Direwolf 3. Kontroler wypuszczony mniej więcej w tym samym czasie co niedawno recenzjowany model Dune Fox. Jest to następca dość pozytywnie przyjętego modelu Direwolf 2. Czy jednak producentowi udało się stworzyć produkt, który wpisuje się w rynek budżetowych kontrolerów? Przekonajmy się!
Opakowanie
Direwolf 3 przychodzi do nas zapakowany jak każdy inny kontroler Flydigi – w prosty, czarny karton z opisem produktu, bez niczego nadzwyczajnego. Wewnątrz, podobnie jak w przypadku (teoretycznie) tańszego modelu Dune Fox, znajduje się kartonowa obwoluta, w której umieszczono kontroler. Nie ma tu jednak kartonu po jajkach, jak to miało miejsce w przypadku Direwolfa 2.


Specyfikacja
- Layout: Xbox
- Kompatybilność: PC, Mobile, Nintendo Switch
- Łączność: Wired, 2.4G, BT
- Analogi: Hall Effect (autorska konstrukcja)
- Triggery: Hall Effect
- Przełączniki: Membranowe ABXY, Mechaniczne D-Pad
- 2 dodatkowe remapowalne przełączniki z tyłu
- Żyroskop: obecny
- Bateria: 800mAh
- Polling rate: 1000Hz
- Dostępne wersje kolorystyczne: Biała, Czarna (wersja specjalna)
- Stacja dokująca: brak
- Cena: 130zł (aliexpress)
Specyfikacja pochodzi z własnych obserwacji
Wstępne odczucia i obserwacje
Podobnie jak w przypadku modelu Dune Fox, Direwolf 3 to w zasadzie odgrzewany kotlet, jeśli chodzi o akcesoria, więc od razu przejdę do samego kontrolera. Wykonany jest on z plastiku, który nie jest najgorszy, ale nie uznałbym go za najlepszy w tej półce cenowej. Mimo to, całość sprawia bardzo przyjemne wrażenie. Co więcej, pod tym względem jest nieco lepiej niż w przypadku poprzednika. Kształt i wielkość kontrolera nie wnoszą nic nowego – przypomina klasyczny kontroler od Microsoftu, co oczywiście nie jest wadą.



Analogi, których używa Direwolf 3, są niemal identyczne z tymi z modelu Vader 4 Pro (jestem niemal pewien, że spora część elementów jest współdzielona między nimi). Jedyną różnicą, którą udało mi się zaobserwować, jest brak regulacji twardości sprężyny centrującej. Niestety, za wadę muszę uznać to, że sam tuning tej sprężyny nie jest najlepszy – jest ona, moim zdaniem, nieco za twarda (około 65-70gf), co w połączeniu z niezbyt przyczepną powierzchnią gałki, czasami powoduje jej ślizganie się pod palcem. Jeszcze jedną, wręcz nieistotną w tym przypadku różnicą, jest brak anti-friction ringów na analogach. Czemu nieistotną? Ponieważ ten model analoga posiada wewnętrzną restrykcję ruchu, przez co – tak jak w modelach Vader 4 Pro, Beitong Zeus 2 czy Kunpeng 20 – analogi nie docierają do punktu styku z obudową, eliminując tym samym tarcie na shafcie analoga.
Przełączniki pod przyciskami ABXY to dosłownie te same membrany, które były w modelu Direwolf 2. W dużym uproszczeniu, są to dość przyjemne, tactile membrany, do których nie mam większych zastrzeżeń. Tak samo jak do D-Pada, który jest identyczny jak w poprzedniku, a także w modelach Vader 4 Pro i Apex 4.


Triggery, bumpery i tylne przełączniki to dosłownie te same elementy, co w poprzedniku. Nie zauważyłem większej różnicy między tymi dwoma kontrolerami pod tym względem. Czyli, triggery bardzo poprawne
Co tam wewnątrz?
Aby rozłożyć Direwolfa 3 na czynniki pierwsze, należy w pierwszej kolejności wykręcić 4 śrubki z tyłu i delikatnie posiłkować się zatrzaskami. Gdy to zrobimy, odkryjemy tył PCB, które jest bardzo podobne do poprzednika. Po wykręceniu 9 kolejnych śrubek, będziemy mogli dostać się do przedniej części PCB, która, poza analogami, znów wygląda niemal identycznie jak w poprzedniku. Ogólna jakość wykonania PCB jest przyjemna – nie znalazłem żadnych pozostałości topnika ani źle wlutowanych elementów.


Czas na testy
Input latency przełączników jest całkiem przyjemna – wynosi około 5 ms w trybie przewodowym i 6 ms po 2.4G. Bluetooth też wypada całkiem dobrze, z 18 ms w trybie switch mode i nieco wyższymi, ale nadal przeciętnymi 30 ms w trybie Xinput.

Jednak tutaj zaczynają się schody, bo analogi Direwolfa 3 zupełnie nie chciały dać się przetestować, zachowując się nieco jak sensory TMR. Jednak zarówno producent, jak i same oznaczenia sensorów, przeczą temu. Co więcej, użycie zmodyfikowanego obwodu również nie dawało oczekiwanego rezultatu. Niby udało się przeprowadzić jakieś testy, jednak zrobiłem próbę z użyciem kamery slow motion, z której wynika, że wyniki nie są w żaden sposób poprawne. W dużym skrócie, nie mamy realnych wyników, jednak mogę powiedzieć, że latency analogów jest przyjemne i nie powinno sprawiać problemów.
Kalibracja analogów w Direwolf 3 jest dobra. Niestety, ze względu na wewnętrzną restrykcję, wyniki testów nie są idealne (kwestia designu testera, który przyznam się bez bicia, lekko sknociłem), jednak ogólnie jest dobrze. W trybie RAW również nie zaobserwowałem większych zmian.

Czas pracy na baterii to klasyka gatunku, czyli około 10 godzin, z około dwoma godzinami ładowania.
Software
Software odpowiadający za model Direwolf 3 to znany i (nie przez wszystkich) kochany Flydigi Space Station, więc nie widzę sensu powtarzać się.
Podsumowanie Flydigi Direwolf 3
Teraz, jaka jest moja opinia o modelu Direwolf 3? Szczerze mówiąc, to bardzo dobry kontroler, a nawet bardzo dobry. Fakt, jest to dość podstawowa opcja, jednak w tej cenie ciężko jest się do czegokolwiek przyczepić, może poza nieco za twardą sprężyną analoga, ale to kwestia czysto subiektywna. W skrócie, w swojej cenie jest to propozycja zdecydowanie warta rozpatrzenia.

Recenzja była możliwa dzięki firmie Flydigi.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?