Logitech G309 to obecnie najnowszy model myszy gamingowych od marki Logitech. Już na pierwszy rzut oka widać liczne nawiązania do legendarnego, bezprzewodowego modelu G305, który swego czasu był jednym z lepszych wyborów w kategorii budżetowych myszy bezprzewodowych. Dziś, gdy na rynku królują chińskie myszki pod względem stosunku jakości do ceny, przebicie się nie jest już takie proste. Czy Logitech znalazł na to sposób? Sprawdźmy!
Specyfikacja
⦁ typ produktu: mysz dla graczy
⦁ łączność: dongle 2,4 GHz, Bluetooth
⦁ sensor: HERO 25K
⦁ bateria: AA (300 h – 2,4 GHz | 600 h – BT)
⦁ przełączniki główne: LIGHTFORCE, hybrydowe
⦁ waga: 86 g z baterią AA, 68 g bez baterii
⦁ gwarancja: 2 lata
⦁ cena: 349 zł (na moment publikacji)
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta.
Opakowanie i jego zawartość
Karton, w który zapakowano mysz, od razu przywodzi na myśl opakowania innych produktów marki Logitech – to charakterystyczne, miękkie pudełko w odcieniach grafitu i niebieskiego. Na przedniej stronie znajduje się zestawienie podstawowych informacji, natomiast szczegóły dotyczące zastosowanych technologii i cech urządzenia opisano z tyłu opakowania.
Zaglądając do środka, znajdziemy Logitecha G309 zapakowanego w fikuśny papierowy woreczek wraz z garstką akcesoriów, takich jak:
– przewód z przedłużką na biurko
– grip tape
– bateria AA
– instrukcja obsługi.

Niestety, szwajcarska firma nie ma w zwyczaju obdarowywać konsumentów dużą ilością dodatków. Wprawdzie w pudełku znajdziemy wszystko, co niezbędne do komfortowego korzystania z myszy, jednak brakuje choćby jednej dodatkowej pary ślizgaczy, które znacznie podniosłyby wartość całego zestawu w moich oczach. Aby jednak opakowanie nie było zupełnie puste, dołączono taśmy antypoślizgowe, o których jakości opowiem nieco później. Mimo że zawartość pudełka nie jest najgorsza, to – jak wspomniałem – zabrakło jednego, kluczowego elementu: dodatkowych ślizgaczy.
Jakość wykonania i wygląd
Logitech G309 to jeden z tych gryzoni, do których trudno mieć zastrzeżenia pod względem wykonania. Jest to bardzo solidna konstrukcja, odporna na jakiekolwiek skrzypnięcia czy luzy, nawet po dłuższym użytkowaniu czy mocniejszym ściskaniu. Zarówno do głównych, jak i bocznych przycisków nie mam większych uwag, choć warto wspomnieć, że główne przyciski lekko chyboczą się na boki, a boczne są delikatnie gąbczaste. Poza tym nie zauważyłem problemów z pre- ani post-travelem czy innymi typowymi mankamentami.
Wygląd G309 z pewnością może budzić kontrowersje ze względu na swoje nietypowe kształty i różnorodne wcięcia. To design, który nie przypadnie do gustu każdemu, jednak na pewno znajdzie swoich zwolenników. Mysz jest dostępna w dwóch wersjach kolorystycznych: całkowicie czarnej oraz biało-srebrnej, która, moim zdaniem, prezentuje się nieco ciekawiej. Urządzenie wykonano z matowego plastiku, który wygląda dobrze i, co ważne, nie zbiera odcisków palców, dzięki czemu nie musimy martwić się o częste czyszczenie. Z tyłu myszki znajduje się skromne, srebrne logo Logitecha, które nie jest podświetlane (urządzenie nie ma żadnych światełek), co stanowi jedyny element brandingu producenta.

Powierzchnia
Powłoka w G309 zdecydowanie należy do tych bardziej ziarnistych niż gładkich i różni się od tej zastosowanej np. w G Pro X Superlight 2. Dla mnie okazała się bardzo wygodna, a moja ręka szybko się do niej przyzwyczaiła. Nawet bez użycia dołączonych do zestawu taśm antypoślizgowych nie miałem problemów z uślizgiem ani stabilizacją chwytu. Pod tym względem nowy produkt szwajcarskiego giganta wypada znakomicie.
Przyciski główne, boczne i scroll
Za klikacze w G309 odpowiadają hybrydowe przełączniki LIGHTFORCE. To moja pierwsza styczność z tymi switchami, ale już teraz wiem, że będzie to długa i udana znajomość. Przełączniki są dość ciężkie, bardzo dobrze wyczuwalne pod palcami, a dodatkowo oferują wysoką spamowalność. Pod względem odczuć są, moim zdaniem, bardzo podobne do Omronów 50M, które były stosowane w pierwszej generacji G Pro X Superlight. Dzięki zastosowaniu technologii optycznej nie musimy martwić się o przyszły problem z dwuklikiem, co stanowi ich ogromną zaletę!
Za boczne przyciski w G309 odpowiadają przełączniki marki Omron, a dokładniej model D2FC-F-7N, czyli chińska wersja o żywotności wynoszącej 20 milionów kliknięć. Same przyciski są dość wąskie, ale długie i dobrze umiejscowione, co ułatwia ich wygodne użytkowanie. Nie ma tu problemów z pre- ani post-travelem, jednak trzeba zaakceptować lekką gąbczastość, która może być irytująca dla niektórych użytkowników.
Logitech G309 został wyposażony w enkoder Kailh blue o wysokości 10 mm, który charakteryzuje się średnio wyczuwalnym przeskokiem oraz dobrze określonymi stopniami, co bardzo mi odpowiada. Dodatkowo, enkoder działa cicho, nawet przy intensywnym użytkowaniu rolki. Zwracam również uwagę na materiał pokrywający plastikowe kółko, a w tym przypadku jest to guma z wyraźnym bieżnikiem, który poprawia stabilność palca podczas przewijania.
Łączność, bateria i ślizgacze
Urządzenie można sparować z komputerem wyłącznie bezprzewodowo, za pomocą dongle’a 2,4 GHz lub Bluetooth, co jest standardem dla myszy zasilanych bateriami zamiast akumulatorem. Niestety, mysz nie obsługuje wyższej częstotliwości próbkowania, co w dzisiejszych czasach, szczególnie w tej półce cenowej, zaczyna być normą. Na plus zasługuje jednak dołączona do zestawu przedłużka USB, która jest zbawienna dla osób mających komputer daleko od biurka – bez niej mogłyby występować zakłócenia, czego chcielibyśmy uniknąć. Dodatkowo, dla osób używających myszy w podróży lub korzystających z kilku urządzeń jednocześnie, Bluetooth może okazać się przydatny, choć warto pamiętać, że wiąże się on z większym opóźnieniem.

Gryzoń zasilany jest za pomocą jednej baterii AA (dołączanej w zestawie) lub AAA, jeśli użyjemy przejściówki i zależy nam na redukcji wagi. Korzystanie z przejściówki może skrócić czas pracy na baterii, ale nawet bez niej żywotność baterii jest bardzo długa, co sprawia, że takie rozwiązanie może być przydatne. Producent deklaruje, że myszka wytrzyma aż 300 godzin na jednej baterii AA, co jest standardowym czasem pracy dla myszy na baterie. Logitech oferuje również system ładowania POWERPLAY, który umożliwia jednoczesne ładowanie i korzystanie z myszy, co jest świetnym rozwiązaniem, ale niestety ceny podkładek z tą funkcją mogą odstraszyć potencjalnych klientów.
Ślizgacze w G309 prawdopodobnie wykonano z barwionego PTFE, który jest całkiem dobrej jakości. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się wiele po ślizgaczach w bardziej budżetowej propozycji Logitecha, ale miło się zaskoczyłem. Spisują się one co najmniej dobrze, mają zaokrąglone boki i oferują przyzwoitą gładkość oraz szybkość. Niestety, są dość cienkie, co może wpłynąć na ich długoterminową trwałość.
Sensor
Logitech G309 został wyposażony w znany od wielu lat sensor HERO 25K, który wcześniej występował w takich myszkach jak G Pro Wireless czy G502 HERO. Choć jest to już nieco starsza konstrukcja, to wciąż sprawdza się bardzo dobrze. Sensor ten nie ma problemów z jitteringiem, predykcją, interpolacją, smoothingiem ani żadną niechcianą akceleracją, co zapewnia precyzyjne i stabilne śledzenie.
Sensor jest w stanie działać przy ustawieniach DPI sięgających nawet 25K, co, jak wiadomo, często jest chwytem marketingowym, ponieważ takie wartości mogą być wykorzystywane jedynie w pojedynczych przypadkach (choć i to można wątpić). LOD (wysokość podnoszenia) wynosi około 1 mm, co jest stosunkowo niskie, ale niestety nie jest regulowane w oprogramowaniu, co może być minusem dla niektórych użytkowników. Podsumowując, czujnik jest bardzo ostry i precyzyjny oraz działa bez opóźnień, jednak brakuje mu wyższej częstotliwości odświeżania, o czym wspominałem wcześniej.
Kształt i waga
Jednym z ciekawszych aspektów recenzji jest kształt samej myszki. W przeciwieństwie do G305, która ma bardziej „jajowaty” kształt, G309 oferuje bardziej uniwersalny, choć mniej wyróżniający się design. Myszka jest w pełni symetryczna, ale posiada przyciski boczne tylko po lewej stronie, co oznacza, że dla komfortowego użytkowania musimy być praworęczni.
G309 jest stosunkowo krótka, ale szeroka, co sprawia, że najlepiej sprawdzi się dla osób z małymi i średnimi dłońmi, które używają chwytu Claw i jego wariacji, a także chwytu palmowego (tylko dla małych dłoni). Chwyt fingertip również może być wygodny, pod warunkiem że mamy większe dłonie, ponieważ urządzenie jest dość szerokie, co może powodować dyskomfort przy używaniu jej opuszkami palców, jeśli mamy mniejsze dłonie.
Logitech G309 na pewno nie należy do myszek lekkich, a tymbardziej ultralekkich. Urządzenie z baterią dołączoną do zestawu waży dokładnie 86g co jest jak na dzisiejsze standardy bardzo średnim wynikiem. Tą wage oczywiście możemy zredukować używając adaptera na baterie AAA, powinno to zbić parę gram, ale to dalej będzie około 75g.
Różnica staje się bardziej zauważalna, gdy używamy podkładki z technologią POWERPLAY – wtedy masa myszki może spaść do około 68 g. Co ważniejsze, umożliwia to lepsze wyważenie, ponieważ G309 ma pewne problemy z rozłożeniem masy. Z baterią AA, którą dostajemy w zestawie, praktycznie cały ciężar koncentruje się na tyle myszki, co sprawia, że przy poruszaniu G309 odczuwamy ją jako cięższą niż wskazywałaby jej waga 86 g. Problem ten można rozwiązać jedynie poprzez zakup podkładki z technologią POWERPLAY, która jest droższa od samej myszki – co jest, delikatnie mówiąc, słabe.
Oprogramowanie
Aplikacja do nowej myszki od Logitecha to dobrze znany Logitech G HUB. Nie jestem jej fanem, ponieważ jest dosyć zasobożerna i średnio intuicyjna. Niemniej jednak, nie można jej odmówić funkcjonalności – gdy już zorientujemy się, jak wszystko działa, możemy dostosować wszystkie ustawienia do własnych potrzeb.
Parametry jakie możemy poprzez nią dostosować to:
⦁ Bindy,
⦁ Makra
⦁ DPI
⦁ częstotliwość raportowania (125Hz-1000Hz)
⦁ Przełączanie trybu przełączników (Hybrydowy/Optyczny)
⦁ Działania z najróżniejszych aplikacji
Do pełni szczęścia brakuje mi przełącznika do regulacji Lift Off Distance, o którym wspominałem wcześniej. Taki dodatek zdecydowanie ułatwiłby personalizację myszy według własnych preferencji.
Na szczęście Logitech oferuje alternatywne oprogramowanie o nazwie Onboard Memory Manager, które jest znacznie mniej obciążające dla komputera i bardziej czytelne. Ma praktycznie te same funkcje co G HUB (oprócz kilku dodatkowych opcji), ale są one skondensowane na jednej stronie, co ułatwia orientację i obsługę. Za to należy się duży plus!

Logitech G309 LIGHTSPEED – Podsumowanie
Niestety, Logitech G309 bardziej mnie zawiódł niż pozytywnie zaskoczył. Spodziewałem się, że po tylu latach od wydania G305 dostaniemy nową wersję, dopracowaną i dostosowaną do dzisiejszych standardów. Tymczasem, mimo kilku udanych rozwiązań, są tu niedociągnięcia oraz spora waga, która w dzisiejszych czasach, jak wiadomo, jest istotnym czynnikiem na rynku myszy gamingowych.
Czy jest to jednak zły produkt? Niekoniecznie. G309 ma swoje plusy, takie jak unikalny kształt, dobre ślizgacze czy ciekawe przełączniki. Jednak spora cena skutecznie przyćmiewa te zalety. Mimo to, myszka sprawdzi się całkiem dobrze dla osób z mniejszymi i średnimi dłońmi, które używają chwytu claw i palm oraz ich kombinacji. Dla osób z większymi dłońmi, chwyt fingertip również będzie odpowiedni ze względu na szerokość urządzenia.
Czy zatem Logitech G309 jest produktem godnym polecenia? W obecnym stanie, gdy jego ceny oscylują wokół 300 zł, nie mogę go polecić, ponieważ rynek w tej cenie oferuje nowsze komponenty oraz myszki o znacznie mniejszej wadze. Jeśli cena G309 spadnie do poziomu 150-190 zł, z czystym sumieniem będę mógł go rekomendować, i wtedy też trafi on na listę polecanych myszek.
Recenzja jest możliwa dzięki firmie Logitech G, która udostępniła sprzęt do testów.








Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?