest to zmiana na plus. Ciekawym detalem jest logo widoczne tylko pod światłem – w biurze nikt nie zwróci na nie uwagi. RAZER od czasu do czasu wydaje też limitowane wersje kolorystyczne, np. we współpracy z pro-graczami, także może i ten model doczeka się ciekawszego designu.
Ślizgacze z czystego PTFE o dużej powierzchni działają świetnie, jednak czy to wystarczy za osiemset złotych? Moim zdaniem nie, ponieważ w zestawie nie dostajemy nawet zapasowej pary. W dodatku, w tej cenie można byłoby się pokusić o szklane ślizgacze, tak jak zrobiło to Dark Project w modelu Nexus Ultra, którego można dostać za prawie dwa razy mniej.

Kształt i waga
Kształt to znak rozpoznawczy DeathAddera. Przez lata był praktycznie niezmienny, aż w V3 RAZER mocno go przeprojektował – i moim zdaniem wyszło to na dobre. V4 PRO zachowuje tę samą formę – jest smuklejszy, bardziej agresywny, niż wersja V2 a przez to lepiej leży w dłoni. Jeśli korzystacie z palm lub claw gripu, macie średnią lub dużą dłoń i lubicie ergonomiczne konstrukcje, ta mysz sprawdzi się perfekcyjnie – zarówno w grach, jak i w pracy. Dla mniejszych dłoni polecam natomiast wersję HyperSpeed.
Waga to 56 g, czyli o 8 g mniej niż poprzednik. Jak na dużą, profilowaną mysz – wynik świetny i konkurencyjny. Zapewne dla wielu z Was jest to bardzo dobra informacja, chociaż ja jestem zwolennikiem nieco cięższych gryzoni. Aktualny trend raczej nie pozwala żadnemu producentowi na stworzenie myszki ważącej powyżej 70 gramów, gdyż taka myszka automatycznie byłaby przez wielu skreślona. Jednak mimo to, dość szybko przyzwyczaiłem się do myszek ultralekkich i niska waga w zupełności mi nie przeszkadza.




Przełączniki główne, boczne i scroll
Za główne przyciski odpowiadają RAZER Optical Switches Gen. 4. To przełączniki optyczne – szybkie, trwałe i nie wystąpi tu problem z double-clickiem. Klik jest przyjemny, chrupki, z wyraźnym bumpem. Minusem jest metaliczny pogłos w PPM. Nie jest to wada krytyczna, ale w sprzęcie za takie pieniądze zwracam uwagę na najdrobniejszy szczegół.
Przyciski boczne są teraz rozdzielone (w poprzedniej wersji były połączone). Nie przeszkadzało mi to wcześniej, ale być może dla osób z większym kciukiem nowy układ jest wygodniejszy. Niestety, RAZER nie informuje, czy zastosował tu przełączniki mechaniczne, czy optyczne, jednak są one równie przyjemne i nie mam do nich żadnych zastrzeżeń.
Scroll w V3 Pro był krytykowany za zbyt mały opór i kiepską trwałość. W V4 zastosowano enkoder optyczny – żywotniejszy i precyzyjniejszy, odporny na typowe problemy mechanicznych enkoderów (jak ghost scrolling). Ma większy opór i wyraźny bump, co mi bardzo odpowiada. Przycisk scrolla pozostał mechaniczny, jednak fajnie, że producent posłuchał się swoich klientów – oby tak dalej!
Sensor, testy i bateria
Sensor to optyczny Focus Pro Gen. 2 to obecnie absolutna czołówka. Pominę przytaczanie tutaj suchych danych producenta, jednak według testów, jakie przeprowadził randomfrankp wychodzi na to, że DeathAdder V4 PRO jest najszybszą myszką gamingową.

Przy 8000 Hz działa błyskawicznie, ale nawet przy 1000 Hz opóźnienie wynosi zaledwie 2,06 ms – różnica praktycznie niewyczuwalna, a bateria wytrzymuje znacznie dłużej. Podczas moich testów nie było ani jittera, ani interpolacji.

Producent deklaruje 150 godzin pracy na jednym ładowaniu przy 1000 Hz i faktycznie ten wynik jest realny. Natomiast przy 8000 Hz wynik drastycznie spada, ponieważ przy korzystaniu 6 – 10 godzin dziennie czas spada do 3–4 dni, co i tak jest dobrym wynikiem.
Oprogramowanie
Software do RAZER Synapse, znany, ale niezbyt lubiany program. Ja nigdy nie miałem raczej większych Do obsługi służy RAZER Synapse – program znany, choć nie wszyscy go lubią. Osobiście większych problemów nie miałem. Menu jest dość rozbudowane, bo Synapse obsługuje całą masę innych urządzeń RAZER-a, ale ustawienia DeathAddera są przejrzyste i intuicyjne.
Możemy tam m.in. przypisać funkcje do przycisków, zmienić DPI i polling rate, skonfigurować LED-y odbiornika, ustawić czas uśpienia i LOD. Dodatkowo dostępne są funkcje jak Dynamic Sensitivity czy rotacja – raczej ciekawostki niż coś potrzebnego.
Szkoda, że RAZER nadal nie oferuje wersji przeglądarkowej – coraz więcej marek to robi, a dla takiego giganta to nie powinien być problem.
Podsumowanie RAZER DeathAdder V4 PRO
DeathAdder V4 PRO to bardzo udana ewolucja kultowego modelu. Producent poprawił kilka istotnych elementów względem poprzednika i w efekcie mamy mysz, która łączy świetne wykonanie, znakomity chwyt i topową specyfikację. Nowa faktura obudowy sprawia, że mysz leży w dłoni pewniej niż kiedykolwiek, a przy tym całość jest smuklejsza i lżejsza – jak na profilowaną konstrukcję, 56 gramów robi naprawdę wrażenie. Ogromnym plusem jest również nowy optyczny enkoder, który rozwiązuje problemy poprzednika i daje wyraźny, satysfakcjonujący opór. Do tego dochodzi jeden z najlepszych obecnie sensorów – Focus Pro Gen. 2 – oraz świetna bateria, która przy niższych częstotliwościach potrafi wytrzymać nawet 150 godzin pracy. Nie można oczywiście zapomnieć o najważniejszym – świetnym kształcie, który ma całą rzeszę fanów.
Nie oznacza to jednak, że DeathAdder V4 PRO jest pozbawiony słabszych stron. Ślizgacze są dobre, ale w tej cenie można by oczekiwać choćby zapasowego kompletu, a najlepiej szklanych odpowiedników. Denerwował mnie też lekko metaliczny pogłos w prawym przycisku, a oprogramowanie Synapse, choć funkcjonalne, nadal nie doczekało się wersji przeglądarkowej. To drobiazgi, które można by zignorować, ale przy sprzęcie kosztującym niemal 800 zł oczekuję dopracowania w każdym, nawet najmniejszym detalu.
Ostatecznie jednak DeathAdder V4 PRO to absolutna czołówka rynku. To mysz, która z pewnością trafi do fanów marki i osób szukających topowej jakości w lekkiej, ergonomicznej konstrukcji. Jednocześnie trudno mi uzasadnić dopłatę ponad 300 zł względem wciąż znakomitego V3 Pro, bo różnice są minimalne i dla większości graczy praktycznie niezauważalne. Jeśli więc nie gracie zawodowo, rozsądniej będzie wybrać starszą wersję lub rozejrzeć się za konkurencją, jak chociażby Lamzu Paro, Pulsar x ZywOo, ewentualnie poczekać na spadek cen do 600 – 650 złotych.

Recenzja jest możliwa dzięki firmie RAZER, która udostępniła sprzęt do testów.

Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?