Po wielu perturbacjach z Sennheisera wyłoniły się dwie firmy. Ta w posiadaniu Sonova przejęła rynek konsumencki, a niezależna pozostała część profesjonalna. Niestety, rozwód nie zakończył się szczęśliwie dla tych drugich – jako sprzęt dla zwyczajnych konsumentów zaliczone zostały również słuchawki z serii HD600, które od zawsze były znakiem rozpoznawczym firmy. Sennheiser HD490 Pro stworzone zostały, by zastąpić starszego brata w katalogu Sennheisera. Czas więc sprawdzić, czy podmianka okazała się udana.
Opakowanie i jego zawartość
Do testów dostałem wersję Plus, w przypadku której zestaw powiększono o trzymetrowy przewód, dodatkową gąbkę na pałąk oraz etui. Dołączona gąbka wykonana jest z tego samego materiału, co pady do miksowania, podczas gdy podstawowe wykończenie pałąka pokryte jest welurem, tak jak poduszki do produkcji. Etui ma pokaźne wymiary, co trzeba mieć na uwadze, jeśli planuje się spakowanie słuchawek na wyjazd, ale za to pomieści wszystko, co przychodzi w komplecie ze słuchawkami. Jego niewątpliwą zaletą jest także wysoka wytrzymałość.

W przypadku podstawowej wersji HD490 Pro, otrzymujemy dwie pary poduszek, przejściówkę z jacka 6,35 mm na 3,5 mm oraz przewód o długości 1,8 m. Poduszki wykonane są porządnie, jednak słyszalnie zmieniają brzmienie. Przewód pokryty jest gumą i nie przenosi dźwięków z koszulki na muszlę. Przy słuchawkach znajduje się krótka spirala, która ułatwia zorientowanie się, że zaraz zrzucimy nasz sprzęt na podłogę – to fantastyczny pomysł.
Wykonanie i wygoda
Jeśli chodzi o wykonanie HD490 Pro, ze świecą szukać tu drogich materiałów i innych fajerwerków. Nie są to słuchawki emanujące ekskluzywnością, ale określenie ich tandetnymi także byłoby niewłaściwe. Wykonane są lepiej od innych Sennheiserów, które recenzowałem, a to już daje nieco do myślenia. Podczas projektowania mechanizmu pałąka, zainspirowano się tym z HD800, co skutkuje bardzo przyjemnym feedbackiem przy zmienianiu stopnia rozsunięcia pałąka. Plastikowe elementy są grube i wykończone chropowatą fakturą, która nieprędko da się nadgryźć zębowi czasu.
Do wytrzymałości słuchawek przykładają się wymienne nauszniki, obicie pałąka oraz odpinany przewód zakończony wtykiem mini-XLR, który też powinien swoje przeżyć. Nauszniki mocowane są na klipsy, więc do tych słuchawek nie zamontuje się dowolnych padów. Choć cena zamienników nie będzie raczej szczególnie niska, z dostępnością nie powinno być problemu, szczególnie biorąc pod uwagę, że w marcu b.r. zaopatrzyłem się w nowe, oryginalne gąbki do HD424, które swój romans z linią produkcyjną zakończyły w 1977 roku.
Wygoda korzystania z HD490 Pro stoi na wysokim poziomie. Poduszki poprawnie rozkładają nacisk na bokach głowy, a obicie pałąka skutecznie zapobiega powstawaniu punktowego nacisku. Muszle są pojemne, więc słuchawki nie napierają na małżowinę, jednak jeśli kiedykolwiek zaczną, to niestety między naszymi uszami, a przetwornikiem nie uświadczymy miękkiej gąbki. Warto dodać, że poprawiono główny problem słuchawek Sennheisera i po wyciągnięciu z pudełka słuchawki nie zachowują się już jak imadło w stosunku do głowy.
Brzmienie
Z racji obecności dwóch par padów, zmuszony jestem przyznać się do faworyzowania producenckich, w których to prowadziłem większość odsłuchów i one też zostaną tutaj opisane. Pady do miksowania są zwyczajnie „za jasne”.

HD490 Pro brzmią gorzej niż ich poprzednik, a więc HD600. Delikatne podbicie pasma poniżej 500 Hz połączone z wycofaniem między 1000, a 4000 Hz powoduje, że brzmienie tych słuchawek jest mocno zmiękczone. Gitary zalewają pasmo, nie oferując nic, co wciągnęłoby użytkownika w muzykę. Męski wokal brzmi naturalnie, jednak spadek wyższej średnicy odbija się na jakości kobiecego głosu, który traci charakterystyczną ostrość i zlewa się z resztą muzyki. Spadek poniżej 60 Hz nie pomaga w zanurzeniu się w odsłuchu muzyki.
HD490 Pro przypominają mi HD800s. Brzmienie w znacznym stopniu pokrywa się z flagowym modelem, jedynie zmniejszając podbicie góry, które bywało problematyczne w przypadku starszego brata. Oba modele sprawiają wrażenie przestrzennych i względnie naturalnych słuchawek, które, ze względu na wygodę, pozwalają na godziny odsłuchu. Niestety, porównane z faktycznie neutralnymi modelami, obie pary znacząco tracą na atrakcyjności i wydają się wpadać w dolinę niesamowitości (uncanny valley).

Na szczęście, poza wyjściowym brzmieniem, obie pary dzieli jeszcze jeden aspekt – stabilność brzmienia na różnych głowach. W tym momencie wypada wytłumaczyć, o czym ja tu znowu piszę. Otóż każde słuchawki dużą część swojej przedniej komory mają zajęte przez naszą małżowinę oraz kanał słuchowy. Powoduje to, że zmienia się impedancja akustyczna, a w efekcie brzmienie słuchawek. Generalna zasada to: im bardziej zamknięte są słuchawki, w tym mocniejszym stopniu zmieniają brzmienie w zależności od głowy. To nieunikniony element akustyki słuchawek, ale są różne metody walki z tym problemem. Większość producentów słuchawek bezprzewodowych klasy premium rozwiązuje go mikrofonem w muszli, ale HD490 Pro są analogowe, więc taki sposób odpada. Jak więc tutaj poradzono sobie z kłopotem?
Otwierając przednią komorę. Choć to rozwiązanie może wydać się banalne, to w istocie takie nie jest, bo wymaga ono dostosowania także innych aspektów akustyki.
Kojarzycie zapewne niemal idealnie liniowe zejście słuchawek planarnych. Co jeśli powiem wam, że osiągają one taki efekt dzięki temu, że są zamknięte? Zanim pomyślicie, że do reszty zgłupiałem, bo HE400se to jedne z najmniej izolujących słuchawek na rynku, to zostańcie jeszcze chwilę ze mną. Przywołane tutaj słuchawki są w pełni zamknięte z perspektywy przedniej komory – boki padów są wykonane z ekoskóry, a przetwornik to szczelna folia. Konstrukcja taka zwiększa impedancję akustyczną wewnątrz muszli, w wyniku czego słuchawki te są bardzo podatne na nasze uszy i nie mówię tu o dostosowywaniu się do naszego HRTF. Dlatego ilu słuchaczy HE400se, tyle opinii, ale u wszystkich wspólnym mianownikiem będzie bardzo niskie zejście w dolne częstotliwości.
Otwarcie przedniej komory powoduje naturalny spadek natężenia dźwięku poniżej częstotliwości rezonansowej przetwornika. W przypadku słuchawek to duży problem, bo montowane w nich głośniki są małe i lekkie, więc ich naturalny rezonans jest z natury wysoki – można by temu zaradzić poprzez stworzenie rezonatora Helmholtza (rezonuje gaz w objętości, a nie ciało stałe) za membraną. Niestety, obliczony wówczas rezonans nie będzie jednakowy z finalnym rezonansem przetwornika, ale w przypadku recenzowanych HD490 Pro udało się zejść do powalających 60 Hz – a to wszystko dzięki matematyce i dziurze z tyłu przetwornika.
Wracając do tego, dlaczego niska impedancja wewnątrz muszli wraz z niskim rezonansem przetwornika są tak istotne – dzięki temu słuchawki zachowują dużo większą stabilność między głowami oraz ułożeniami na głowie, jednocześnie nie tracąc dużo SPL w subbasie. Powoduje to, że HD490 Pro są jednymi z najlepszych słuchawek pod equalizację. Oczywiście, pewne rozbieżności dalej będą obecne, jednak góra pasma będzie dużo mniej wymagająca pod względem szukania peaków, niż miałoby to miejsce w przypadku konkurencji, co jest istotne w sytuacji wykorzystania tych słuchawek jako monitorów studyjnych.
Dodatkowym aspektem, który należy wziąć pod uwagę, jest wysoka nieliniowość krzywej impedancji, a więc nie powinno się wpinać tych słuchawek do źródeł o impedancji wyższej niż okolice 10 Ohm. W przypadku urządzeń domowych nie będzie to ciężkie, bo bez EQ (lub nawet z przy głośności odsłuchu poniżej 90 dB) wystarczą dongle za 50 zł z cx31993 oraz MAX 97220 na pokładzie, ale o wpięciu się na żywioł w X32 można zapomnieć.

Sennheiser HD490 Pro – podsumowanie
Sennheiser HD490 Pro to ciekawa bestia. Jeżeli szukacie produktu, który kupicie, wyciągniecie z pudełka i zostaniecie oczarowani, to szukajcie dalej. Jeżeli jednak jesteście w stanie zaakceptować konieczność korzystania z equalizacji oraz ograniczoną ilość źródeł, z których możecie na spokojnie korzystać (ten problem tyczy się głównie sytuacji studyjnych), to dostaniecie sprzęt, z którego wyciśniecie więcej niż z 99% innych słuchawek na rynku. HD490 Pro są niczym auto wyścigowe – w zwykłych warunkach są gorsze niż tańsze odpowiedniki, jednak akceptując ich ograniczenia i korzystając z pełni ich możliwości, w tym wypadku poprzez własnoręczne dogranie ich brzmienia w equalizacji, zbliżycie się do perfekcji niedoścignionej przez rywali. HD490 Pro to zarówno wspaniały kawałek akustyki, jak i diabelnie przeciętne słuchawki.
Nie jestem w stanie polecić słuchawek, które w tej cenie wymagają tylu detali od konsumenta, ale jeśli szukacie możliwie idealnej reprodukcji audio za wszelką cenę, to w pełni Was rozumiem i sam zastanawiam się nad zakupem. Kupując HD490 Pro nie wejdziecie w posiadanie słuchawek idealnych, ale za to otrzymacie narzędzie, które da Wam wiele możliwości – jeśli tylko włożycie w nie odrobinę wysiłku i wiedzy.
Słuchawki zostały udostępnione na okres testów przez firmę Aplauz.


Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?