Jeśli regularnie śledzicie rynek klawiatur, to z pewnością nie ominęły Was premiery najnowszych modeli Dark Project, Gamma oraz Onionite. Trzeba przyznać, że od momentu wydania znajdują się one na ścisłym topie, jednak czy pozostaną tam na długo? Dziś pragnę przedstawić Wam produkt stosunkowo nowej marki na naszym rynku, Mchose, która jest świeżą bułeczką na polskim rynku. Chodzi o klawiaturę X75 – czy jest to sprzęt mogący wprowadzić zamęt na rynku? Zapraszam do przeczytania, a wszystkiego się dowiecie!
Specyfikacja:
⦁ Rozmiar: 75%
⦁ Łączność: przewodowa / bezprzewodowa (2.4 GHz / Bluetooth)
⦁ Przełączniki: Icy Creamsicle
⦁ Typ przełączników: liniowy
⦁ Typ obudowy: closed design (zamknięta)
⦁ Podświetlenie: RGB
⦁ Keycapy: PBT
⦁ Oprogramowanie: dostępne
⦁ Wymiary: 432 × 185 × 60 [mm]
⦁ Waga: g
⦁ Gwarancja: 2 lata
⦁ Cena: 449 zł
Opakowanie i jego zawartość
Klawiatura jest ukryta w czarnym opakowaniu, które przypomina mi pudełko od jakiegoś gadżetu dla fanów Formuły 1, ze względu na nowoczesną czcionkę oraz charakterystyczne romby, przypominające flagi z wyścigów. Z samego opakowania niestety zbyt wiele się nie dowiemy. Nie ma na nim nawet rendera ani żadnej ilustracji, więc o tym, jak X75 wygląda, przekonamy się dopiero po jego otwarciu. Zabrakło także informacji o tym, jaka wersja kolorystyczna znajduje się w pudełku, a takie dostępne są dwie. Szczegółowych informacji na temat specyfikacji również nie ma co tu szukać. Moim zdaniem producent powinien całkowicie przeprojektować to opakowanie.
Jeśli zaś chodzi o zawartość, nie ma żadnego zaskoczenia, dostajemy bowiem dobrze wyposażony zestaw, jak na ten budżet przystało, czyli:
- klawiaturę Mchose X75,
- przewód USB-A do USB-C,
- druciany keycap & switch puller,
- dwa dodatkowe przełączniki,
- instrukcję,
- karteczkę z najważniejszymi funkcjami i skrótami klawiszowymi tylko w języku polskim.
Dodatkową zaletą może być obecność plastikowej nakładki dust-proof, na którą ostatnio wielu YouTuberów zaczęło zwracać uwagę, jakoby był to świetny gadżet. Moim zdaniem jednak jest to dodawanie klawiaturze plusów na siłę, bo nie znam osoby, która specjalnie trzymałaby plastikową nakładkę na biurku i codziennie nakładała ją na swoją klawiaturę, aby się nie zakurzyła. A skoro o plusach mowa, X75 jest bardzo dobrze zabezpieczona na czas transportu i absolutnie nie ma się tu do czego przyczepić.

Jakość wykonania i wygląd
Na spodzie klawiatury znajdziemy plakietkę z numerem seryjnym, która, co ciekawe, nie jest zwykłą, najtańszą naklejka, gdyż ma bardzo ciekawą strukturę imitującą metal. Nie jest to element jakkolwiek użyteczny, jednakże takie detale też mają znaczenie. Dodatkowo znajdziemy tam cztery naklejki antypoślizgowe, które bardzo dobrze spełniają swe zadanie, oraz dwustopniowe nóżki, dzięki którym będziemy mogli ustawić klawiaturę pod wybranym kątem. Jest tu jeszcze ogromne logo producenta wytłoczone w plastiku, ale nad nim nie będę się rozwodzić, zatem przejdźmy do wykonania…

X75 jest wykonana w całości z plastiku, jednak czy to źle, nawet jeśli są już tańsze klawiatury aluminiowe? Absolutnie nie, szczególnie ze względu na to, że w takich klawiaturach zdecydowanie łatwiej osiągnąć przyjemne dla ucha brzmienie. Mamy tu też non-floating key design, czyli typ konstrukcji, gdzie górna część przełączników jest zasłonięta ściankami bocznymi, co wpływa pozytywnie właśnie na akustykę. W mojej ocenie Mchose prezentuje się dzięki temu znacznie lepiej, chociaż, jak wiemy, jest to kwestia indywidualna. Wszystko jest dobrze spasowane i nie ma żadnych elementów, które mogłyby jakkolwiek wzbudzić moje obawy. W moim wariancie kolorystycznym cała obudowa jest biało-błękitna, to połączenie bardzo przypadło mi do gustu. Podoba mi się również wersja biało-różowa z niebieskimi akcentami.
Do środka klawiatury niestety nie byłem w stanie się dostać, z czym zazwyczaj nie ma większych problemów. Być może producent specjalnie zaprojektował konstrukcję tak, aby konsumenci nie rozkręcali jej, próbując naprawić coś na własną rękę, zamiast odesłać ją na gwarancję. Mimo to, producent przedstawił nam, jak wygląda X75 od środka. Możemy zauważyć przede wszystkim ogromną ilość pianek oraz silikon. Warstwy te pochłaniają nieprzyjemne dźwięki i klawiatura brzmi jeszcze lepiej.

Od kilku miesięcy producenci bawią się płytami mocującymi i stawiają na ciekawsze opcje niż aluminium, które do niedawna było obecne w niemal każdym pre-builtcie. Tutaj mamy do czynienia z poliwęglanem. Względem aluminium jest on bardziej elastyczny i pozwala wydobyć ładniejszy dźwięk. W dodatku, zarówno plate, jak i PCB są „pocięte”, co również poprawia elastyczność i ma wywołać jeszcze przyjemniejsze uczucia płynące z korzystania z klawiatury.
Jest tu również gasket-mount, który, można powiedzieć, stał się standardem nawet w konsumenckich klawiaturach. To mocowanie, które polega na oparciu płyty mocującej oraz PCB na ściankach obudowy, zamiast przykręcania ich do dolnej części obudowy. Dzięki temu zyskujemy lepsze brzmienie i minimalnie większą elastyczność.

Po prawej stronie mamy dwa ważne elementy. Pierwszym z nich jest knob, czyli gałka do regulacji głośności, którą często można spotkać w klawiaturach 75%. Mchose poszedł w dość niestandardowy sposób jego instalacji, ponieważ jest on wczepiony poziomo. Co prawda wpływa to minimalnie na komfort korzystania z niego, jednak można się do tego przyzwyczaić. Poniżej znajduje się drugi z elementów, czyli schowek na odbiornik 2,4 GHz, który przykryty jest metalową zatyczką na magnes – na tyle mocny, że nie powinniśmy mieć żadnych obaw o jego zgubienie.
Podświetlenie
Nieodłącznym elementem klawiatur dla graczy jest oczywiście podświetlenie RGB. Tutaj, poza strefą klawiszy, można dostrzec pasek ledowy biegnący przez niemalże całą długość bocznych ścianek. Nadaje to bardzo nowoczesnego, futurystycznego designu, co mi akurat niezbyt przypada do gustu, gdyż jestem fanem klasycznych klawiatur.
Podświetlenie klawiatury jest bardzo dobre, szczególnie, że czcionka na nakładkach nie prześwituje. Mimo to barwy są żywe i jaskrawe, a odwzorowanie ich jest świetne. Mam jedynie zastrzeżenie do bieli, która jest nieco zbyt różowa, jednak nie spotkałem się jeszcze z klawiaturą, która nie miałaby tego problemu.
Po lewej stronie możemy znaleźć trzy lampki, które informują nas o włączeniu funkcji „caps lock”, blokady klawisza Windows oraz stanie naładowania baterii. Mamy również pasek ledowy, który także pokazuje część funkcji.
Bateria i tryb bezprzewodowy
Pojemność baterii to według producenta 4000 mAh, a podczas testów klawiatura była połączona przez 2,4 GHz, podświetlenie miałem włączone na 100% oraz tryb uśpienia na 3 minuty. Przy średnio intensywnym użytkowaniu wystarczyło mi to na równe 10 dni, co jest jak najbardziej dobrym wynikiem, który można porównać z konkurencyjną klawiaturą Galaxy80, której bateria również miała 4000 mAh – ona wytrzymywała mniej więcej tydzień, ale testowałem ją w wakacje, więc była częściej eksploatowana.
Warto też dodać, że jeśli chcielibyście się położyć na kanapie, przeglądając internet na telewizorze, to można pomyśleć o połączeniu Bluetooth, które ma znacznie większe opóźnienie od 2,4 GHz, ale dzięki temu zaoszczędzimy nieco na baterii. Do gier jednak zdecydowanie zalecałbym połącznie radiowe, a więc wspomniane 2,4 GHz, bo występujące na nim opóźnienie jest niezauważalne dla ludzkiego oka.

Rozmiar
Układ to 75%, który osobiście uwielbiam, ze względu na obecność wszystkich wykorzystywanych przeze mnie przycisków (rząd „F”, „Delete” czy strzałki) w bardziej kompaktowej formie niż w przypadku TKL-i. Nie zmienia to faktu, że grubość bocznych ścianek wynosi aż 2,5 cm, więc ta „kompaktowość” nieco traci na znaczeniu.
Keycapy

O ile nakładki często nie wyróżniają się na tle konkurencji, o tyle tutaj jest zupełnie na odwrót. Są to oczywiście double-shot PBT, które stały się już standardem dzięki swojej trwałości. Trzeba jednak pamiętać o znakach, ponieważ, jak już wspomniałem, są one białe i nie przepuszczają światła. Zatem jeśli jesteście fanami świecących klawiatur, to niestety tutaj spektakularnych efektów nie uzyskacie, a przynajmniej nie zmieniając fabrycznych nakładek.
Czcionka jest prosta, czytelna i duża, a w dodatku umieszczono ją idealnie po środku. Podoba mi się, że Mchose zwrócił uwagę na spójność oznaczeń nakładek klawiszy funkcyjnych – wszystkie są podpisane. To niby szczegół, ale jednak cieszy, tym bardziej, że mało który producent przywiązuje do tego wagę.
Nakładki są trójkolorowe. Część alfanumerycza to błękit (baby blue) wraz z białą czcionką, a klawisze funkcyjne są w dość ciekawym kolorze, którego nawet nie potrafię do końca nazwać, jest to coś pomiędzy bladym jasnoniebieskim, zielonym, a szarym. Gdybym był kobietą, to pewnie znałbym stosowną nazwę, ale ze nie jestem, to zostawię Was z tym krótkim opisem. „Escape”, spacja, „Enter” oraz strzałki są już definitywnie białe. Sama kolorystyka jest dla mnie ładna, jednak zamiast niezidentyfikowanego koloru wolałbym zobaczyć biały lub inny odcień niebieskiego.
Profil tych nakładek to MDA, będący niszowym rozwiązaniem, chodź miałem już okazję dawno temu testować takie keycapy od Akko. Są one znacząco niższe niż znane wszystkim OEM-y czy Cherry, a w dodatku delikatnie wgłębione idealnie po środku. Górna powierzchnia keycapów jest znacznie szerszą niż w pozostałych profilach, co nie wszystkim przypadnie do gustu. Moim zdaniem to całkiem ciekawa propozycja i z pewnością wielu z Was powinno polubić ten profil.
Przełączniki i stabilizatory
Już po pierwszych minutach spędzonych z tą klawiaturą przypomniał mi się niedawno testowany przeze mnie Redragon z przełącznikami Mambo Mint, ponieważ ich charakterystyka jest dość zbliżona do switchy zainstalowanych w X75, ale zacznijmy od początku…
Switche osadzone w MC-X75 to Icy Creamsicle, czyli prawdopodobnie autorski wyrób producenta. Mają one charakterystykę liniową, czyli w trakcie wciskania nie odczujemy żadnego punktu aktywacji, która to następuje po użyciu ok. 42 gF już na poziomie 1,3 mm, co jest rzadko spotykanym wynikiem, gdyż większość przełączników mechanicznych aktywuje się po przejściu 1,8 – 2,0 mm. Na chłopski rozum można by powiedzieć, że ta klawiatura jest znacznie szybsza od innych, ze względu na mały opór stawiany przez switche oraz bardzo małą odległość, jaką trzon musi przebyć. W praktyce jednak wygląda to nieco inaczej i nie kierowałbym się tym. Pomijając fakt występowania opóźnień, pamiętajcie, że rodzaj przełączników, który wybierzecie, będzie zależeć tylko od waszych preferencji.

Stabilizatory to standardowe, przesmarowane plate-mounty. W dzisiejszych czasach słabe staby to raczej rzadkość w klawiaturach, a tutaj jest bardzo solidnie. Nie klekotają, nie szeleszczą, są stabilne, po prostu bajka!
Brzmienie Mchose X75 jest „kremowe” i bardzo głębokie. Jest to spowodowane przez plastikową obudowę non-floatkey, wiele warstw wygłuszających, płytę mocującą z poliwęglanu, gasket-mount, ale przede wszystkim przełączniki. Posłuchajcie sami tej symfonii…
Oprogramowanie
Software niestety jest dedykowany do konkretnego modelu, co często ma miejsce w tańszych produktach. Szkoda, że Mchose nie oferuje przeglądarkowej wersji oprogramowania, które to ostatnio stają się coraz popularniejsze.
Szata graficzna software’u jest standardowa, za jego zaprogramowanie odpowiada zapewne podmiot, który pisał także aplikacje dla Redragona i Genesis bo są one łudząco podobne do siebie. Program jest intuicyjny i prosty w obsłudze, a poza standardowymi funkcjami, jak zmiana koloru i trybu podświetlenia, mapowanie przycisków czy nagrywanie makr, mamy możliwość ustawienia „sleep mode”, czyli trybu, który usypia naszą klawiaturę po ustalonym czasie bierności (od 30 sekund do 20 minut), aby zaoszczędzić baterię. Podoba mi się, że z software’u możemy korzystać w trybie bezprzewodowym, bo z tym bywa różnie.
Brakuje mi tu możliwości sprawdzenia procentowego stanu naładowania baterii, która w przypadku klawiatur bezprzewodowych powinna być obowiązkowa, a skoro Mchose daje możliwość zmiany ustawień w tym trybie, to nie wiem, dlaczego nie dodali takiej funkcji.

Podsumowanie
Mchose wcześniej był mi znany z dwóch produktów – AX5 Magnesium, czyli myszki wykonanej z magnezu, oraz z klawiatury GX87, która jest dość świeżym modelem i zbierającym mnóstwo pozytywnych opinii.
Jednak jak się to ma do recenzowanej X75? Wielu wad nie można zarzucić tej klawiaturze. Naciągając, mógłbym powiedzieć, że jakość wykonania mogłaby być lepsza, ale jednocześnie nie mogę jej określić mianem złej lub nawet dostatecznej. W tym budżecie można już spotkać dobre klawiatury wykonane w całości z aluminium, jak Dark Project Alu87, Rainy75 czy Wave75, jestem jednak daleko od stwierdzenia, że plastikowe konstrukcje są gorsze od tych aluminiowych.
Zalet jest tutaj zdecydowanie więcej. Za mniej niż 500 zł otrzymujemy sprzęt ze świetnymi przełącznikami, dobrymi stabilizatorami oraz wygłuszeniem. Miłym zaskoczeniem były dla mnie nakładki, które profilem wyróżniają się na tle całej reszty, jednak nie każdemu mogą one się spodobać. Za największy plus Mchose X75 uważam brzmienie, które deklasuje konkurencję. Fajnie, że mamy tutaj gałkę do regulacji głośności, bo sam z takiego udogodnienia korzystam bardzo często.
Czy poleciłbym Wam tę klawiaturę? W tym przedziale cenowym konkurencja jest ogromna, dlatego X75 nie dokonała żadnej rewolucji, ale jednocześnie nie jestem jej w stanie wytknąć znaczących wad. Moim zdaniem ta klawiatura trafi do bardzo wąskiego grona konsumentów, głównie za sprawą specyficznego wyglądu oraz profilu nakładek. Jest to kolejna ciekawa propozycja, która trafi na naszą listę polecanych, no ale właśnie – kolejna, jedna z wielu. Popyt w tym segmencie rynku po prostu został już zaspokojony, niemniej jednak jeśli szukacie dobrej klawiatury do 500 zł i lubicie oryginalny, rzucający się w oczy design, to polecam wam rzucić okiem na X75.

Recenzja jest możliwa dzięki firmie Mchose, która udostępniła sprzęt do testów.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?